Falenta - wyimki z przeszłości

25 października 2018 roku we Wprost pan Falenta opowiadał:

– Sowa i Przyjaciele to była knajpa przygotowana pod polityków. Moim zdaniem od początku to miało być studio nagrań – mówi w rozmowie z Marcinem Dzierżanowskim z „Wprost” Marek Falenta, biznesmen skazany za aferę taśmową.
Marcin Dzierżanowski: Łukasz N. zeznał, że to pan kazał nagrywać.

Marek Falenta: Zostałem skazany przez sąd, który miał na sobie presję niemieckich mediów pracujących dla Platformy. Proces przeprowadzili w pośpiechu. Trwał zaledwie 10 miesięcy. Nie miałem żadnego prawa do obrony. Sąd odrzucał wszystkie wnioski dowodowe.

Kelner pana obciążył. On też był pod presją niemieckich mediów?

Łukasz N. poinstruowany przez służby powiedział to, co mu kazano. Inaczej musiałby wymienić nazwisko prawdziwego zleceniodawcy.
(..)
Kto był w takim razie prawdziwym zleceniodawcą taśm?

Człowiek z otoczenia Tuska, ważna postać w CBŚ, a potem w CBA. To on i jego ludzie namówili Łukasza N., żeby nagrywać. Przez chwilę zresztą był w kręgu podejrzeń, ale potem robiono wszystko, żeby oddalić od niego podejrzenia, bo gdyby to wyszło, to ani Tusk by do Brukseli nie pojechał, ani PO by nie przetrwała. Trzeba więc było wymyślić scenariusz pisany cyrylicą.
Źródło , a teraz przystepujemy do ziewania i młotkowania peowskich elementów (medialne wytropki PiSu to leszcze)
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.