Pochwała Wielkiego Stalina

Niemożebnie mi głupio, że zakładam wątek z takim tytułem i od razu przepraszam wszystkich, którzy ucierpieli osobiście, czy też rodzinnie w wyniku rządów tego strasznego zbrodniarza. Tak, wiem, czytam oczywiście Sołżenicyna, więc jestem z jego potwornościami na bieżąco.

Tym niemniej nie daje mi spokoju, że z perspektywy historycznej i strategicznej w wyniku decyzji Stalina mamy rozwiązane wszystkie problemy z sąsiadami - i dodany jeden nowy, ale o tem potem.

Stalin cofnął cały "Drang nach Osten", osiemset lat ekspansji niemieckiej na ziemie polskie. Wrocław jest polski. Poznań jest polski. Katowice są polskie. Gdańsk jest polski. Nawet Zielona Góra, Szczecin, Kołobrzeg i Kotlina Kłodzka są polskie. Jedyne co straciliśmy na Zachodzie - to Zaolzie. I poza paroma wariatami-hitlerowcami nikt tego na poważnie nie kwestionuje. Co więcej, cała ludność Śląska i Pomorza jest polska. To ważne.

Oprócz tego Stalin - z Aliantami rzecz jasna - w 1947 ostatecznie zlikwidował Prusy. Najgroźniejsze, najagresywniejsze i najbardziej ekspansywne z państw niemieckich, Brandenburgia-Prusy - nie istnieje. Został po nim enerdowski duch i zjednoczone Niemcy, OK, to problem, ale mniejszy niż niemiecka okupacja Poznania czy Warszawy.

Niestety, Stalin nie oddał nam jednak całych Prus Wschodnich, zrobił tam sobie bazę wojskową, która do dziś jest naszym głównym problemem strategicznym i nie widać rozwiązania, zgoda.

Stalin odebrał nam Kresy. Wilno i Lwów i wszystkie wsie i miasteczka po drodze, całe ziemie - Ruś Czerwoną, Czarną i Białą, Wołyń, Wileńszczyznę. Niedobrze. A może jednak dobrze? To nigdy nie był rdzeń Polski. To były zawsze ziemie okupowane, zabrane Litwinom i Rusinom. O ile przed rozbiorami było to jakoś sensownie zorganizowane, o tyle jednak po XIX w., po wielkich ruchach narodowych - zwłaszcza litewskim i oboma ukraińskimi (w sensie: austriackim i rosyjskim) mieliśmy do czynienia z młodymi i aktywnymi nacjonalizmami, z którymi Sanacja nie umiała się dogadać. Efekt był taki, że siedzieliśmy w historycznej stolicy Litwy, a republika musiała zadowalać się Kaunasem. Drugi efekt był taki, że z Sowdepią byliśmy wspólnikami w bezbożnym rozbiorze Białorusi i Ukrainy, a był to rozbiór niemal tak bezbożny jak rozbiór Rzeczypospolitej.

Paradoksalnie, dzięki powstaniu Białoruskiej i Ukraińskiej SSR - Rosja cofnęła się w swojej ekspansji na zachód do poziomu z jakiegoś XV czy XVI w. i ostatnie ważne miasto, jakie trzymają to Smoleńsk, nad czym bolał już Stańczyk na obrazie Matejki.

Ale to tylko strona geograficzna, łatwa do wymyślenia przez licealistę.

Niesamowitą rzecz przeczytałem w zeszłotygodniowej Pluskwie-Minuskwie -----> https://www.rp.pl/Plus-Minus/303079919-Marcin-Piatkowski-Polski-sukces-gospodarczy-czyli-te-lodke-trudno-wywrocic.html

Otóż dany pan psoferor mówi wprost, że przedwojenna Polska to był jeden wielki układ, że taysze z elit społecznych w zasadzie pozamykali drogi awansu społecznego i rozwoju gospodarczego i że należy się wręcz cieszyć, że doszło do obezhołowienia i wywłaszczenia, bo dzięki temu powstała próżnia, w której zaczął się rozwój - nie za komuny, ale właśnie teraz. Naród utracił swoje elity, zostały nam one jedynie jako mit i to mit piękny, porywający. W wyniku tego powstała Polska ludowa, pod przewodnictwem prymasa Wyszyńskiego i siostry Faustyny, która dała nam Papieża, a w konsekwencji - wolność, demokrację i rozwój.

Powiada pan profesor, że bardzo mało jest na świecie narodów, które są w stanie ze starymi, zasiedziałymi elitami zrobić coś nowego i zadziwić świat. Polska jest na tym tle wyjątkiem.

