GameStop, WallstreetBets, Robinhood, fundusze hedgingowe

2

Komentarz

  • edytowano January 30
    Kraj możliwości, jednym słowem. :D

    Co więc sprawia że to potęga, co jest tą tajemnicą?
  • Marketing? Jak kto dał światu hamburgery i panierowane kurczaki do jedzenia, Coca Colę do picia i ubrał go w dżinsy, to już wszystko sprzeda jako tort.
  • Ale Silikonowa Dolina jakoś tam powstała, a to coś więcej niż kurczak. Poza tym marketingiem nie można w nieskończoność skłaniać ludzi do ciężkiej pracy w sytuacji gdy co chwila jakieś cwaniaki okradają ich z emerytur.
  • los napisal(a):
    Przyjrzałem się sprawie dokładniej i doszedłem do jednej konkluzji - rynki finansowe Stanów Zjednoczonych Ameryki w niczym nie ustępują ich systemowi prawnemu i wyborczemu a nawet miejscami je przewyższają. Bosz, co za badziewiasty kraj...
    Grzecznie prosimy o jakąś małą syntezę
  • Europejski system transakcji wygląda prosto - jest sobie jedna izba rozliczeniowa, która elektronicznie porównuje oferty sprzedaży z ofertami kupna spływające od banków i biur maklerskich, paruje je i wpisuje do rejestru, rzecz trwa milisekundy. W Ameryce tych izb rozliczeniowych są dziesiątki, pod każdą podpięte są biura maklerskie, które same też mogą rejestrować transakcje albo nie mogą. Zawarcie transakcji trwa dni a z drugiej strony niektórzy są dopuszczani do transakcji w czasie rzeczywistym (high frequency). Nie zapominajmy o tym, że w tym kraju czeki są dominującą formą płatności. Robinhood twierdzi, że po prostu się nie wyrabiali z transakcjami i wprowadzili limity. To od biedy tłumaczy ograniczenia ale nie tłumaczy dlaczego klientom zabierano akcje.

    Jest też możliwe, że Robinhood naprawdę został skorumpowany, tu gra była o miliardy a Ameryka to Zimbabwe z bronią atomową. Dzicy ludzie.
  • Dolina Krzemowa to sukces i amerykańskich uczelni i zimnowojennych programów naukowych
  • Charles Schwab i inni brokerzy nie wprowadzali ograniczeń czyli korupcja jest bardzo prawdopodobna. Chyba że głupota, która też lubi bywać przyczyną sprawczą.
  • Ciąg dalszy śledztwa: Robinhood jest pierwszym brokerem, który nie pobierał opłaty za transakcje. Skoro zarabiali nie tym to na czym? Otóż - dostawali kasę od izb rozliczeniowych i hedge fundów za flow.

    Jak to było? If you're not paying, you're not a client...
  • edytowano January 30
    Dzięki! Jeszczem wyczytał, ze day trading w USA jest możliwy tylko dzięki margin accountom, i konta w RH są właśnie tego typu, chociaż mało kto o tym wie.
    Bo załóżmy, ze ktoś chce sprzedać akcje spółki X i za pieniądze ze sprzedaży w ten sam dzień kupić akcje Y. Przyklepywanie transakcji trwa bez kozery 3 dni, więc zlecenie na zakup Y musi iść z pieniędzy pożyczonych od brokera.
    Ponoć cała ta warstwa abstrakcji jest totalnie schowana w Robinhoodzie, tzn. jak się nie wczytasz w regulamin, to wydaje ci się, że sprzedaż X i kupno Y dzieją się od razu. Po kliknięciu zakupu Y w interfejsie użytkownika wszystko wskazuje na to, że już się jest w ich posiadaniu.
    Więc może po prostu uwalili kilka transakcji będących akurat „w locie” i czekających na rozliczenie.
  • Ale zgadzasz się, że sparowanie oferty kupna z ofertą sprzedaży trwa góra milisekundę? Zostają trzy dni i tym trzem dniom należy się przyjrzeć.
  • Ja bym bardzo prosił, o nie włączanie do tego wątka sprawy jakichkolwiek funduszy, bo to zaciemnia istotę.
    Wpisy losa i polmiska się uzupełniają, Był regulamin, który drobnym drukiem, miał coś zamaskowane, teraz pytanie kolejne, to sprawdzić gdzie obecnie pracuje Nick Leeson, bo tego wątku nie można pominąć (czyli, czy dzięki dostępowi do HV i kasy klientów, któś nie wykonywał 'pewnych' strzałów, a tu się rypło) .
    Tak czy siak, grubo.
  • Kto by biednego Nicka pamiętał? To postać z innej epoki.

