Wyznania b. korwinisty

JORGE napisal(a):
Powiedz mi Ignac, bo gdzieś to napisałeś, skąd u ciebie jest (była) sympatia do tej całej Konfederacji ? W którym momencie, za co, co rusza ? Moje pytania nie mają drugiego dna, szedłem podobną jak ty drogą, dziś nie mogę patrzeć na ryje pokroju Michalkiewicza, Korwina, nie mówiąc już o narodowcach.
Ależ ja chętnie odpem, bo się nie kryguję. Nadto, zawsze mie trochę brakowało jakiegoś przełomu w bulwie i w końcu się dorobiłem, więc dam świadectwo.

Ovaj, na starożytne pismo korwinistów, Wstańczyka, natknąłem się w roku 1987, jak miałem 12 lat. Dał mi go Włodzio, stary znajomy z dzieciństwa, człowiek o 8 lat starszy, który oprowadził mnie po całym Beskidzie Sądeckim i po którym mam zamiłowanie do tej, niejako rodzinnej ziemi.

I to pismo zupełnie mnie zafascynowało, tchnęło świeżością, było w nim mnóstwo rzeczy, których gdzie indziej - nie było. Nu, zostałem twardym korwinistą, co się np. przejawiało w tym, że jak w 8 klasie będący pani od geografii wysłała mnie do kiosku po "Politykę" to jej odpaliłem - co, tę komunistyczną szmatę? To co mam czytać tedy? Jak to co? Czasik! Kupiłem jej Czasik i została działaczką UPR. Tak było.

Co jest fajnego w korwinizmie? Ano to, że enrichez-vous! Lassez faire! Precz z komuną, totalną regulacją wszystkiego, niech rozkwita sto kwiatów, Polska rośnie w siłę, a Naród się bogaci! To chyba oczywiste, że jak będzie mniej podatków - UPR to gospodarka się rozwinie, wszyscy będziemy bogatsi, a dzieci będziemy posyłali do szkoły, której światopogląd będzie odpowiadał temu, co dla dziecka chcą rodzice. Człowiek nie jest własnością państwa i to on jest kowalem własnego losu. Ograniczone zasoby należy alokować racjonalnie, tam gdzie przynoszą największą korzyść. A wdowy i sieroty na pewno znajdą wsparcie u sąsiadów, którzy ze swego dobrobytu chętnie się z nimi podzielą, boć wiedzą sąsiedzi za co kto siedzi. Zróbmy w Polsce jedną wielką SSE, będzie jak w Hąkągu czy choćby w Jużnej Korei, tylko nie zapomnijmy wydzielić paru parków narodowych. Lata 1990-91 były super, poczta szła z Warszawy do Białegostoku jeden dzień, ulice były pozamiatane, można było ze szczęk kupić wszystko, a na placu Konstytucji zupę z krabów za 7 zł.

Świat korwinoski jest prosty, ładnie streścił mi go kiedyś red. Sommer: "Direct cash flow dobrze tłumaczy prawie wszystkie zachowania społeczne. Jeśli nie wiesz, z czego wynika dane zjawisko, to zbadaj DCF, to się dowiesz."

Do tego w Czasiku, a i we Wstańczyku, sporo było kawałków słodkiego dra Bartyzla, któren zawsze miał fajnego jobla na punkcie fhąsuskiej monarchii, boskiem olejem namaszczonej. W Czasiku były też świetne fejletony Stana, które w 1991 były świeże i stylistycznie odkrywcze. Ziemniakiewicza były też superfajoskie kawałki, czytałem je zawsze jednym tchem, na początku obcowania z danym nrem Czasiku. Albo te wszystkie amerykańskie wywody, że Roosevelt zbrodzień, bo był w Hameryce normalny w cyklu koniunkturalnym kryzys, z którego by się w bez kozery pół roku sami wygrzebali, a przez jego błazeński New Deal - trwał lat 10 i jeszcze dał po krzyżach sanacyjnej Polszcze, tak że huhu! O, albo bohaterski jenerał Pinosze, który uratował Chile przed czerwoną zarazą, i jeszcze wprowadził kapitałowy system emerytur, radujmy się! Franco też równy chłop.