Tak więc, tego. No aż mi głupio za ten tytuł, ale tak wyszło :-/

Dodam, że gdyby Stalin nie był kompletnym wariatem, nie zlikwidował rosyjskiej gospodarki i nie wymordował iluś milionów ludzi, to mogłoby być z nami krucho. Podobnie z Hitlerem, który gdyby działał racjonalnie, to mógłby tę wojnę w końcu wygrać.

Komentarz

  • Rzecz w tem, że prawdziwa Polska ludowa nadal nie powstała, i wielu jest zainteresowanych by nie powstała.
  • Wiadomo, że żadne Prawdziwe coś nie powstanie nigdy, bo zawsze będzie mniejszy czy większy poziom szamba. Twierdzę jednak, że w 1989 sporo gówna udało się odpompować, a od 2015 mamy prawie że już perfumerię.

    Przekleję z Rzepy:
    Globalne liberalne elity tak chętnie mówią o nierównościach i o wykluczonych, ale nic z tym nie robią, a jednocześnie politycy, którzy są przez te elity krytykowani, próbują te problemy rozwiązywać. Rząd PiS z dnia na dzień praktycznie zlikwidował biedę w rodzinach wielodzietnych i na dodatek zrobił to w sposób odpowiedzialny fiskalnie. Mimo to na Harvardzie wszyscy mnie pytali, czemu tak źle się w Polsce dzieje - mówi Marcin Piątkowski, ekonomista.


    Plus Minus: Za kilka miesięcy ukaże się polski przekład pańskiej książki „Europe's Growth Champion", w której przedstawia pan wnioski płynące z historii gospodarczej Polski. Anglojęzyczny oryginał, opublikowany przed rokiem, zdobył na świecie spory rozgłos. Chciał pan w tej książce z pobudek patriotycznych opowiedzieć o sukcesie gospodarczym naszego kraju, czy raczej uznał pan, że ta historia ma uniwersalne przesłanie, stanowi dobrą ilustrację jakiejś teorii?

    Psoferor Piątkowski: Przyświecały mi oba te cele. Choć przez ostatnich 30 lat byliśmy europejskim mistrzem we wzroście gospodarczym, a przez ostatnie ćwierć wieku także światowym mistrzem w lidze państw na podobnym poziomie rozwoju, to ani w Banku Światowym, ani w Międzynarodowym Funduszu Walutowym, gdzie pracowałem wcześniej, nie przedstawiało się Polski jako przykładu sukcesu gospodarczego. Byłem tym sfrustrowany nie tylko jako Polak, ale także jako ekonomista.
  • loslos
    edytowano May 7
    Wielki Stalin był też nowoczesnym endekiem - tak nowoczesnym, że wszystkie postulaty endecji zrealizował. Z wyjątkiem jednego, który zrealizował jego kumpel Dolo.

    Przesunięcie na Zachód? Już się robi. Gdańsk - polski, Wrocław - polski, Gliwice - polskie, że co, że Szczecin nigdy nie był polski? Nie przesadzajmy z detalizmem, może na osłodę dorzucę jeszcze Kotlinę Kłodzką.

    Industrializacja? Tu się zgadzamy, budujemy huty, kopalnie, manufaktury, jeszcze jakąś fabryczkę samochodów dorzucę, na pewno się wam spodoba.

    Urbanizacja? Ależ proszę pana, w tej chwili. Przesiedlamy pięć, może sześć milionów ludzi do miast.

    Likwidacja społeczeństwa klasowego? Bardzo mi się ten pomysł podoba. Może zrobimy tak, że obszarnikom odbierzemy ziemię, dla pewności kilku można dać w łeb a dzieciom nie zezwolić na edukację, wykształcenie wspiera stanowość. Może być?

    Mniejszości narodowe? Najprościej to byłoby wam zabrać wschodnie kresy, wtedy problem się sam rozwiąże. Wiem, Wilno, Lwów ale nie marudźcie, nie zrobi się jajecznicy bez tłuczenia jajek. A poza tym - zobaczcie jaka równa granica się zrobiła. A przy obronie, to wiecie, jak ważna jest dobra granica, nie? Mnie kiedyś zabraknie a następny już może was mniej lubić.

    No nie całujcie mnie po rękach, bo obślinicie, poza tym wszyscy mamy robotę. Do swidania, pa.

    A jaki postulat Dolo zrealizował i w jaki sposób, to wszyscy wiedzą, nie?
  • Genialne!
    Na zachodzie podarował same miasta, bez wsadu,
    Z powodu plebiscytu przy Katowicach w 1921 nie można było wysiedlić wszystkich górników, to i jakiś Raś wykielkowal w okresie wolności
  • Szturmowcze
    Lwów nigdy nie był rdzeniem Polski
    ??? :-/
    Nie wiem śmiać się czy płakać, to prawie równoważne Poznań nigdy nie był rdzeniem Polski.
  • Prawie.