    Acha, w polskich merdiach temat nie istnieje.
  • los napisal(a):
    Kto by biednego Nicka pamiętał? To postać z innej epoki.

    Acha, w polskich merdiach temat nie istnieje.
    'Grzanki na barierce' też nigdy nie było, tz tak długo, jak była barierka.
    Nicka pamiętam, natomiast nazwisko tego francuza mi uleciało z głowy.
    A tak przy okazji, to moje przeświadczenie, że istnieje kanał ofertowy i kanał transakcyjny, jest prawdziwy ale w teorii?

  • W Ameryce tak, w Europie w teorii przynajmniej nie.
  • Robinhood zarabiał nie tylko na flow, ale przede wszystkim na sprzedaży informacji funduszom inwestycyjnym o transakcjach zawieranych przez ludzi. Fundusze wykorzystywały te dane do uczenia/korygowania swoich algorytmów giełdowych.
  • edytowano January 31
    No ładnie... Czyli był Pejsbukiem finansów.
  • Czego to się dowiadujemy o Robinie Kapturze https://www.sec.gov/news/press-release/2020-321

    Tradycyjnie rabował biednych by rozdawać bogatym.
  • "Robinhood also agreed to retain an independent consultant to review its policies and procedures relating to customer communications, payment for order flow, and best execution of customer orders, and to ensure that Robinhood is effectively following those policies and procedures."

    Interesting1. So where was that "independent consultant" three days ago?
  • los napisal(a):
    Ameryka to Zimbabwe z bronią atomową. Dzicy ludzie.
    Mocne słowa jak na kogoś ze wschodnioeuropejskiego kraju do niedawna jeszcze jedną nogą w drugim świecie.

    Te zapóźnienia, z których tak radośnie toczy się bekę w polskich internetach, to wynikają głownie z tego, że oni po prostu byli we wszystkim pierwsi. To w USA przecierano szlaki informatyzacji świata. Oni swoje systemy budowali już kilkadziesiąt lat temu i to, jak obecnie działają, jest wynikową ich stopniowego rozwoju. Utworzenie tego na nowo to jakieś ekstremalne miliardy dolarów, całe lata poświęcone na pracę, a finalnie trzeba będzie jeszcze drugie tyle poprawiać i łatać problemy, które rozwiązano już kilkadziesiąt lat temu. W dodatku wcale nie ma gwarancji sukcesu. Polacy są tacy mądrzy, bo przyszli na gotowe, kupili co tam było akurat najnowsze na rynku i robią sobie jaja z pionierów.

    W ogóle to malkontentom polecam wycieczkę do USA, zobaczyć na własne oczy, jak żyje przeciętny Amerykanin. Ten poziom życia, nawet pomimo ostatnich problemów, jest i tak nieosiągalny nigdzie w Europie.



  • loslos
    edytowano January 31
    W outbacku gdzieś w środkowych stanach? Istotnie, ten poziom życia jest nieosiągalny nigdzie w Europie, nawet w Bułgarii czy Rumunii. Może w Mołdawii ale to poza UE.
  • edytowano January 31
    U mnie dzisiaj też temat USA wybił.

    W czasie porannego biegu mijałem schronisko dla bezdomnych. Stanęła mi przed oczami kiedyś wklejona na tym forum mapka gówien pozostawionych przez bezdomnych w chicago czy san francisco. To było jak rozumiem z jakiejś apki. Nic tylko pozazdrościć pionierom informatyzacji.

