Dla poprawy nastroju

Takiego wątasa założyłam kiedyś na fR. I właśnie go tu wykopuję, bo zawiera niezłą listę lektury dobrej i odprężającej zarazem.
Wszystkich chętnym- polecam:
http://rebelya.pl/forum/watek/24573/

Żaden człowiek rozumujący tylko według logiki ludzkiej nie czynił cudów. Lecz na sposób Boski działa ten, kto zawierza Bogu.
«1

Komentarz

  • Watek z takimi oto wpisami:
    "Od czytania to się oczy psują.
    Ja nie czytam i żyję.
    Lepiej sobie piwko strzelić. Taniej, lżej i humor się poprawia.O takie z pianką, pachnące chmielem. Na ławeczce se siąść, przed nami zieleń i wiosenne dziewczyny chodzą a my sączymy owinięte w papierek piweczko. A nie tam jakieś te ksiunżeczki pindolić."
    :)
  • Taki wpis był tylko jeden...

    Żaden człowiek rozumujący tylko według logiki ludzkiej nie czynił cudów. Lecz na sposób Boski działa ten, kto zawierza Bogu.
  • Hm, niedługo, niedługo.... "Mumia Lenina" zbliża się....

    W jedności siła!

    "by logika i trzeźwość sądu nie stawała się pożywką dla rozpaczy udającej realizm" - Wróg Ludu
  • O! Kto by pomyślał że Sąsiadów (czeska animacja) da się sfilmować! :)
  • edytowano October 2015
    Tak wieczorem





    Wygra?
  • W rocznicę



  • edytowano January 2016
    Też w rocznicę :)



    Mało?






  • Piękna dziewczyna i piosenka tysz
    =D>

  • edytowano August 2016
    Ojciec Simona cierpi na Alzheimera. Stracił pamięć, nie poznaje bliskich, czasem jest agresywny. Simonowi udzielono wsparcia w telefonie zaufania dla rodzin chorych na Alzheimera i Simon spłaca dług wdzięczności nagrywając piosenki śpiewane wspólnie z chorym ojcem w czasie samochodowych wycieczek. Zbiera też w ten sposób pieniądze na fundację pomocy dla chorych na Alzh. Co się dzieje w czasie wspólnych rajdów - zobaczcie sami. Starszy pan, pod wpływem muzyki, odzyskuje pamięć i znów - na chwilę- jest tym uroczym człowiekiem, którym był kiedyś.



  • AnnaE napisal(a):
    Piękna dziewczyna i piosenka tysz
    =D>

    cudowna

    a ta?

  • Wam się podobają dziewczyny, a mnie Simon McDermott ;;)
  • Mania napisal(a):
    Wam się podobają dziewczyny, a mnie Simon McDermott
    Mnie też! Starszy pan rewelacyjnie śpiewa, a ponadto świetnie bawi się całą sytuacją. Gdyby nie opis, w ogóle nie podejrzewałabym go o jakąkolwiek starczą demencję.
    No i brawa dla syna ^:)^
  • edytowano August 2016
    80-latek chory na Alzheimera stał się gwiazdą dzięki synowi; wspólnie - śpiewając - uzbierali już 100 000 funtów na fundację.


  • To prawda, również po udarze mózgu muzyka poprawia szanse rehabilitacyjne, bo zwiększa obszary aktywne w mózgu, zwłaszcza ośrodek mowy. No i zapobiega otępieniu, jest bardzo wskazana dla pacjentów neurologicznych.
    Kiedyś byłam świadkiem, jak pacjent po udarze (ksiądz), który całkowicie stracił mowę, uczył się zupełnie od nowa pisać, czytać, liczyć, za to umiał śpiewać (długimi godzinami śpiewał teksty liturgiczne, w szpitalu :) - i dzięki temu szybko wracał do zdrowia.
  • edytowano August 2016
    Uwielbiam ich. Tu można o nich poczytać więcej: http://www.mirror.co.uk/tv/tv-news/son-carpool-karaoke-pensioner-alzheimers-8633544
    Ted McDermott przez całe życie pracował w fabryce, jednocześnie śpiewał amatorsko w klubach. Syn, Simon jest dziennikarzem. Ostatnio zorganizował tacie zespół muzyczny :-)

    Edit; coś pochrzaniłam, nie pracował w fabryce; był artystą estradowym (entertainer)
  • Cuuuuudowne!
    (o Tedzie i Simonie)
  • ze swoim, dwuosobowym zespołem