    Zwróć uwagę na podpoznańskie wioski. Kto w nich mieszka? Sądzę, że Polacy. A teraz popatrz na wioski pod Lwowem. Kto w nich zawsze mieszkał? Ano, Rusini.

    W XIX w. jakoś to się jeszcze dało wytrzymać, ale w XX w. masz ogromny ruch ludności ze wsi do miast. Do Warszawy czy Krakowa przyjeżdżali miejscowi wieśniacy, i od razu byli swoi, nie licząc foszków stanowo-klasowych.

    We Lwowie zaś było tak, że miasto było owszem polskie, ale jego zaplecze - ukraińskie. I miasto nie miało jak z nim współpracować, więc z nim walczyło. Stąd takie cyrki, że ukraińska gimbaza we Lwowie nie miała zniżek na tramwaj.

    Już przed wojną było tak, że we Lwowie życie było napięte, jak na wrogiej granicy. Pomimo pięknego ładu urbanistycznego, miasto rozwijało się znacznie gorzej i wolniej niż Kraków, gdzie mieszkało się wśród swoich i nie było problemów narodowych.
  • O rozwoju miasta podałem za Ksawerym Pruszyńskim.

    Liczbę ludności Krakowa masz w Wiki:

    1918 – 179 000 Increase2.svg (1915 – przyłączono Podgórze)
    1921 – 183 751 Increase2.svg (Pierwszy Powszechny Spis Ludności)
    1926 – 206 809 Increase2.svg
    1931 – 219 300 Increase2.svg (Drugi Powszechny Spis Ludności)
    1936 – 242 100 Increase2.svg (duży napływ ludności poszukującej pracy, spowodowany kryzysem gospodarczym lat 30.)
    1938 – 251 500 Increase2.svg
    1939 – 259 000 Increase2.svg
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Ludność_Krakowa

    Ze Lwowem jest gorzej:
    www.ejournals.eu/pliki/art/4250/
    ZESZYTY NAUKOWE UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO
    MCCXCI – 2008
    Prace Historyczne z. 135
    KONRAD WNĘK
    PRZEMIANY DEMOGRAFICZNE WE LWOWIE W LATACH 1829–1938

    Autor mimo poszukiwań w Centralnym Historycznym Archiwum Ukrainy we Lwowie nie odnalazł kart spisów ludności z lat 1857, 1869, 1880, 1890, 1900, 1910, 1921 i 1931 roku.

    Podobne kłopoty z obliczaniem liczby ludności pojawiły się ze zrozumiałych względów we Lwowie podczas I wojny światowej i tuż po niej, kiedy następowały silne ruchy migracyjne. Najpierw widoczne jest przeszacowanie w latach 1916–1918, a następnie niedoszacowanie w latach 1919–1921. W miarę wiarygodne informacje są dopiero od 1922 roku. Największy przyrost ludności, widoczny w 1931 roku, jest wynikiem nie błędnych szacunków, jakby się mogło wydawać, lecz przyłączenia do Lwowa gmin podmiejskich i utworzenia tak zwanego Wielkiego Lwowa. Liczba ludności wzrosła wówczas skokowo, co miało istotne znaczenie dla zmian struktury wyznaniowej i językowej, gdyż okoliczne gminy były w przeważającej części zamieszkane przez rzymskich katolików
    Pomimo tego skokowego wzrostu, w artykule nie ma bezpośredniej informacji o liczbie ludności, znalazłem takie dane:
    W lipcu 1927 liczba mieszkańców wynosiła ogółem 237.684, obecnie z końcem czerwca 1928 - 238.967.
    http://lwow.home.pl/almanach/cyfry1928.html
    1937: 317.729 ludzi
    http://www.lwow.com.pl/1937/statystyka.html

    Tak więc Kraków 1926-1936 wzrost w dekadę o 35 tys., czyli 17%. Lwów 1927-1937 wzrost o 78 tys., czyli 33%.

