Polska inteligencja w takim sensie, jaki kiedyś przyjęto, już nie istnieje

loslos
edytowano October 2 w Forum ogólne
Tekst z taką tezą popełni psor Legutko https://wszystkoconajwazniejsze.pl/prof-ryszard-legutko-o-upadku-inteligencji/

Z tej okazji otworzyłem butelkę Arbois rocznik 2012 i nalałem sobie porządnego grzdyla by obświętować. Dwa określenia doprowadzają mnie do szału: elity i inteligencja. Inteligencja jest to klasa społeczna pośpiesznie spichcona w połowie XIX wieku z osiadłych w miastach ziemian i spolonizowanych Żydów w intencji zastępowania właśnie co zużytej szlachty. Sama nazwa jest paskudna bo kojarzy inteligencję z inteligencją sugerując, że przynależność do tej klasy zapewnia wyższy poziom umysłowy. To nie jest prawdą, bo dobry Bóg rozum ludziom rozdziela według swego zamysłu przy wtórze radosnego (i nieco złośliwego) śmiechu aniołków.

Być może w XIX wieku podział na klasy miał sens ale w wieku XXI już tego sensu już nie ma. A nawet w XIX wieku najbardziej zasłużony Polak pochodził z klasy niższej a jego pan (co za obrzydliwe słowo!) robił wszystko, by w niej pozostał. Nie wiem jak wam ale mnie się wydawało paskudne, że wybitnie zdolny chłopski syn po latach nauki i wyrzeczeń mógł społecznie awansować i już nie obrabiać roli tylko zasiąść jako urzędnik w kantorku - obok zubożonego i zdeklasowanego przedstawiciela szlachty, który konieczność zarabiania na chleb w taki sposób uznawał za degradację.

Zupełnie nie rozumiem, dlaczego znajomość łacińskiej gramatyki ma wynosić nad znajomość zasad hydrauliki. A znajomość zasad księgowości? Pewnie pośrodku między łaciną a hydrauliką. Z algebrą jest ten problem, że powinna być nad księgowością ale jest paskudnie blisko hydrauliki... A co z programowaniem w C++? Jest taki inteligentem czy nie?

Psor Legutko ubolewa nad zejściem inteligencji a ja świętuję wesoło sobie podśpiewując:
Ah, ça ira, ça ira, ça ira
Les aristocrates à la lanterne
Ah, ça ira, ça ira, ça ira
Les aristocrates, on les pendra



Precz ze społeczeństwem klasowym!
«13

Komentarz

  • Ale żeby tak samą tezą – choćby i profesora – się kontentować, wino otwierać, śpiewać, a może i klaskać obcasami? Ma dar przekonywania ten Legutko, nie powiem.
  • profesor profesorowi profesorem
  • edytowano September 27
    A bo ja wiem ... I tak i nie. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby w Polsce była propaństwowa inteligencja. W dupie zaś mam dzieci chłopów i ich problemy, niesprawiedliwość itp.
  • edytowano September 27
    Nie bulwersajta sie lutkowie. Pszeca procefor nie muwieł tegusz na poważno.

    Rostwieranie wina za pińcet złoty iszby nucieć buntownicze leworucyjne pioseńkie? To beł ino takisz satyr na leworucjonistów.
  • loslos
    edytowano October 2
    Klasa wyższa zawsze była i propaństwowa i antypaństwowa, uprzywilejowanie nie czyni człowieka patriotą. Targowica to była zdecydowanie robota szlachty i magnaterii, za zaborów inteligencja też w większości się wysługiwała zaborcom.

    Można oczywiście mieć w dupie dzieci chłopów i ich problemy, niesprawiedliwość etc. tyle, że niesprawiedliwość czyni Polskę gorszą a my chcemy, by była lepsza, prawda? A to tylko część problemu.

    Wiecie, kto był najlepszym Polakiem w historii? Weźmy tylko ziemskie kryteria czyli za dobro uznajmy to co pospolicie uznawane jest za dobro: nakarmić, uleczyć rany a przede wszystkim uratować życie. Kto uratował najwięcej ludzkich istnień? Louis Pasteur. Straszne ilości ludzi umierały od zakażeń a Pasteur to w zasadzie zatrzymał z dnia na dzień. Nie on jeden, twórcami antyseptyki byli też Ignaz Semmelweis i Joseph Lister. W Polsce wypada więc na Antoniego Bryka popularyzującego metodę Listera, na dziesięć lat przed Listerem swoją drogą. Historię Bryka znacie - jego pan hr. Krasicki nie życzył sobie, by chłop studiował medycynę, miał obrabiać ziemię. Ile tysięcy Polaków by umarło, jakby panu hrabiemu się udało?