  • KAnia napisal(a):
    To prawda, również po udarze mózgu muzyka poprawia szanse rehabilitacyjne, bo zwiększa obszary aktywne w mózgu, zwłaszcza ośrodek mowy. No i zapobiega otępieniu, jest bardzo wskazana dla pacjentów neurologicznych.
    Kiedyś byłam świadkiem, jak pacjent po udarze (ksiądz), który całkowicie stracił mowę, uczył się zupełnie od nowa pisać, czytać, liczyć, za to umiał śpiewać (długimi godzinami śpiewał teksty liturgiczne, w szpitalu :) - i dzięki temu szybko wracał do zdrowia.
    Ciekawe czy sam odkrył, że to potrafi.
    +
  • Jest to jedna ze standardowych technik terapii, sprawdza się takie rzeczy.
  • edytowano August 2016
    Pochłaniam zakazany mi deser "Pavlova" i tak se myślę, że stosowne na dziś od rana:


  • edytowano August 2016
    A miało być o czytaniu.
    :)


  • @Anno - chyba tylko dwie artystki umiały tak zatańczyć tę miniaturę Saint-Saensa. Tu ta druga, w zupełnie innej choreografii.
  • A przy okazji trafiłam na perełkę - Barysznikow tańczy Wysockiego:

    Może ktoś podpowie z jakiego filmu pochodzi ta scena?
  • "Białe noce"
  • Białe noce to najlepsze dyzio były w NOCie
  • dyzio napisal(a):
    "Białe noce"
    Z piękną Izabellą Rosselini.

    Nie mylić z Białymi nocami
    http://www.filmweb.pl/film/Białe+noce-1957-34308
    pięknym filmem, bo jednak ten Hackforda to zbyt wysokich lotów nie był. Cytowana scena najlepsza w całym filmie.
  • edytowano August 2016
    Te spiewy w samochodzie to ostatnia moda; nazywa się toto carpool caraoke i biorą w tym udział największe gwiazdy y celebryci, np. Michelle Obama




    ale wychodzi na to, że nikomu wcześniej nieznany Ted McDermott i jego syn zostawili wszystkich w tyle :-) I faktycznie- przy tych dwóch uroczych panach blakną największe gwiazdy.
    Volare!


  • edytowano August 2016
    Aaa, to stąd pomysł na reklamę podpasek
    ;))
    >


  • edytowano August 2016
    Carpool caraoke z Adelką - nuuuuuuda. Dużo gadania, mało śpiewu, mało radości. A u Dermottow- naturalny uśmiech szczęścia, śmiech i radość, bo Ojciec wraca do realu i jest szczęśliwy, że pamięta słowa, że głos wciąż mu dopisuje - a szczera radość w oczach kochającego syna jest nie do podrobienia. Gwiazdy nie mają takiej radości ze śpiewania.



  • edytowano August 2016






  • Mania napisal(a):
    u Dermottow- naturalny uśmiech szczęścia, śmiech i radość, bo Ojciec wraca do realu i jest szczęśliwy, że pamięta słowa, że głos wciąż mu dopisuje - a szczera radość w oczach kochającego syna jest nie do podrobienia.
    10/10 :)

  • Dzięki za wskazanie filmu. Rozumiem, że całość niekoniecznie ;)
  • i jeszcze raz Bidżiski


  • Mania napisal(a):
    i jeszcze raz Bidżiski
    Co to jest 'boysband'? Czterech facetów śpiewających jak jedna baba! :)

  • z Bi Dżis chyba to najlepiej poprawia nastrój:

  • Bardzo ciekawa ta inscenizacja, nie mogłam się oderwać. Tylko do mazura w tej wersji nie dam się przekonać :)
    Wychowałam się (i znałam na pamięć główne arie) na Ładyszu, Hiolskim, Paprockim, Słonickiej i Szczepańskiej. Oczywiście w wersji winylowej.
  • mmaria napisal(a):
    Bardzo ciekawa ta inscenizacja, nie mogłam się oderwać. Tylko do mazura w tej wersji nie dam się przekonać :)
    Wychowałam się (i znałam na pamięć główne arie) na Ładyszu, Hiolskim, Paprockim, Słonickiej i Szczepańskiej. Oczywiście w wersji winylowej.
    Początkowo w ogóle trudno mi było się przekonać do całości, bo jestem przywiązana do atrybutów kontuszowo-dworkowych i ludowych jako wartości samej w sobie, bez której ta opera nie ma sensu. Ale podczas słuchania z zamkniętymi oczyma zaczęłam się zaśmiewać do rozpuku. Akcja znana na pamięć, arie, recytatywy - praktycznie cała partytura, a tu... nagłe zatrzymanie, ściszenie głosu, podkreślenie jakiegoś motywu - i nagle robi się niesamowicie śmiesznie. I wzruszająco.
    Poza tym to wersja prawie nie okrojona (zabrakło bodajże tylko jednego duetu Stefana i Hanny) i dzięki temu akcja nabiera sensu (młodzi znali się jako dzieci = ojcowie byli serdecznymi przyjaciółmi = kurant jako element łączący wspólną przeszłość tych rodzin = żart dziewczyn nie jest przejawem niegościnności, tylko powrotem do relacji z dzieciństwa = chłopacy to nie ofermy, są bystrzakami i natychmiast rozpoznają na obrazach kogo trzeba = zrozumiałe są ich nocne wędrówki po komnacie, w której "straszy" = i że tak naprawdę chętnie biorą udział w tej zabawie, a w końcu "nie zauważają" śpiewających z nimi w kwartecie panien itd.).
    Mazur... Cóż, z choreografią zawsze można dyskutować, ale w didaskaliach jest wyraźnie napisane, że to karnawał, kulig - i że goście są poprzebierani od sasa do lasa, od starożytności po nowinki modowe, więc i układy taneczne były nie tylko mazurowe.
    Kiedy tak się zaczęłam zastanawiać nad świadomym anachronizmem tej inscenizacji, to musiałam przyznać, że ten pomysł broni się jako całość - bo przecież pierwotna akcja toczy się po bliżej niesprecyzowanej wojnie (w domyśle po zwycięskim powstaniu styczniowym, rok 1864), jednak "w międzyczasie" okazało się, że to jeszcze nie teraz. No więc - rok 1920 był zupełnie logiczną datą. W trakcie mazura, przed kolejną zwrotką jest taki moment, gdy w tle pojawia się cień samolotu, huk i następnie błysk (bombowiec? rok 1939?), ale nawet choć część tancerzy znika w tym momencie ze sceny, to mazur za chwilę "wybucha" ze zdwojoną siłą. A więc II wojna to tylko epizod, a żywotność narodu okazała się silniejsza.
    Wreszcie ten finałowy morał - potrzeba w Polsce normalnych, szczęśliwych rodzin: czyli mąż plus żona, dzieci wychowywane po Bożemu, potrzeba kontynuowania tradycji przodków. I ta inscenizacja pokazuje właśnie podtrzymywanie polskiej tradycji, kultury żywej, różnorodnej, chętnie przekształcanej, ale w najgłębszym nurcie przekazywanej w stanie nienaruszonym z pokolenia na pokolenie.
    Krótko mówiąc: sursum corda, takie jest przesłanie.
    Genialny Moniuszko - ale inscenizacja jest kongenialna. Niektórych konceptów, rekwizytów nigdy bym nie zaakceptowała, bardzo brakuje mi też pokazania piękna szlacheckiego dworku, ale w odniesieniu do całości szczegóły już mnie nie drażnią.
  • Bardzo dziękuję za tę recenzję. Nam (wachmistrzowi i mnie) ta inscenizacja też się podobała (poza może początkową niechęcią do sceny "piżamowej"), ale czytałam niemal same negatywne recenzje i już zaczęłam myśleć, że to po prostu my się nie znamy :)