    No niestety, liczby przeczą tezie, więc nie poradzę. Nie wiem, jak wliczyć sprawę Wielkiego Lwowa, bo ewidentnie rozwala to proste tabelki Excela.
  • Lwów był otoczony przez wioski ze wszystkich stron, więc w zależności od kierunku różnie się to rozkładało ;)
    Matematycznie sam się pokonałeś więc szacun masz u mnie. Z moich opowieści rodzinnych, Lwów to Polska, natomiast dalej na Wschód to już różnie.
  • #jprdl

    nic tylko w ministerstwach powiesić ikonę:

    image

    bo z główna tezą się zgadzam, a może to byc jak Ludem Wybranym co wyszedł był z niewoli egispkiej, ale do Nowej Ziemi mogli wejść,ja zdobyć, tylko ci co urodzili sie już w Drodze,

    Wypalono stary wtbrany lud, by powstał nowy wybrany lud - co ich łączyło?
    Prawo i Mojżesz
    (o krwi nie wspominam, bo to nieistotne akurat)
  • "[...] z Sowdepią byliśmy wspólnikami w bezbożnym rozbiorze Białorusi i Ukrainy, a był to rozbiór niemal tak bezbożny jak rozbiór Rzeczypospolitej."
    =============

    No nie wiem. Były w roku 1920 jakieś państwa białoruskie i ukraińskie, które dałyby się porównać z Rzplitą, nawet schyłkowo-XVIII-wieczną, ciężko dyszącą? I iluż mieszkańców tych krain miało poczucie odrębności narodowej?

    Niby na Białorusi powstał jakiś rząd, niemal od początku emigracyjny, Litwini go przygarnęli. Nawet miał mikroskopijne siły zbrojne, wsparł bowiem jedną kompanią inwazję litewską na Suwalszczyznę. Potem jeszcze jakąś partyzantkę antypolską próbował wystawić, ale ci ichni partyzanci, jak skończyła się kasa, to poszli w bandyterkę albo na żołd Sowietów. Wpływy tego rządu na rodaków określiłbym jako wprost proporcjonalne do wielkości jego sił zbrojnych.
    Gdyby w onym czasie popytać Białorusinów o narodowość, to niewykluczone, że spora część mogłaby wskazać już nawet nie "tutejszą", ino... bolszewicką. Tak się składa, że podczas pierwszych i ostatnich wyborów do Konstytuanty bolszewia miała największe poparcie wcale nie w Rosji (średnia dla całego kraju 24%), ale w Liwlandii, tj. wschodniej Łotwie (72%) i - uwaga! - w guberni mińskiej (63%).

    Z Ukrainą niby było inaczej, no bo przecie zdążyli wystawić aż dwa państwa, ZURL i URL, potem złączone. Nie zapominając o hetmanacie Skoropadskiego. Ale tu dopiero był kocioł, szczególnie na wschodzie. Ilu ludzi tam uznawało się za Ukraińców, ilu za Chachłow, ilu za Małorusów, ilu za Rusinów?
    Łemkowie i Huculi też obwołali własne republiki. Ukraińcy haliccy, jak dostali łomot od Polaków, to poszli służyć Petlurze, ale go zdradzili na rzecz Denikina (którego zdradzili na rzecz bolszewików; których zdradzili na rzecz Polaków i Petlury; których też zdradzili i dali dyla do Czechosłowacji).
    Do tego Machnowszczyzna, atamańszczyzna, wciąż niemałe sympatie do Denikina i Wrangla. Tam nawet poszczególne gminy ogłaszały niepodległość - zdaje się, że jak Petlura spylał na zachód, to musiał jednej takiej "republice" zapłacić myto, żeby go przepuścili.
    W międzywojniu nacjonalizm ukraiński przechował się i rozwijał w Polsce i Czechosłowacji. Ale jak w czasie II wojny UPA próbowała wysyłać swe grupy marszowe na Ukrainę Wschodnią, to inicjatywa szybko wygasła, ludność była do nich wrogo nastawiona.

    Tak, że zgłaszam wątpliwości, co zbrodniczego charakteru ówczesnych polskich poczynań.
  • Korekta w ostatnim zdaniu: co DO zbrodniczego charakteru
  • loslos
    edytowano March 20
    Zbrodniczy charakter to mocno powiedziane ale jedno jest pewne - nie byli Polakami, nie czuli się Polakami, Polska nie była ich państwem, dawali temu dowód strzelając do polskich ministrów. To nie ja wymyśliłem, że byli problemem, wszyscy od lewa do prawa w IIRP tak twierdzili.
  • Turoń napisal(a):
    Korekta w ostatnim zdaniu: co DO zbrodniczego charakteru
    Nie napisałem, że działania Polski miały w ów czas charakter zbrodniczy i z takim twierdzeniem mocno bym polimeryzował.

    Napisałem, że miały charakter bezbożny. W mojej ocenie działaniem zbożnem było to, co robił Bandyta spod Bezdan z Petlurą - czyli wyzwolenie Ukrainy i ustanowienie tam ukraińskiego państwa. No, jak to po Zdradzie Ryskiej dany Bandyta ujął przed frontem ukraińskich oficerów: "Ja was przepraszam, panowie. Ja was bardzo przepraszam, tak nie miało być."