    W społeczeństwie stanowym marnuje się strasznie dużo talentów. A skoro talent jest darem Boga, marnuje się Boskie dary i obraża Pana Boga, prawda?
  • Prawda.
    Gorzej że nie ma wyspecjalizowanej grupy propaństwowców, którzy by wybrane w wyborach towarzystwo trzymało za ryje. Istnienie Jachiry, Brauna, wcześniej Palikota itp, i fakt, że nawet ze schodów przypadkiem nie spadają, świadczy, że takiej grupy nie ma.

    Deep state też nie ma, a mam wrażenie że to jedyne co ewentualnie mogłoby uratować Polskę (zakładając że trzymałoby właściwą stronę) przy obecnym rozmemłaniu i skurwieniu mnogiej liczby naszych obywateli.

    Teraz pozostaje liczyć na cud, i że Maryja Królowa Polski znowu uprzejmie poprosi Swojego Syna, by dał nam coś, na co nie zasługujemy, bo moglibyśmy sobie sami wypracować, a tego nie robimy.
  • edytowano September 27
    JORGE napisal(a):
    W dupie zaś mam dzieci chłopów i ich problemy, niesprawiedliwość itp.
    Tyle że w ten sposób marnuje się dużo potencjału. Który nb. mógłby się przyczynić do wzrostu państwa -- co propaństwową inteligencja zauważy raczej prędzej niż później.
  • Dzisiejsza Polska (od 30 lat) daje nieprawdopodobne, niespotykane nigdy wcześniej, możliwości dokonania postępu w kwestii zdobycia wykształcenia, dobrego zawodu i dobrej pracy. Postępu w kontekście - rodzice po podstawówce, dzieci po studiach. Dotyczy to środowisk wiejskich, robotniczych itd. Wystarczy chcieć, nawet predyspozycje, talenty nie są aż tak istotne. Dodajmy to są szanse rozwoju wyważonego. Naprawdę płacz nad nierównościami w dzisiejszych czasach nie ma żadnego uzasadnienia. Ba, uważam że jest odwrotnie, zaniedbujemy sprawy elit, które się rozmyły gdzieś, nie będę po nich płakał, ale nie mam wcale przekonania, jak los, że elity nie są potrzebne.

    Bycie elitą to nie przywilej, to odpowiedzialność. Odpowiedzialność za ludzi, za życie społeczne, w bardzo różnych przestrzeniach. Jest to swego rodzaju ciężar, zobowiązanie, dług wobec grupy. Elita to świadomość dobra wyższego, na rzecz grupy, ale i poszczególnych jednostek, często wykluczonych, niezaradnych, nieświadomych.
  • loslos
    edytowano September 27
    JORGE napisal(a):
    Naprawdę płacz nad nierównościami w dzisiejszych czasach nie ma żadnego uzasadnienia.
    Nie ma. Ale nikt poza Krzysztofem Wołodźką tak nie płacze. A nawet on tak nie płacze, bo nie za bardzo się da, ale chętnie by sobie popłakał. Utkwił biedak w XIX. Mimo to temat szklanych sufitów istnieje i zasługuje na uwagę. Nad czym innym ludzie płaczą:
    JORGE napisal(a):
    Ba, uważam że jest odwrotnie, zaniedbujemy sprawy elit, które się rozmyły gdzieś, nie będę po nich płakał, ale nie mam wcale przekonania, jak los, że elity nie są potrzebne.
    Los nie uważa, że elity nie są potrzebne. Uważa tylko, że tylko Pan Bóg ma prawo do wyznaczania, kto należy do elity a kto nie. I nikt więcej. A kto próbuje wcisnąć łapę tam, gdzie tylko Pan Bóg ma prawo działać, należy mu tę łapę odrąbać. Bo lepiej jest ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony.

    Legutko się żali, że "wiedza ogólna i wiedza humanistyczna straciły swoją wysoką pozycję." A dlaczegóż to niby znajomość łacińskiej gramatyki miałaby wynosić nad znajomość systemów klimatyzacji?

  • Terozki chłopów nima, samowystarczalne rodzinne gospodarstwa rolne zanikły, pańszczyzna takoż. Jest Prekariat.

  • edytowano September 28
    Myślałem, że to odkurzony pra-wątek z jeszcze ivrp.pl, bo kol. los "od zawsze" tak mówi, przyśpiewując i pijąc wino przy tem... :)
  • los napisal(a):
    Legutko się żali, że "wiedza ogólna i wiedza humanistyczna straciły swoją wysoką pozycję."
    Myślę, że moja starsza Córka, absolwentka dwóch humanistycznych fakultetów, zgodziłaby się z prof. Legutko ;-)

  • W tomacie

  • edytowano September 28
    los napisal(a):


    Legutko się żali, że "wiedza ogólna i wiedza humanistyczna straciły swoją wysoką pozycję." A dlaczegóż to niby znajomość łacińskiej gramatyki miałaby wynosić nad znajomość systemów klimatyzacji?