Co jest fajnego w narodowizmie? Jak to co? Przypomnę tylko pisemko Bastion (z Białegostoku!) młodego Romcia Giertycha i jego juwenilium literackie "Za błękitnym kurtonem". Naród Polski jest spoko narodem, chodzimy w masie do Kościoła Świętego, mamy szaconek dla barw i tra

dycji narodowej i nie będzie Szwabo tradycyjnie pluł nam w twarz. Proste? Proste. Wogle, nie rozumiem jak można nie być narodowcem. Świat narodowca też jest prosty i logiczny. Kto Gospodarzami w Polsce - Polacy! No bo przecie kto? Wujnia ma nam dmuchać w kaszę, ze swoimi rozporządzeniami w sprawie krzywizny zjebanana? A Pinosze i Franco równe chłopy. Mój kumpel z liceum, Miś Kamiński też równy chłop, bo pojechał do Lądka Zdroju dać jenerałowi France ryngraf. Nu, piękny gest, na pohybel zbrodniczemu reżymowi Tońcia Blera i lewactwu wogle.

Potem pojawiły się różne kamyczki, które bardziej lub mniej uwierały.

A to Daniel Dzwon, ze swoimi sprzecznościami kulturowymi kapitalizmu - że kapitalizm żeruje na tradycyjnych instytucjach, ale ich nie wspiera, więc jest unsustainable.

A to kol. Zajac, który, gdym go szoferował z Kazimierskiego zlotu do Otwocka, powiedział mi: "Skoro od tylu lat piszą w Czasiku, że w Szwecji są za wysokie podatki, to w tej chwili powinna tam być czarna zionąca dziura, a jakoś ciągną, nie? Trochę przez to przestałem wierzyć w korwinizm".

A to sama Wujnia z kolei, która jako klub byłych potęg kolonialnych postanowiła skolonizować EŚW i łoić rentę kapitałową bez opamiętania. Pamiętacie miliard maruchów z Banku Światowego czy tam innego Banku Odbudowy na walkę z głodem w Polszcze, za które se Kaufland postawił sieć dyskontów?

A to rybołówstwo, branża w której zacząłem robić, i która mi uświadomiła, że to się łatwo mówi "Róbta co chceta", a tymczasem połowy ryb muszą być ściśle uregulowane co do kilograma, bo inaczej wszystko juchy w dwa lata wyłowią. No to może w innych branżach jest podobnie?

Albo ktoś gdzieś napisał, że stawianie na rolnictwo nie ma przyszłości, bo dobrych ziem jest tylko tyle, wzrost wydajności jest ograniczony i z konieczności trzeba przestawić się na gorsze ziemie i wielką chemię w nawozach. Przemysł jest lepszy, bo jego rozwój jest nieograniczony; jak się skończy wydajność habryki, to łatwiej postawić obok drugą habrykę niż hektar czarnoziemu. Rozwaliło mi to narrację któregoś z Chicago Bojsów, któren perorował, że kukurydza to świetna technologia, bo można za nią dostać Toyotę zza morza, super interes.

Albo ten ich ólóbiony greps, że dolary to tylko takie zielone papierki, gówno warte, a obcokrajowcy dadzą nam za nie wspaniałe dobra. (Super, ale skąd wziąć te dolary? Akurat nie mam pod ręką maszynki do drukowania.)

Potem przyszedł Jan Filip Staniłko z seminarium, w którym uczenie wykładał, że niestety trzeba się zgodzić na pewne zmniejszenie wydajności, żeby coś konkretnego w Polszcze postawić. Ameryka ma inaczej, ma ogromny rynek i ogromną historię prywatnych firm zaspokajających publiczne potrzeby. Europa takiej tradycji nie ma i prywatyzacja u nas to sprzedanie Telekomunikacji Polskiej francuskiemu skarbowi państwa, a ciepłownictwa - szwedzkiemu skarbowi państwa. Energetykę w Gdańsku ogarnia zaś jakaś miejska spółeczka z NRD. A Januszek? Ostatnio po latach odwyku od jego publicystyki obejrzałem se klip na Jutrąbce, gdzie się zapluwa, że CPK polega na tym, że jacyś tam urzędnicy kradną mu pieniądze, żeby je rozkraść - a jeśli lotnisko istotnie będzie potrzebne to racjonalni bizniesmieni je racjonalnie i oszczędnie zbudują. Ba, opowiadał Grzesik jak to Januszek w heroicznych latach 80. budował lotnisko Okęcie, ależ były zbyty.

Ostatnio, choć to anachroniczne w tej histoerii, kol. los rzucił fajnego bąmota: "Januszek tylko tak mówi, że każdy gupi ma swój rozum, ale dziwnie odrzuca wszystkie społeczne instytucje, jakie ten zbiorowy rozum zbudował przez ostatnie 1000 lat."