    Nie tak miało być, ale jakoś tak wyszło. Dziś ten problem mamy z bańki.
  • los napisal(a):
    Zbrodniczy charakter to mocno powiedziane ale jedno jest pewne - nie byli Polakami, nie czuli się Polakami, Polska nie była ich państwem, dawali temu dowód strzelając do polskich ministrów. To nie wymyśliłem, że byli problemem, wszyscy od lewa do prawa w IIRP tak twierdzili.
    Byli tacy, co strzelali do Polaków, jasne. We wrześniu roku pamiętnego prawie 8000 ukraińskich bojówkarzy grasowało na polskich tyłach. A 100 000 służyło lojalnie w Wojsku Polskim.
    Byli ludzie różni i najróżniejsi, jak ów endek Platon Kostecki, polski narodowiec narodowości rusińskiej, któren modlił się słowami:

    „Wo imia Otca i Syna
    To nasza mołytwa
    Jako Trijca, ta jedyna
    Polszcza, Ruś i Łytwa...”
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Turoń napisal(a):
    Korekta w ostatnim zdaniu: co DO zbrodniczego charakteru
    Nie napisałem, że działania Polski miały w ów czas charakter zbrodniczy i z takim twierdzeniem mocno bym polimeryzował.

    Napisałem, że miały charakter bezbożny. W mojej ocenie działaniem zbożnem było to, co robił Bandyta spod Bezdan z Petlurą - czyli wyzwolenie Ukrainy i ustanowienie tam ukraińskiego państwa. No, jak to po Zdradzie Ryskiej dany Bandyta ujął przed frontem ukraińskich oficerów: "Ja was przepraszam, panowie. Ja was bardzo przepraszam, tak nie miało być."

    Nie tak miało być, ale jakoś tak wyszło. Dziś ten problem mamy z bańki.
    Oki. Tylko że ja z kolei czytałem różnych niepodległoścowców ukraińskich, którzy labiedzili na swoich rodaków, że dali tak marne poparcie Petlurze. Owóż trudno było Polakom walczyć do upadłego za Samostijną, skoro większość potencjalnych obywateli Samostijnej miało ową walkę w... głębokim ukryciu.
  • Turoń napisal(a):
    Byli ludzie różni i najróżniejsi, jak ów endek Platon Kostecki, polski narodowiec narodowości rusińskiej, któren modlił się słowami:

    „Wo imia Otca i Syna
    To nasza mołytwa
    Jako Trijca, ta jedyna
    Polszcza, Ruś i Łytwa...”
    Piękna mołytwa, tak więc radujmy się, że w końcu Pan Bóg Wszechmogący się zlitował i dał nam możliwość jej wypełnienia.
  • Turoń napisal(a):
    czytałem różnych niepodległoścowców ukraińskich, którzy labiedzili na swoich rodaków, że dali tak marne poparcie Petlurze. Owóż trudno było Polakom walczyć do upadłego za Samostijną, skoro większość potencjalnych obywateli Samostijnej miało ową walkę w... głębokim ukryciu.
    Ależ pełna zgoda.

    Gdyby pod rozkazy Petlury zgłosiło się nie 5.000 ale milijon Ukraińców, byłaby inna rozmowa. Nie widzę tu pola do sporu.
  • Ależ ja tu nie chcę sporów wywoływać. Tylko mię naszedł taki mało odkrywczy reflux, że aby naród coś osiągnął, to potrzebna jest albo gwiazdka z nieba, albo ciężka praca. Zaś w 1918-20 u nas było jedno i drugie - prezentem od losu była klęska wszystkich trzech państw zaborczych, ale samo to byłoby jeszcze za mało, na szczęście potem nastąpiła gigantyczna aktywizacja narodu.
    No a gdybyż wtenczas Polacy zachowali się w swej masie tak, jak zachowała się wtedy większość Białorusinów i Ukraińców, to wówczas panowie Dmowski, Paderewski, Piłsudski, Haller, Dowbor-Muśnicki i kto tam jeszcze, oni razem mogliby se na uszach stanąć, a i tak guzik by z tego wyszło. I tak wszyscy skończyliby na emigracji, w jakiejś paryskiej knajpie, gdzie głośno perorowaliby (nie wątpię, że każdy przy osobnym stoliku) na temat kolejnej zmarnowanej szansy.
  • Car Goroch napisal(a):
    Nie mogę uwierzyć, że tekst powyżej naprawdę został napisany. Kolega uważa, że zastąpienie przedwojennych elit przez ludzi z nadania agresora miało korzystny wpływ na rozwój kraju ?
    Jeśli dobrze Ignaca zrozumiałem - nie idzie o jakość elit ale o to, że najpierw pojawienie się komunizmu a potem jego upadek odkorkowały rozwój społeczeństwa, teraz tą elitą może być każdy a w dwudziestoleciu tylko człowiek z establiszmentu.