    Czy wiedza humanistyczna ma być wyniesiona ponad inną, to nie wiem, może to i bzidkie i niesprawiedliwe, a czy ma mieć w ogóle jakąś znaczącą pozycję – a teraz nie ma w ogóle (bo to, co za nią uchodzi, to parodia) – to inna para kaloszy. Wydaje mi się, że w wiedzy humanistycznej nie chodzi bezpośrednio o znajomość reguł łacińskiej składni, architektury średniowiecznej czy dzieł wieszczów (oczywiście można podać tu mnóstwo innych przykładów); to tylko środki do czegoś ważniejszego – do umieszczenia człowieka w czasie, w czasie wykraczającym poza dzisiaj, poza nagłówek internetowy, poza wulgarną bieżączkę. Co żyje bieżączką i z dnia na dzisiaj? Zwierzę. Oczywiście jest coś, co wynosi człowieka ponad zwierzę o nieskończoną liczbę pięter wyżej niż wiedza humanistyczna. To religia. Ta daje bowiem człowiekowi perspektywę nie dwudziestu czy czterdziestu wieków, ale wieczności.

    Dzisiaj nie ma jednego ani drugiego. Doceniam umiejętność układania labiryntu rur kanalizacyjnych, ale człowiek jak tlenu potrzebuje czegoś więcej. Co więcej, zapominając o przeszłości (odpychając wiedzę humanistyczną), traci umiejętność porównywania i paradoksalnie poczucie rzeczywistości, jego myślenie nosi znamiona coraz większej fantazji (ideologii) – i wpada np. na pomysł, że mężczyzna może zostać kobietą po złożeniu ustnej deklaracji przed lustereczkiem.

  • edytowano September 28
    Brzost napisal(a):
    los napisal(a):
    Legutko się żali, że "wiedza ogólna i wiedza humanistyczna straciły swoją wysoką pozycję."
    Myślę, że moja starsza Córka, absolwentka dwóch humanistycznych fakultetów, zgodziłaby się z prof. Legutko ;-)

    A ciężko sie było dostać na te dwa kierunki?
    A studia były przyjemne i satysfakcjonujące czy mozolne i frustrujące?
    Jak z łaciną* greką i logiką?

    *z tego co mi gdzieś się kołacze to jednym z kierunków jest fil. klasyczna.
  • edytowano September 28
    Tak, zgadza się :-) Ten drugi kierunek (filologię klasyczną) kończyła już będąc matką dwójki dzieci.
    Studia były mozolne (zwłaszcza pierwszy kierunek - historia), ale satysfakcjonujące.
    Czy było się łatwo dostać, już nie pamiętam. To było 13 i 11 lat temu. Chyba tak - miała dobre świadectwa.
  • loslos
    edytowano September 28
    Motes napisal(a):
    Wydaje mi się, że w wiedzy humanistycznej nie chodzi bezpośrednio o znajomość reguł łacińskiej składni, architektury średniowiecznej czy dzieł wieszczów (oczywiście można podać tu mnóstwo innych przykładów); to tylko środki do czegoś ważniejszego – do umieszczenia człowieka w czasie, w czasie wykraczającym poza dzisiaj, poza nagłówek internetowy, poza wulgarną bieżączkę.
    Absolwentami studiów humanistycznych, dokładnie historii są Adam Michnik, Donald Tusk, Grzegorz Schetyna, Bronisław Komorowski i Bronisław Geremek. Czy owo umieszczenia w czasie, w czasie wykraczającym poza dzisiaj, poza nagłówek internetowy, poza wulgarną bieżączkę uczyniło ich lepszymi czy gorszymi?

    Kto wpada na pomysł, że mężczyzna może zostać kobietą po złożeniu ustnej deklaracji przed lustereczkiem - specjalista od układania labiryntu rur kanalizacyjnych czy absolwent studiów humanistycznych?

  • edytowano September 28
    los napisal(a):
    Motes napisal(a):
    Wydaje mi się, że w wiedzy humanistycznej nie chodzi bezpośrednio o znajomość reguł łacińskiej składni, architektury średniowiecznej czy dzieł wieszczów (oczywiście można podać tu mnóstwo innych przykładów); to tylko środki do czegoś ważniejszego – do umieszczenia człowieka w czasie, w czasie wykraczającym poza dzisiaj, poza nagłówek internetowy, poza wulgarną bieżączkę.
    Absolwentami studiów humanistycznych, dokładnie historii są Adam Michnik, Donald Tusk, Grzegorz Schetyna i Bronisław Geremek.