    A tak na poważnie, to nie ma co się czepiać kolego Besteer. Ostatni rok USA przebiło kompletnie szaleńśtwo z imigracją w EU. To niemal tak jakby uparli się, że będą w siebie walić jak w bęben.
  • edytowano January 31
    Kiedyś zastanawiałem się nad emigracją do USA. A potem tam latałem w związku z pracą i już za żadne skarby bym się nie przeprowadził.
    Z takim gościem pracowałem, co go SUV potrącił w momencie, gdy akurat nie miał ubezpieczenia medycznego. Prowadziła stara Azjatka, jego nie było stać na adwokata, więc o żadnym odszkodowaniu nie było mowy.
    Zaszył się w domu aż mu się wszystko samo krzywo pozrastało. Teraz nawet na klawiaturze za bardzo nie jest w stanie pisać. Koniec historii.
  • los napisal(a):
    W outbacku gdzieś w środkowych stanach? Istotnie, ten poziom życia jest nieosiągalny nigdzie w Europie, nawet w Bułgarii czy Rumunii.
    No jednak trochę przesada. Znam ten europejski cherrypicking. Bierze się jakieś pełne ćpunów dziury na pustyni czy w Rust Belcie, zestawia z europejskimi stolicami i mówi: patrzcie, tu 'murica, a tu cywilizowany kontynent. Poza Sofią czy Bukaresztem to w tych krajach się żyje za 500$ miesięcznie. Zimbabwe, tylko bez broni atomowej.
    Za to w tych bogatszych stanach - każdy ma swój duży dom, dwa auta na podjeździe, stać go, by zjeść z rodziną w restauracji, stać go na jakieś hobby droższe niż zbieranie znaczków, stać go na gadżeciarską elektronikę. Tam iPhone to jest telefon dla ludu, idziesz sobie do Best Buya i kupujesz, nie tak jak u nas, symbol statusu. Kolega znał Amerykanina, który nie wiedział, jaką marką samochodu jeździ. Po prostu, poszedł do najbliższego salonu i sobie coś tam wziął, co mu się podobało. W Europie to może w Norwegii czy Szwajcarii ogół żyje w ten sposób.
  • To pozostańmy przy różnych percepcjach świata.
  • edytowano January 31
    Besteer napisal(a):
    Kolega znał Amerykanina, który nie wiedział, jaką marką samochodu jeździ.
    Osobiście znam Amerykanina (nie przez kolegę) który myślał, że jest most z Gdańska do Szwecji
  • Aby żyć SPOKOJNIE z rodziną w Ameryce gdzieś poza super-lokalizacjami na prowincji (tanio-bezpiecznie-ładnie- są jakieś atrakcje- jest dobrze płatna praca) , których liczba jest naprawdę niewielka (Boise, Spokane, Knoxville, Lexington, droższe miasteczka w Colorado, coś w Teksasie i tyle) trzeba zarabiać 150-200 tys. dolarów. W dużym mieście/ aglomeracji odpowiednio więcej.
    Dlaczego? Opieka medyczna.
    Poród. Wybity bark. Kość złamana z przemieszczeniem. O ugryzieniu przez jadowitego pająka, czy głupiej boreliozie nie wspominam, a nowotwór to już hu hu.
    Pomimo ubezpieczenia (ok. 20 tys. rocznie) za wszystko i tak się płaci.