    Za komuny było też społeczeństwo zamknięte a po roku 1989 komuniści i ich sojusznicy dość rozpaczliwie próbowali je utrwalić. Nie udało się.

  • edytowano March 20
    No to w sumie dość optymistycznie jest. Znaczy z tym Stalinem nie tak bardzo, ale przyznać należy że mimochodem i z zupełnie innym zamiarem grunt pod nowy Naród Polski przygotował. Optymistyczne jest to że już 30 lat minęło więc jeszcze 10 i może wejdziemy do naszej Ziemi Obiecanej. Znaczy dzieci moje i wnuki wejdą, a ja przy odrobinie szczęścia popatrzę jak schodzą do niej z gór. Już coś tam z dala majaczy.

    Elit międzywojennych żałować za bardzo nie będę, ale doceniam. Szczególnie te które do II RP doprowadziły, a nie te które ją w międzywojniu zawłaszczyły i mocno skiepściły. Niestety w wielkim stopniu to te same elity. To zaś prowadzi mnie do refleksji, zaskakującej mnie samego, że do elit nadmiernie przywiązywać się i ufać im nie należy bo podlegają degeneracji bardziej może niźli lud prosty a głupi. No i to mnie na powrót skłania do zastanowienia się cóż to i któż to owe elity. Była taka dyskusja na excathedrze ale szukać mi się nie chce. Rozwinę jednak mój już ówczesny wniosek że elitą jest ta grupa którą za elitę uzna ów lud prosty a głupi. Nikt sam ani grupowo do elity zaliczyć się nie może, nawet gdyby miał IQ powyżej 200, siedem habilitacji i tysiąc cytowań w najlepszych czasopismach naukowych, rekord świata na setkę, miliard dolarów za patenty, medal za bohaterstwo, złotą kartę wstępu do klubu Bildenberg, członkostwo w Opus Dei i wolny wstęp na pokoje Franciszka I, JarKacza, Prezydenta Trumpa, kanclerz Merkel i Dalajlamy. Tak więc elitę polską wyznaczy lud polski taki jaki jest o ile polskim zechce być, a wygląda na to że zechce i to jest najważniejsze. Z tego zresztą powodu że chciał zawsze nim być komuchom nie udało się nowych elit ukształtować i zakorzenić mimo że ów lud przesiedlili masowo ze wsi do miasta, stare elity wymordowali lub skundlili, część plebsu skutecznie wykształcili i nawet nadali mu pewnej ogłady. To najwyraźniej nie udaje się też towarzystwu demoliberalnemu ze wsparciem Sorosa i eurokratów. A to że owe masy ludowe masowo przyjmują mit szlachecko-sarmacki i jego interpretację, czy raczej dwie nieco konkurencyjne interpretacje, podawane przez kręgi narodowo-katolickie oraz republikańsko-etatystyczne raczej dobrze wróży. Polska w której główna linia podziału ideowego przebiegać będzie w ten sposób mnie odpowiada. Niech tam nazywają to anachronizmem, walką trumien czy co tam. Ja raczej widzę w tym rękę Prymasa Tysiąclecia co nie tyle naród ukradł jak określił to los co tchnął w niego Ducha i stworzył na nowo.

    I jeszcze jedno: taki naród bardzo się światu i Europie przyda. Inny nie bardzo się przyda więc jeśli lud prosty i głupi się w taki naród wymyślony nie przekształci to zostanie masą i jako taka rozmyje się w zdychającym Zachodzie i sczeźnie.
  • Ja bym raczej widział w tym rękę Pani, która ukazała się Juliuszowi Mancinellemu, a nasze zadania opisał już św. Ignacy w pierwszej zasadzie działania.

  • To może jeszcze do tego endectwa Józefa Wissarionowicza nawiążę, co je wyżej imć Los był wypunktował, tu w kontekście terytorialnym. Puenta będzie smutna.

    Prawda, że postulat granicy zachodniej na Odrze wysuwała w czasie II wojny endecja (czerpiąc, jak mi się zdaje, z pewnego pomysłu carskiego ministra Sazonowa, Siergieja Dmitriewicza). Ale co to była wtenczas ta endecja, bo dzisiejsza młódź może być ciut zdezorientowana, obserwując współczesne, dramatycznie szczątkowe inicjatywy mniej-więcej-endeckie?
    Owóż naonczas była to, panie, jedna z najbardziej wpływowych, o ile nie wprost namber łan, spośród sił politycznych w narodzie polskim. Wprawdzie taktycznie wyautowana przez Pucz Majowy, a potem trzymana w ryzach przez sanacyjną Milic… dobra, przez Policję Państwową, tym niemniej wciąż dzierżąca rząd dusz wielkiej części narodu. Za okupacji to się pokazało, nie tylko pod postacią NSZ, ale tych wszystkich organizacji narodowych z NOW na czele, które uczyniły ZWZ-AK armią naprawdę masową.