    Ołaz pan płemieł :-)
  • Tutej mamy kilkaset nazwisk osób zdolnych do umieszczenia człowieka w czasie, w czasie wykraczającym poza dzisiaj, poza nagłówek internetowy, poza wulgarną bieżączkę https://docs.google.com/forms/d/e/1FAIpQLSeCPkifDKeiL3HE0Ts96e7dPYqXtnFrmaLOe4F9nWe9w-fvAg/viewform?fbclid=IwAR0o1dLihz3AFX0hnE9ltmM0EiH5JqyTX7XGDWfS4nBOEVOMLfQBRfzpPmE
  • Sarmata1.2 napisal(a):
    los napisal(a):
    Motes napisal(a):
    Wydaje mi się, że w wiedzy humanistycznej nie chodzi bezpośrednio o znajomość reguł łacińskiej składni, architektury średniowiecznej czy dzieł wieszczów (oczywiście można podać tu mnóstwo innych przykładów); to tylko środki do czegoś ważniejszego – do umieszczenia człowieka w czasie, w czasie wykraczającym poza dzisiaj, poza nagłówek internetowy, poza wulgarną bieżączkę.
    Absolwentami studiów humanistycznych, dokładnie historii są Adam Michnik, Donald Tusk, Grzegorz Schetyna i Bronisław Geremek.



    Ołaz pan płemieł :-)
    No, historię skończyli też Antoni Macierewicz, Mariusz Błaszczak, Mariusz Kamiński. Beata Szydło jest etnografem.

    Z drugiej strony -- Bronisław Komorowski :)

    Nie twierdzę, że to dobrze lub źle, ale jakaś korelacja między ukończeniem studiów historycznych a zainteresowaniem sprawami publicznymi istnieje. Więcej (na oko) jest chyba tylko prawników.
  • loslos
    edytowano September 28
    Pigwa napisal(a):
    akaś korelacja między ukończeniem studiów historycznych a zainteresowaniem sprawami publicznymi istnieje
    Istnieje też korelacja między ukończeniem studiów humanistycznych a tzw. zdrowym rozsądkiem. Sądząc po afiliacjach sygnatariuszy zalinkowanego wyżej listu - ujemna.
  • edytowano September 28
    los napisal(a):
    Motes napisal(a):
    Wydaje mi się, że w wiedzy humanistycznej nie chodzi bezpośrednio o znajomość reguł łacińskiej składni, architektury średniowiecznej czy dzieł wieszczów (oczywiście można podać tu mnóstwo innych przykładów); to tylko środki do czegoś ważniejszego – do umieszczenia człowieka w czasie, w czasie wykraczającym poza dzisiaj, poza nagłówek internetowy, poza wulgarną bieżączkę.
    Absolwentami studiów humanistycznych, dokładnie historii są Adam Michnik, Donald Tusk, Grzegorz Schetyna i Bronisław Geremek. Czy owo umieszczenia w czasie, w czasie wykraczającym poza dzisiaj, poza nagłówek internetowy, poza wulgarną bieżączkę uczyniło ich lepszymi czy gorszymi?

    Kto wpada na pomysł, że mężczyzna może zostać kobietą po złożeniu ustnej deklaracji przed lustereczkiem - specjalista od układania labiryntu rur kanalizacyjnych czy absolwent studiów humanistycznych?

    Cherry picking.

    Naturalnie można też przytoczyć pierwszą lepszą listę absolwentów humanistycznego kierunku z czasów nam bliższych, żeby jeszcze wymowniej pokazać, jak bardzo się mylę (dopiero zauważyłem, że została istotnie przytoczona, a jakże). Tyle że napisałem pierwsze zdanie, niezacytowane, w jakimś celu – moja wypowiedź nie była laudacją dla obecnej humanistyki, tylko próbą uzasadnienia znaczenia wiedzy humanistycznej ogólnie. Prezentujesz, Losie, przedziwny sposób myślenia – tzn. przedziwny pozornie, bo jak mniemam, chodzi tylko o efekt gęsiej skórki u czytelników – jak coś gorzej działa albo działa nieidealnie to znaczy, że ma trafić na śmietnik historii, a nie, że ma być poprawione. Może w niektórych przypadkach taki radykalizm się sprawdza, pewne pomysły już w podstawach są wadliwe, w innych – uwzględniwszy pozostałe opcje – taka postawa musi budzić wątpliwości. Tuski i inne takie zawsze będą się pojawiać.

    Źle mi się kojarzy taki sposób argumentacji. Lewizna pokazuje patologie w rodzinach i wyprowadza z tego wniosek, że rodzina to gówno. Dalszy wniosek: zaorać. Nie stwierdzam zbieżności motywacji, metoda podobna.
  • Ja zasię poruszę, że najwibytniejszym Polakiem w herstorii był Mieszek I.

    Dlaczemu?

    Ano dlatemu, że założył Państwo Polskie, w którym żyjemy, poruszamy się i jesteśmy.

    I teraz, człowiek tym wyższy przedstawia sobą typ człowieka, im podobniejszy jest Mieszku I, tzn. im bardziej podpiera swoją osobą gmaszysko Państwa Polskiego i smaruje a modernizuje jego maszynerię. Wogle, powołaniem potylika winno być przede wszystkim modernizowanie tej maszynerii, zaś powołaniem rządu jej konserwowanie y utrzymywanie w biegu.