    Kto tyle zarabia? Prawie nikt. Może lekarze ;)
  • Qiz, ale ajfony, samochody, no co ty
  • Przepraszam
    Zbieranie znaczków to nie jest tanie hobby
  • O a przypomniała mi się historia z takiej korpo gdzie kiedyś pracowałem, z siedzibą koło Cikago. Dziewczyna zaliczyła raka, wyleczyli ją, ale na upgrade ubezpieczenia już nie miała co liczyć. Jakoś tam jej wyszło, że mogła chorować za - dajmy na to - 1,5 mln, a rak wyczerpał trochę ponad 1 mln, więc trzymała kciuki za to, żeby już tylko przeziębienia jej się trafiały. To akurat słyszałem od kolegi z 8-9 lat temu, więc mogło się trochę zniekształcić.
  • A widzieliście takie babuleńki pracujące w Walmarcie? To dopiero widok. Coś im z 401k nie pykło, pewnie spłacały te 2 auta i dom i nic nie zostało.
  • polmisiek napisal(a):
    Qiz, ale ajfony, samochody, no co ty
    samochody są tam relatywnie tanie (tańsze niż tu). Ajfon... ma każdy. Ale nie ma na dentystę.
  • polmisiek napisal(a):
    A widzieliście takie babuleńki pracujące w Walmarcie? To dopiero widok. Coś im z 401k nie pykło, pewnie spłacały te 2 auta i dom i nic nie zostało.
    Mnie wystarczyło przeczytanie książki "Nomadland" o tych którym.nie pykło i mieszkają w starych vanach i jeżdżą za sezonową robotą. Autorka coś tam klei o postawach antysystemowych, wolnościowych itp. ale de facto opisuje ubóstwo i prawdziwe nieurojone wykluczenie. Miałam wrażenie, motyw stanu uzębienia w tym reportażu jest "zabiegiem artysycznym"
  • Pisałem już na sąsiednim forumnie, że syn przyjaciela ma w usiech opłacane bez firmę pełne ubezpieczenie zdrowotne. Składka miesięczna wynosi naście tysi tamtejszej waluty.
  • Pani_Łyżeczka napisal(a):
    polmisiek napisal(a):
    A widzieliście takie babuleńki pracujące w Walmarcie? To dopiero widok. Coś im z 401k nie pykło, pewnie spłacały te 2 auta i dom i nic nie zostało.
    Mnie wystarczyło przeczytanie książki "Nomadland" o tych którym.nie pykło i mieszkają w starych vanach i jeżdżą za sezonową robotą. Autorka coś tam klei o postawach antysystemowych, wolnościowych itp. ale de facto opisuje ubóstwo i prawdziwe nieurojone wykluczenie. Miałam wrażenie, motyw stanu uzębienia w tym reportażu jest "zabiegiem artysycznym"
    Amerykowo w niektórych miejscach nie zmieniło się aż tak bardzo od czasów Steinbecka. Przynajmniej bohaterowie 'Tortilla Flat' mieli cieplej, bo w Kalafornii...
  • loslos
    edytowano February 1
    Ale mnie o co innego szło - w Europie nie ma Afryki. Jest bieda (ale nie w Niemczech i w Szwecji i coraz mniej w Polsce), są cygańskie obozowiska, są zamieszkane rudery ale nie ma takich afrykańskiej obrazków - że jedzie się kilometrami i widzi tylko jakieś tandetne chaty z dykty i desek, gruchoty i wynędzniałych (co często znaczy grubych!) ludzi w obszarpanych ubraniach. A w Luizjanie i w środkowych stanach to typowe obrazki.
  • Pani_Łyżeczka napisal(a):
    polmisiek napisal(a):
    A widzieliście takie babuleńki pracujące w Walmarcie? To dopiero widok. Coś im z 401k nie pykło, pewnie spłacały te 2 auta i dom i nic nie zostało.
    Mnie wystarczyło przeczytanie książki "Nomadland" o tych którym.nie pykło i mieszkają w starych vanach i jeżdżą za sezonową robotą. Autorka coś tam klei o postawach antysystemowych, wolnościowych itp. ale de facto opisuje ubóstwo i prawdziwe nieurojone wykluczenie. Miałam wrażenie, motyw stanu uzębienia w tym reportażu jest "zabiegiem artysycznym"
    no tak, ciekawe jakie mechanizmy zostały zastosowane by nie powstali "dentyści dla ubogich", oferujący usługi med na niższym poziomie. Czyżby licencje?
  • My narzekamy na mafie prawnicze i lekarskie, bo mało kto był w Stanach, tam dopiero się człowiek uczy, co to jest mafia. W każdym lepiej płatnym zawodzie tworzy się zamknięty krąg, inżynierowi przeprowadzić się ze stanu do stanu jest niemal równie ciężko jak prawnikowi. Mój kolega twierdzi, że stąd się bierze słynna amerykańska innowacyjność - człowiek twórczy nie ma szans jako mechanik czy elektryk, bo go zjedzą, musi się łapać za dziedzinę, której jeszcze nie ma.
  • W Kanadzie pono to związki zawodowe decydują kogo zatrudnić. Praca na sezon, jak zimno i nie można kopać, to szukasz innej.
    Pisał do taty jego kolega, operator koparki, uciekinier z pielgrzymki do Rzymu w latach 80tych
  • Podepnę się tu bo to w sumie dotyczy zagadnienia. Nie jest potrzebny żadne kowid czy lewacy aby zniszczyć amerykańską gospodarkę, sami Amerykanie zrobili to sobie.