    No i Ziemie Odzyskane to był właśnie prezent ze strony Dżozefa Dżugaszwilego dla polskich patriotów:
    – Patrzajcie, wcale nie tylko Katynie, Sybiry, Kazachstany i ubeckie katownie, ale i marchewka też się znalazła. I to jaka marchewka, ho ho, marzyliście o niej przez pokolenia, gryźliście pięści bezradnie, boście wiedzieli, że sami jej nigdy nie wykopiecie. Nu, bądźmy szczerzy, ktoś to musiał zrobić za was, bo w samotności jesteście na Niemca za ciency. Więc teraz właśnie jam tę marchewkę wykopał i na talerzu wam ją podaję. Nie za darmo, kanieszna, ale co dziś jest za darmo na tym świecie, a?

    (Owóż takie rozdawnictwo prezentów Dżugaszwil miał obcykane, bo przecie już Azerowie poczuli się kapkę obłaskawieni, gdy za utratę suwerenności podano im Górski Karabach. Z kolei Socjalistycznym Mołdawiakom Radzieckim dostało się Naddniestrze, a Ojczulek Narodów jeszcze pod koniec żywota obdarował towarzyszy Ukraińców Krymem.)

    Zaś w polskim narodzie w okolicach roku 1945, nawet jeśli kto wcześniej nie marzył o granicy na Odrze, to myślał po gospodarsku:
    - Ot, zagrabili nam na wschodzie, czerwoni **ujowie, pół naszej biednej Rzplitej, i jeden pieron wie, czy kiedykolwiek to odzyskamy. To trza brać wszystko, co w ręce wpada, może Bóg da, że doczekamy z tym lepszych czasów. Przynajmniej nie będziem wtenczas jakimś terytorialnym kadłubkiem, na kształt Księstwa Warszawskiego!

    I tera ta puenta. Jak zareagowały na prezent Stalina legalne władze Rzeczypospolitej? Mogły przecie wydać oświadczenia do Polaków (bo poza nimi już mało kto chciał ich słuchać) – że Ziemie Północne i Zachodnie przyjmiemy nie tylko dlatego, że kiedyś były piastowskie, ale też jako rekompensatę za germański najazd, za miliony trupów, za spalony kraj; ale niech se nie myślą na Wschodzie i Zachodzie, że tym prezentem ktoś zatka nam otwór paszczowy, że przestaniem upominać się wielkim głosem o zwrot Wilna i Lwowa.
    Zamiast tego pan premier Arciszewski Tomasz zagrzmiał pryncypialnie:
    „- My nie chcemy Wrocławia! Nie chcemy Szczecina!”
    Myślę, że w tym momencie wszystkim antykomunistom w Kraju ręce opadli poniżej kolan. Jak znam życie, to wielu pewnie było przekonanych, że to ściema czerwonej propagandy, że polski premier nie mógł powiedzieć czegoś takiego. A przecie powiedział.

    Jak mowa o sowietyzacji Polski, to dużo się mówi o dywizjach RKKA, o siepaczach z NKWD, o agenturze i tak dalej. No i dobrze, że się o tym mówi.
    Ale oprócz tego, tak mi się widzi, że czasem Czerwony nawet nie musiał się specjalnie wysilać, skoro jego przeciwnicy dokonywali tak sprawnego samozaorania.
  • Brawo za wątek! Wreszcie zaczynamy syntetycznie myśleć! Z tego rodzi się wreszcie realna polityka. W ogóle decyzje Prymasa uważam za najważniejsze autonomiczne dyspozycje polskie w XX wieku porównywalne z decyzjami Mieszka I. Decyzje , które zmieniły historyczne spory polskie w artefakty do syntezy. Dlatego irytują mnie politycy i publicyści politycznie wsteczni, archaiczni (jak np. czasem Ziemniak czy narodowcy)
  • edytowano May 7
    christoph napisal(a):
    Genialne!
    Na zachodzie podarował same miasta, bez wsadu,
    Ten brak wsadu swiadczy (moim skromnym zdaniem) o planie inkorporacji Prywyslanskiego Kraju do ZSRS. Niemcy zamieszkujacy zachodnie rubieze ZSRS byliby elementem destabilizujacym.

    Niemcy zamieszkujacy zachodnie rubieze Polski tez byliby elementem destabilizujacym, co akurat byloby na reke Stalinowi, bo zmuszaloby Polske do uleglosci wobec niego, dobrodzieja i gwaranta granicy.