    Czemuż zaś tak ważni są gumaniści? Ano temuż, że dobrym hydrałlikiem może być także świeży uchodźca z Azerbejdżanu. O wiele nie pomyli wody zimnej z ciepłą, to wszelkie prace hydrałliczne są całkowicie neutralne dla kwestii Narodu i Państwa.

    O, czekaj, o Narodzie napisałem. No właśnie. Humaniści są krytycznie ważni dla Narodu, bo bez nich nikt nie będzie wiedział, że Słowacki wielgim poetą był. A jak ktoś tego nie wie, to jest masą demograficzną, nie Narodem.

    Sam paczę jak dziecię moje niewinne cierpi nad lekturą "Pana Tadeusza". Jednego wieczora wzruszonem głosem odczytywałem mu co trafniejsze fragmenta z tej broszury. Rano go pytam, czy mu się podobało:

    -- E nie -- rzucił. -- Jedno przez szaconek dla Pana Ojca wydzierżyłem te nudy!

    Y tu jest dla gumanistów Rodos. Tutaj mają wykonywać salta swe mortadelne. Wbijać młodzieży, obok kwestii hydrałlicznych, także kwestie pneumatyczne, ażeby byli nie tylko dobremi hydrałlikami, ale takoż dobremi Polakami, tak.
  • Dodam dla wyjaśnienia, że oczywiście dzięki hygienie a zimnym priessnitzom, hydrałlicy niezmiernie dokładają się do dobra Narodu, zwłaszcza z perspektywy zdrowotności. Tak więc Naród winien dbać o należyte pogłowie hydrałlików. To co chciałem podkreślić to fakt, że dobra hydrałlika przysłuży się każdemu narodu, a zaś obycie z Panem Tadeuszem -- wyłącznie tut. Narodowi. Tak więc to Pan Tadeusz jest sprawą partykularną, nie zaś hydrałlika.

    Nayprzednieyszym zasię hydrałlikiem beńdzie taki, co nie pomyli wody ciepłej z zimną, a znać będzie Pana Tadeusza na pamięć. Tu przerwał, lecz róg trzymał; wszystkim się zdawało.
  • Studia humanistyczne się zdewaluowały niskie bariery wejścia, przeważnie niskie wymagania co umozliwia studiowanie 3 kierunków jednocześnie.

    Motywcją do studiowania jest przyjemnie spędzenie czasu w miłej intelektualnej atmosferze.

    Dlatego humanistyka straciła pozycję a absolwenci antropologii kultury, religioznawstwa, socjologii, teatrologii budzą wręcz niechęć na rynku pracy.
  • Tu przerwał, lecz róg trzymał; wszystkim się zdawało...
    ...że to W. gra a to w rurach bulgotało
  • loslos
    edytowano September 30
    Motes napisal(a):
    Źle mi się kojarzy taki sposób argumentacji. Lewizna pokazuje patologie w rodzinach i wyprowadza z tego wniosek, że rodzina to gówno. Dalszy wniosek: zaorać. Nie stwierdzam zbieżności motywacji, metoda podobna.
    A mnie ten sposób argumentacji podoba się jeszcze mniej. Pisze psor Leguteko z ewidentnym żalem, że "wiedza ogólna i wiedza humanistyczna straciły swoją wysoką pozycję" a to los (też psor zresztą) zapytowuje, dlaczegóż to niby znajomość łacińskiej gramatyki miałaby wynosić nad znajomość systemów klimatyzacji. A na to kolega wali na odlew słowami typu "gówno" czy "zaorać."

    Czy nazwałem łacińską składnię gównem? Czy postulowałem zaoranie wykształcenia humanistycznego? Jeśli nie znajdzie kolega cytatu potwierdzającego tezę, proszę przeprosić.

  • Zrobił się z tego wątek o wyższości nauk ścisłych nad naukami humanistycznymi...
    Prawdą jest, że praw fizyki/matematyki nie da się zniekształcić żadną ideologią, zniekształcić można historię, tzn można ją zakłamać. Nauki humanistyczne są podatne na działanie Złego, dlatego Ojciec Kłamstwa uczynił je poletkiem swego działania. Ze Słowackiego można zrobić np pedała, a z Konopnickiej lesbijkę bo jeśli w GW o tym napiszą, to "coś w tym może być"... Z Che Guevary można zrobić humanistę, wzór Człowieka itd itp.
    O czym to świadczy? O ważności nauk humanistycznych, gdyż diabeł wie gdzie uderzać. Więc uderzył i zniszczył.
    Nad tym mz ubolewa Legutko.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Ja zasię poruszę, że najwibytniejszym Polakiem w herstorii był Mieszek I. Dlaczemu? Ano dlatemu, że założył Państwo Polskie, w którym żyjemy, poruszamy się i jesteśmy.
    Poddam w wątpliwość. Państwo polskie ma pewne zalety ale świat nie zrobił się wyraźnie lepszy w dniu, kiedy ono powstało, jego czasowe upadki też dla ludzkości nie były jakąś tragedią. Był nawet taki upadek państwa polskiego, z którego wszyscy się cieszyli a sami Polacy najbardziej. Skoro w sejmie przegłosowali, to się cieszyli, nie?