    image

    image
  • qiz napisal(a):
    Kto tyle zarabia? Prawie nikt. Może lekarze ;)
    Prawnicy. Lekarze też swoje pensje wydają na prawników i ubezpieczenia od odpowiedzialności prawnej.
  • los napisal(a):
    Europejski system transakcji wygląda prosto - jest sobie jedna izba rozliczeniowa, która elektronicznie porównuje oferty sprzedaży z ofertami kupna spływające od banków i biur maklerskich, paruje je i wpisuje do rejestru, rzecz trwa milisekundy. W Ameryce tych izb rozliczeniowych są dziesiątki, pod każdą podpięte są biura maklerskie, które same też mogą rejestrować transakcje albo nie mogą. Zawarcie transakcji trwa dni a z drugiej strony niektórzy są dopuszczani do transakcji w czasie rzeczywistym (high frequency). Nie zapominajmy o tym, że w tym kraju czeki są dominującą formą płatności.
    Jak zakładałem rachunek maklerski, to musiałem ze trzy razy przysiąc i przynajmniej raz własną krwią podpisać, że nie jestem rezydentem USA. Czy tu chodzi o to, żeby przypadkiem nie mieli dostępu do cywilizowanych systemów, czy też o coś innego?
  • Nie, idzie o amerykańskie prawo. Amerykanie mogą spokojnie handlować na europejskich giełdach i to chętnie robią.
  • Przemko napisal(a):
    Podepnę się tu bo to w sumie dotyczy zagadnienia. Nie jest potrzebny żadne kowid czy lewacy aby zniszczyć amerykańską gospodarkę, sami Amerykanie zrobili to sobie.
    Te rysunki nie znaczą tego, co chyba myślałeś, że znaczą ;)

    Po prostu z każdym rokiem (i każdym pokoleniem) trudniej się w USA bogacić. 40-50 lat temu ciężko pracujący mąż i żona mieli na wszystko, a jak się postarali i trochę zapożyczyli, to i college dzieciom opłacili. Dziś starcza na bieżące opłaty i raty. A to że teraz pokolenie dzieci-śmieci, to już zagadnienie społeczne.
  • Chyba trochę źle mnie zrozumiano. Ja nie twierdzę, że USA to jest raj na Ziemi i w ogóle, ale ostatnio widzę trend do przesadzania w drugą stronę, a to jednak nadal ścisła światowa czołówka, nawet pomimo różnych problemów. Zgodzę się z przedmówcami, że system zdrowotny mają koszmarny, ale to jest jeden z niewielu twardych zarzutów i jeden tylko z czynników porównawczych. Na plus, że za wysoką ceną idzie wysoka jakość. W końcu to u nas zbiera się na leczenie nietypowych przypadków za oceanem, nie na odwrót. Bezdomni też są wszędzie na świecie, no może poza Białorusią i Węgrami, tam zakazano bezdomności ustawą ;)
    Przemko napisal(a):
    Podepnę się tu bo to w sumie dotyczy zagadnienia. Nie jest potrzebny żadne kowid czy lewacy aby zniszczyć amerykańską gospodarkę, sami Amerykanie zrobili to sobie.

    image
    Obrazek został zmniejszony aby pasował do strony. Kliknij aby powiększyć.


    image
    No ale takie wykresy to można przedstawić dla większości zachodnich krajów. No bo co on mówi? Że starych jest mnóstwo, że głównym składnikiem majątku współczesnych ludzi są ich nieruchomości, że bogactwo odkłada się całe życie, że nieruchomości są drogie i najlepiej mają ci, którzy jako pierwsi załapali się na dobre lokalizacje. Oraz - że dobrze to już było. Ale tak jest w prawie wszystkich krajach pierwszego świata. Młodzi Niemcy, Francuzi, Brytyjczycy mają przegwizdane tak samo jak młodzi Amerykanie. Polska była zahibernowana przez komunę i dlatego pewne procesy są przesunięte o kilkadziesiąt lat.
  • Ciekawe, gdyż Neanderlandy są przesunięte o kilkaset lat, dzięki czemu nierówności majątkowe są największe na świecie, a fortuny sięgają czasów Kompanii Wschodnioindyjskiej.

  • qiz napisal(a):
    Przemko napisal(a):
    Podepnę się tu bo to w sumie dotyczy zagadnienia. Nie jest potrzebny żadne kowid czy lewacy aby zniszczyć amerykańską gospodarkę, sami Amerykanie zrobili to sobie.
    Te rysunki nie znaczą tego, co chyba myślałeś, że znaczą ;)

    Po prostu z każdym rokiem (i każdym pokoleniem) trudniej się w USA bogacić. 40-50 lat temu ciężko pracujący mąż i żona mieli na wszystko, a jak się postarali i trochę zapożyczyli, to i college dzieciom opłacili. Dziś starcza na bieżące opłaty i raty. A to że teraz pokolenie dzieci-śmieci, to już zagadnienie społeczne.
    W USA nie ma już pracy, to znaczą te rysunki.
  • Wieść niesie, że hedżozwierze próbują teraz odciągnąć uwagę plebsu od akcji i wepchnąć go w srebrny kanał futures na SLV (cokolwiek to oznacza).

    Ciekawe co na to nasz były kolega z Liberyi...
  • linka?
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.