    EDIT: A ze z planami bywa jak to z planami bywa. Nie zawsze sie realizuja. Najpierw byla nieprzyjemnosc w postaci usanskiej bomby atomowej a potem jakas odwilz, XX zjazd i destalinizacja. Ten prezent dla Polaczkow to taki troche przypadkiem byl.


  • romeck napisal(a):
    #jprdl

    nic tylko w ministerstwach powiesić ikonę:
    A co się denerwujesz.
    To chyba jasne że powinniśmy czcić Stalina za powyższe, w podobny sposób jak Żydzi Hitlera.
    Bo przecież nikt im większego prezentu nie sprawił niż on, c'nie?
    Turoń napisal(a):
    Zamiast tego pan premier Arciszewski Tomasz zagrzmiał pryncypialnie:
    „- My nie chcemy Wrocławia! Nie chcemy Szczecina!”
    Myślę, że w tym momencie wszystkim antykomunistom w Kraju ręce opadli poniżej kolan
    No ok, ale zdaje się argumentem było nie chcenie wchłonięcia 8-10 milionów Niemców jako "prezent" za zabranie nam ziem wschodnich. Zdanie padło w grudniu 1944 czyli przed konferencją w Poczdamie, gdzie to zdecydowano o wysiedleniach.
    Oczywiście "nie chcemy Wrocławia i Szczecina" wyrwane z kontekstu brzmi bardzo źle (należało to powiedzieć inaczej), natomiast intencje były inne. Jeśliby Koledze zawinięto pamiątkę rodzinną i zaproponowano rekompensatę w postaci waluty, pierwszy by Kolega krzyknął "w dupę se wsadź te pieniądze, ja chcę moją pamiątkę z powrotem!"




  • TecumSeh napisal(a):
    Turoń napisal(a):
    Zamiast tego pan premier Arciszewski Tomasz zagrzmiał pryncypialnie:
    „- My nie chcemy Wrocławia! Nie chcemy Szczecina!”
    Myślę, że w tym momencie wszystkim antykomunistom w Kraju ręce opadli poniżej kolan
    No ok, ale zdaje się argumentem było nie chcenie wchłonięcia 8-10 milionów Niemców jako "prezent" za zabranie nam ziem wschodnich. Zdanie padło w grudniu 1944 czyli przed konferencją w Poczdamie, gdzie to zdecydowano o wysiedleniach.
    Oczywiście "nie chcemy Wrocławia i Szczecina" wyrwane z kontekstu brzmi bardzo źle (należało to powiedzieć inaczej), natomiast intencje były inne. Jeśliby Koledze zawinięto pamiątkę rodzinną i zaproponowano rekompensatę w postaci waluty, pierwszy by Kolega krzyknął "w dupę se wsadź te pieniądze, ja chcę moją pamiątkę z powrotem!"



    Zgoda. Zawrzasłbym: „Wsadźcie se w dupę!” i jeszcze bym z kułakami wystartował. Ino że, tak mi się widzi, od męża stanu oczekujemy trochu innych reakcji, niż od takich jak ja raptusów.

    Ja wiem, że to tak fajnie się mówi z perspektywy lat, kiedy wiemy, co było potem. Ale fakt jest faktem, politycy czasem podejmują decyzje po prostu błędne. Nie dlatego, że mieli złe intencje. Arciszewski miał dobre. A jednak jego wypowiedź przez następne dekady służyła propagandzie Czerwonych do ukazywania maluczkim „sprzedajności” i „zaprzaństwa” legalnych władz RP.

    No bo on „nie chciał Szczecina i Wrocławia”. Tego Szczecina i Wrocławia, które Wujek Soso podał Polakom na tacy. I teraz Kolega może nam tu tłumaczyć, że to było przed konferencją poczdamską, i że intencje pana premiera RP były inne. Były, ale co z tego?
    W potocznym myśleniu ludu polskiego pozostało, że Józef Wissarionowicz chciał dać Polakom Szczecin i Wrocław, a „reakcyjny”, antykomunistyczny polski premier odmawiał.

    Jadąc klasykiem dyplomacji (któren w 1815 potrafił z pokonanej, zgnojonej przez aliantów Francji uczynić niezbywalnego partnera do rozmów) ta wypowiedź była gorsza niż zbrodnia – to był błąd.


  • Ano, zgoda.
    Dobrze że doprecyzowaliśmy jednak.
  • Czy ten wątek można puszczać w obieg lub cytować fragmenty gdzie indziej?
    Pytam, bo jest w dziale ogólnym a nie prohibitów - a nie wiem czy aby nie przez przeoczenie?
  • feel free
  • No to ok
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.