    Państwo polskie potrzebne jest tylko Polakom, bo jeśli państwo polskie upadnie a Polacy przeżyją, to jakość ich życia się wyraźnie obniży. Ale jak komu wybije kanalizacja, to też mu się obniża jakość życia, nie?

  • los napisal(a):
    Motes napisal(a):
    Źle mi się kojarzy taki sposób argumentacji. Lewizna pokazuje patologie w rodzinach i wyprowadza z tego wniosek, że rodzina to gówno. Dalszy wniosek: zaorać. Nie stwierdzam zbieżności motywacji, metoda podobna.
    A mnie ten sposób argumentacji podoba się jeszcze mniej. Pisze psor Leguteko z ewidentnym żalem, że "wiedza ogólna i wiedza humanistyczna straciły swoją wysoką pozycję" a to los (też psor zresztą zapytowuje, dlaczegóż to niby znajomość łacińskiej gramatyki miałaby wynosić nad znajomość systemów klimatyzacji. A na to kolega wali na odlew słowami typu "gówno" czy "zaorać."

    Czy nazwałem łacińską składnię gównem? Czy postulowałem zaoranie wykształcenia humanistycznego? Jeśli nie znajdzie kolega cytatu potwierdzającego tezę, proszę przeprosić.

    No w sumie, racja. Przepraszam.

    Tak mię chyba ten barwny opis picia wina i śpiewów zaćmił umysł, tak mię zaszokował ten kontrast (że jeden psor się smuci, a drugi prawie tańczy z radości), że przeciągnąłem wszystko zanadto w drugą stronę. A może za dużo wyczytałem między wierszami? Co gorsza, to może być istotnie skutek studiów humanistycznych.
  • Ja bym zaczął od końca, mamy pracowników:
    - siły fizycznej,
    - umiejętności (połączenie wiedzy z koniecznością wykonywania pewnej pracy fizycznej),
    - wiedzy,
    Inteligencja* uważa, że jest pracownikiem wiedzy, a jest zwykle pracownikiem umiejętności, tak jak wzmiankowany hydraulik.
    Osobnym podziałem, jest podział z uwagi na sposób pozyskiwania środków do życia, gdzie możemy wydzielić:
    - rentierów,
    - właścicieli,
    - kontraktorów,
    - najemników,
    Przy czym, kontraktor zarabia poprzez sprzedawanie umiejętności, a najemnik jest wynajmowany do wykonania pewnych, dość stereotypowych czynności. I tu, inteligencja* obecnie, jest najczęściej w tej ostatniej grupie.
    Co więcej, na co zwracał uwagę prof Legutko, w czasie PRL inteligencja* masowo współpracowała z PRLem, a Stefan Żeromski, w Syzyfowych Pracach, nakreślił obraz kolaboracji z caratem.
    Czyli całość narracji o inteligencji*, to zbiór urojeń i uzurpacji okraszonych zasługami nielicznych, zaliczonych w poczet inteligencji.
    Jeżeli więc, inteligencja* (ale te realna, a nie mityczna) nie istnieje, to można tylko odetchnąć: wreszcie.
    No niestety ja w to mocno powątpiewam.


    *znaczenie zaczerpnięte od prof Legutko
  • edytowano September 28
    los napisal(a):
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Ja zasię poruszę, że najwibytniejszym Polakiem w herstorii był Mieszek I. Dlaczemu? Ano dlatemu, że założył Państwo Polskie, w którym żyjemy, poruszamy się i jesteśmy.
    Poddam w wątpliwość. Państwo polskie ma pewne zalety ale świat nie zrobił się wyraźnie lepszy w dniu, kiedy ono powstało, jego czasowe upadki też dla ludzkości nie były jakąś tragedią. Był nawet taki upadek państwa polskiego, z którego wszyscy się cieszyli a sami Polacy najbardziej. Skoro w sejmie przegłosowali, to się cieszyli, nie?

    Państwo polskie potrzebne jest tylko Polakom, bo jeśli państwo polskie upadnie a Polacy przeżyją, to jakość ich życia się wyraźnie obniży. Ale jak komu wybije kanalizacja, to też mu się obniża jakość życia, nie?

    De facto.

    Tak więc intligencja gumanistyczna potrzebna jest wyłącznie Polakom, którzy mają obowiązki polskie, a nayprzednieyszym z nich jest wspieranie funkcjonowania Państwa Polskiego.