    Cyt.:
    Wreszcie ten finałowy morał - potrzeba w Polsce normalnych, szczęśliwych rodzin: czyli mąż plus żona, dzieci wychowywane po Bożemu, potrzeba kontynuowania tradycji przodków.
    ----------------
    Też mnie to uderzyło: Stefan i Zbigniew mają właściwe wzorce z domu rodzinnego, ot co :)
  • Kaniu, zgadzam się właściwie z Twoją recenzją, chociaż całości nie obejrzałam (jeśli spojrzysz na godzinę mojego wpisu, to zrozumiesz dlaczego). Zaczęłam od mazura, a potem, zniesmaczona, zaczęłam się trochę na wyrywki głównie z jednego powodu - żeby się przekonać, dlaczego wkleiłaś tę inscenizację. I to "dla poprawy humoru" :D
    No i się wciągnęłam...
  • :)
    To prawda, scena w kalesonach jest początkowym szokiem (no, może nie aż tak bardzo po widoku kurtyny przedstawiającej obraz Bitwy Warszawskiej), ale od razu wprowadza takie mocno szwejkowo-koszarowe klimaty (pompki, gimnastyka, toaleta, musztra), nieco też nostalgiczne (wspólna fotografia oddziału żołnierzy) - a mimo silnego komizmu nie ma w niej nic obraźliwego. Polscy żołnierze podpatrywani niejako w sytuacji mało, ekhm, reprezentacyjnej okazują się zdyscyplinowani, schludni, wysportowani, pobożni (modlitwa na kolanach), dziarscy, weseli... nie ma tam właściwie negatywnych cech. A łatwo by było nawet przy ścisłym respektowaniu oryginalnych didaskaliów pokazać karykaturę - no bo powiedzmy sobie szczerze, pierwsza scena to w zasadzie końcówka niezłej całonocnej popijawy, muzyka to pieśń biesiadna, by nie rzec - pijacka, a postanowienie wytrwania w bezżenności jest wyraźnie podjęte przez braci w stanie mocno wskazującym na spożycie wysokoprocentowe :) No i mamy gotowy stereotyp Polaka - pijaka.
    A tu odwrotnie - zero promili, Wojsko Polskie nie nadużywa. Tym mnie chyba chwycili za serce.
    No i samym wykonaniem muzyki, któremu niewiele można chyba zarzucić - oprócz może kilku słabiej zsynchronizowanych z orkiestrą wejść solistów i lekkiej tendencji dyrygenta do nadmiernego podkręcania tempa w paru momentach nie da się do niczego specjalnie przyczepić, a niektóre fragmenty to wielkie interpretacje - na najwyższym poziomie, gdzie jedyną adekwatną reakcją jest wzruszenie, zachwyt.
  • edytowano September 2016
    W "Strasznym dworze" zakochałem się słuchając/oglądając wykonania z listopada 2015 (czyli wersji "koszarowej"), a dopiero potem zacząłem poznawać nagrania z przedstawień kanonicznie kontuszowych :-) Jednak mimo słuchania doskonalszych i lepszych wykonań, Stefan będzie mi się kojarzył z głosem Tadeusza Szlenkiera, Damazy - Ryszarda Minkiewicza, a Maciej - Zbigniewa Maciasa. Piękny pomysł z "ruchomymi obrazami" czy myśliwymi rodem z "Pana Tadeusza" (hrabia i jego dżokeje!). Zabawna Stryjenka niczym z przedwojennych komedii z Ćwiklińską lub Zimińską (patrz "Manewry miłosne") i równie zabawna scena przesłuchania Damazego pod zegarem - posadzonego na krześle niczym w filmach szpiegowskich.
    No i pomnikowa aria Stefana. A to wszystko mimo, że reżyser to Brytyjczyk :-) Polskość przyciąga.

    Samo dzieło Moniuszki to skarbiec z którego można za każdym razem wyłowić inny fragment do wzruszeń lub poprawy humoru, a czasami jednocześnie jednego i drugiego.

    Vivat Moniuszko! i Chęciński - autor libretta - też vivat!
  • edytowano September 2016
    Vivant!
    Był też nakręcony film, w 1976 bodajże, całkiem przyjemny - ale ja mam własny pomysł na scenariusz takiego filmu-opery, rozbudowany o dodatkowe obrazy oparte na didaskaliach i nie tylko (również z wykorzystaniem fragmentów muzyki Moniuszki - mszy, utw. fortepianowych i paru pieśni). Widzę sekwencje kolejnych scen w wyobraźni i tak sobie marzę, że chciałabym kiedyś zobaczyć te moje wizje na ekranie :)
  • edytowano September 2016
    Wspaniałe! Czy to jeszcze grają?
  • dyzio napisal(a):
    Wspaniałe! Czy to jeszcze grają?
    Tu można sprawdzać daty spektakli (najbliższe są w listopadzie) : http://teatrwielki.pl/repertuar/kalendarium/2016-2017/straszny-dwor/
    W tym sezonie jest trochę inna obsada.
  • A tak, jako, że jestem jeszcze w wakacyjnym nastroju
  • najpopularniejsze antydepresyjne video w necie:



  • Kaniu, wielkie dzięki
    Moniuszko to mocarz
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.