Chwała Panu!

To było tak. Odebrałem z kiosku prasowego (jak u Barei prawie) awizowane pismo z sądu, włożyłem do bocznej kieszeni torby i poszedłem jeszcze do pewnego punktu usługowego załatwić drobną sprawę. Po wyjściu z punktu podbiegłem do autobusu, który uciekał i pojechałem na cmentarz. Tam, w oczekiwaniu na Rodziców chciałem zajrzeć do pisma i stwierdziłem że kieszeń jest niedomknięta a pisma nie ma...
Bez większej wiary wracałem 2 godziny później tą samą drogą, wysiadłem na przystanku i ruszyłem w kierunku punktu usługowego. Po przejściu 100 m ujrzałem moje pismo wetknięte w latarnię uliczną, całe i nieuszkodzone.
Bogu niech będą dzięki (i św. Antoniemu, a także anonimowemu przechodniowi :-)
Otagowano:

Komentarz

Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.