    Jezdo, podkreślę, sprawa czysto partykularna y dotycząca wyłącznie Polaków. Zgodzę się z tezą, że upadek Państwa Polskiego może podnieść uogólniony stopień zadowolenia wszechświata, bo przynajmniej nie będzie już tych rozrabiaków. Tak więc z perspektywy utylitarystycznej jest to postulat uzasadniony.

    Oczywiście, należy pamiętać o tym, żeby w cześniej Polaków zdemoralizować i spacyfikować, bo inaczej będzie jak w XIX w., cięgiem tylko "sprawa polska", "sprawa polska", która dla ówczesnych Europejczyków była już tak nużąca, że jeden ukłuł nawet bonmot "Słoń a sprawa polska".
  • Dokładnie nie wiem, co dziś znaczy "inteligencja", ale pamiętam, że w czasach gdy było w powszechnym użytku, oznaczało pracowników najemnych (w odróżnieniu od "prywatnej inicjatywy") utrzymujących się z pracy innej niż fizyczna (w odróżnieniu od rolników i robotników). I obejmowało wszelkie rodzaje wykształcenia, nie tylko humanistyczne. Nawet był specjalny termin dla inżynierów, którego w filmie użył lekarz kardiolog badający Czterdziestolatka - "inteligencja techniczna".
  • Brzost napisal(a):
    oznaczało pracowników najemnych (w odróżnieniu od "prywatnej inicjatywy") utrzymujących się z pracy innej niż fizyczna
    A to nie była tzw. "inteligencja pracująca"?
  • Tak w PRL-owskim żargonie się nazywało, to prawda.
  • edytowano September 28
    Rozbiory i co? Wokół czego Polacy mieli się skrzykiwać, co ich identyfikowało? Gdy istniało państwo, z grubsza można było przyjąć, że Polaków identyfikuje państwo jako struktura - Polacy zajmowali urzędy, stanowili prawo, stanowili władzę wykonawczą. A po rozbiorach ta struktura zniknęła. Znalazło się zaskakujące rozwiązanie - literatura. Polacy, to byli ludzie, którzy znali i czytali Mickiewicza, Słowackiego, Krasińskiego. Dwory czytały powszechnie, ale czytało też mieszczaństwo - i to z pochodzenia i to funkcjonalne ze spauperyzowanej szlachty i tych czytających to samo nazwano inteligencją. Potem polska inteligencja stworzyła i spopularyzowała literaturę light, tworząc Polaków z godności, niekoniecznie kandydatów do funkcji państwowych. Inteligencja potem stworzyła IIRP.

    Po wojnie komuchy weszły a te inteligenckie buty. "Ja też czytam książki" powiedział mi na werbunkowej nieudanej rozmowie esbek. Dzisiaj jego odpowiednik już by nie powiedział, bo czytanie polskiej literatury nie nobilituje, chyba generalnie czytanie nie nobilituje. "Menele dużo czytają" przeczytałam kiedyś na fb, "nie mają dostępu do telewizji i netu, więc czytają".

    Legutko ma rację - ten system identyfikacji zanikł. Polonistka w szkole uchodzącej za prawicową (!) zaczyna bezwstydnie lekcję od zdystansowania się od polskiej literatury (co innego Dostojewski).

    Dzisiaj mamy państwo, jak przed Rozbiorami. Może to wystarczy by się identyfikować? Karta Polaka - genialne posunięcie, widzę, że przyjęta niemal jednogłośnie. https://orka.sejm.gov.pl/proc5.nsf/opisy/1957.htm

    Jestem ciekawa, jak się to rozwinie. Jakaś część mnie mówi, że to koniec. Inna - że nowe czasy znajdą nowe rozwiązania.

  • Hehe czyli wychodzi na to, że inteligencja pracująca, kultywująca obrzedowość świecką była strumieniem zasilającym KOD'y i demonstracje ze świecami i biełymi rozami pod sądami.

    Składają mi się te puzle w czytelny obrazek o paskudnym przekazie.
  • Pani_Łyżeczka napisal(a):
    Hehe czyli wychodzi na to, że inteligencja pracująca, kultywująca obrzedowość świecką była strumieniem zasilającym KOD'y i demonstracje ze świecami i biełymi rozami pod sądami.

    Składają mi się te puzle w czytelny obrazek o paskudnym przekazie.
    właściwie to już nie jest inteligencja wg dawnej definicji - nie czytają Mickiewicza, Słowackiego, Krasińskiego. To, że nie pracują fizycznie nie wystarczy.
  • loslos
    edytowano September 28
    Brzost napisal(a):
    Dokładnie nie wiem, co dziś znaczy "inteligencja"
    Napisałem: klasa społeczna pośpiesznie spichcona w połowie XIX wieku z osiadłych w miastach ziemian i spolonizowanych Żydów w intencji zastąpienia właśnie co zużytej szlachty. Nikt jak dotąd tej definicji nie zaprzeczył.

    Najzabawniej było po roku 1945, kiedy ziemianie stracili znaczenie i "inteligencja" zaczęło znaczyć to samo co Żydzi a nawet "żydokomuna." Michnik, Holland, Smolar, Blumsztajn - przecież gołym okiem widać, że czują się oni nową szlachtą, że czują się z niejasnych powodów wyniesieni nad pospólstwo. A jeśli kto im stawia opór, obdarzają go nienawiścią i traktują z wyjątkowo bezwzględnym okrucieństwem.
  • Wydaje mi się jednak (na podstawie rodzinnej doświadczeń), że spora część historycznej inteligencji to była zubożała szlachta pozbawiona majątków.
  • edytowano September 28
    KazioToJa napisal(a):
    Pani_Łyżeczka napisal(a):
    Hehe czyli wychodzi na to, że inteligencja pracująca, kultywująca obrzedowość świecką była strumieniem zasilającym KOD'y i demonstracje ze świecami i biełymi rozami pod sądami.

    Składają mi się te puzle w czytelny obrazek o paskudnym przekazie.
    właściwie to już nie jest inteligencja wg dawnej definicji - nie czytają Mickiewicza, Słowackiego, Krasińskiego. To, że nie pracują fizycznie nie wystarczy.
    Jakie postawy ideologiczne i światopoglądowe prezentuje współczesne tak zwane ciało pedagogiczne nie trzeba chyba nawet wymieniać.
  • XIXw inteligencja to nie tylko ziemianie ale i szlachta z nimi związana, a zwłaszcza 'wysadzeni z siodła', bo hreczkosiejów to nie dotyczyło.
    Po 1945 roku, to już była kompletna podmiana etykiety z zawartością.
  • Brzost napisal(a):
    Wydaje mi się jednak (na podstawie rodzinnej doświadczeń), że spora część historycznej inteligencji to była zubożała szlachta pozbawiona majątków.
    Jakaś sprzeczność z osiadłymi w miastach ziemianami? Brak majątku to bardzo dobry powód do przeniesienia się do miasta.
  • Sorry, nie doczytałem "ziemian" ;-) Tak to jest jak się zagląda na forum z doskoku.
  • edytowano September 28
    Brzost napisal(a):
    Dokładnie nie wiem, co dziś znaczy "inteligencja", ale pamiętam, że w czasach gdy było w powszechnym użytku, oznaczało pracowników najemnych (w odróżnieniu od "prywatnej inicjatywy") utrzymujących się z pracy innej niż fizyczna (w odróżnieniu od rolników i robotników). I obejmowało wszelkie rodzaje wykształcenia, nie tylko humanistyczne. Nawet był specjalny termin dla inżynierów, którego w filmie użył lekarz kardiolog badający Czterdziestolatka - "inteligencja techniczna".
    Była to tzw. inteligencja pracująca, jeden ze stanów tzw. społeczeństwa bezklasowego. "Nie obrażaj pan robotnika, któren wraz z chłopem i inteligentem pracującym stanowi zdrową siłę narodu!"
  • Była też inteligencja wiejska_ ojciec listonosz, matka bibliotekarka. Autentyczny wpis w rubryce poch. społ.
  • Po prawdzie nie ogarniam tych tez. Jak może funkcjonować społeczeństwo bez elit, a jeżeli już te elity są to na jakiej zasadzie mają się kształtować ? Jaki ma być inny wspólny mianownik niż wykształcenie, posiadanie majątku itp. ? Nie rozumiem też deprecjonowania nauk humanistycznych, które osobiście dużo bardziej sobie cenię niż techniczne, ścisłe. Świat inżynierów, świat kątów prostych jest dla mnie światem tak spłaszczonym i nudnym, że aż prosi się go podpalić.
  • Bez kątów prostych nie ma czego palić.
  • JORGE napisal(a):
    Po prawdzie nie ogarniam tych tez. Jak może funkcjonować społeczeństwo bez elit, a jeżeli już te elity są to na jakiej zasadzie mają się kształtować ?
    Kij za zły koniec. Pan Bóg dostarcza nam wystarczającą ilość ludzi zdolnych i szlachetnych, tylko my miewamy problemy z uznaniem ich za elity. Jeżeli z szacunkiem i posłuszeństwem będziemy podchodzić do złodziejaszków i cwaniaków, przegramy, jeśli do patriotów - wygramy. Elity wyznacza lud. Ot, taki zabawny paradoks.

  • Zwracam uwagie, że prof. Nowak zauważył, że słowo elita znaczy po fhąsusku "les elus", czyli "wybrani" -- poczem dramaticznie zapytywał, przez kogo oni zostali kurdens wybrani.

Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.