Noji, w końcu przyszedł rok 2008, w którym to okazało się, że wszechświatowe banki coś tam spaprały w jakichśtam kwitach i zbańczyły. Zbańczyły? - pomyślałem sobie po korwinosku - A bo to pierwszyzna w dziejach wszechświatowej gospodarności? To posłać syndyka, niech rozdzieli masę upadłościową i po krzyku. A tu nie! Wielki rejwach, aj waj gospodarność się wali, dawaj Wuju Samciu pińcet milijardów i to na szybko, bo będziemy głośno płakać i tupać nogami! I Wujcio Samcio w podskokach dał. No zaraz, zaraz, serio? To po to było tyle truć, że jak ktoś źle zarządza to upada, a na jego miejsce przyjdą lepsi i mądrzejsi? E.

Potem przyszedł rok 2010 i przedterminowe wybory prezydenckie, po których ogłosiłem "Wszyscy jesteśmy pisowcami!" - i wyobraźcie se, UPR-owcy mi powiedzieli "Wała!". Jakoś skisłem.

No i ostatni kroczek ku przepaści, czyli wybory 2011, w ramach których Januszek urządził w Stalowej Woli (tak, w Stalowej Woli Narodu Polskiego!) sąd nad Powstaniem Warszawskim. Kimże ty jesteś, Januszku z kradzionym herbem, żeby sądzić Powstańców? Zbyt długo patrzyłem przez palce na twoje dziwactwa, od dzisiej będę przez palce patrzył na dziwactwa Jarosława Kaczyńskiego!

I wtedy jakoś wróciły do mnie te jego wszystkie dziwactwa, a to Bandyta spod Bezdan co uciekł z frontu w 1920 pod pierzynę kochanki i zmarł na syfilizm, a to nieodpowiedzialna gówniażeria, która w 1830 podniosła zbrodniczą rękę na ośmiu generałów i jednego Mikołaja II, z Bożej łaski krura Polski, a to kapliczka Ducha Świętego, którą se postawił w Józefowie, nie po to by czcić Ducha Świętego, ale po to by zwalczać niemęski kult Najświętszej Maryi Panny, Bożej Rodzicielki.

Se pedzmy, że stosunek do tayszy radzieckich zawsze - co najmniej od 6 rż - miałem trochę jak Wieniawa, gdy się do Legionów zaciągał. Piłsudski: Ależ panie Bolesławie, pan jesteś konserwatysta, a my mamy postępowy program społeczny! W dupie mam program społeczny panie Józefie, ja chcę bić Moskala! A po wejściu do Kelc, gdy ktoś rzucił legionistom zza okiennicy: Ludzie! Wy Polskę gubicie! - odparował: W dupie mam Polskę, ja chcę Moskala bić!

Januszek zaś pojechał na okupowany Krym, gdzie go sfotografowali jak z przymkniętymi oczami stoi oparty plecami o stół.

Co zaś do pana Stana, to od zawsze szczekał na Brooklyńską Radę Żydów, że chce od Polski wyciągnąć za bezdurno pińcet milijardów dolarów. I ostatnio coraz bliżej do Narodowego Dnia Przepraszania Stanisława Michalkiewicza, bo enuncjacje ze strony szlachty jerozolimskiej nie słabną, pisoski nierząd zamiast kazać spierdalać to się przed starszymi i mądrzejszymi cięgiem czołga, a ustawa 447 zachodzi nas od tyłu. Także tak.

Konfedery jako bytu jakoś nie zarejestrowałem, poza obezwładniającym aromatem onuc, który wokół siebie roztacza. No, nie zaistnieli dla mnie poza tem.

A skąd moja rezydualna sympatia? Ano, red. Sommer to wciąż jeden z najbłyskotliwszych i najinteligentniejszych intelektualistów w tym kraju, na dodatek jako bodaj pierwszy wprowadził do obiegu Operację Polską NKWD. On też nie dostał grantu na to z IHUW, bo w IHUW granty są tylko na historię Żydów, a nie jakichś tam zapijaczonych polaczków - więc za własne to sfinansował. Albo taki Januszek, u którego bywałem na imieninach, on u mnie na ślubie, a przodek mój był nawet w Radzie Głównej UPR, choć na stare lata cięgiem wyrzekał na Januszka komunistę z SD na ruskim postronku. Noji, sam pan Stan, którego nie widziałem z 15 lat, a który jest uroczym człowiekiem i tak niesamowicie przeklina, że w każdym zdaniu musi ze dwa trzy soczyste bluzgi wpleść. I oczywiście red. Ziemniakiewicz, który też uroczym jest człowiekiem i też go 15 lat nie widziałem.

Tyle.

Programu pozytywnego szczególnego nie mam, poza może "Bić kurwy i złodziei, mości hrabio!" Trochę petersonizmu, na zasadzie że muszą być postępowcy, co burzą granice, bo taki mają temperament - i muszą być konserwole, co to granice wzmacniają i politurują polichromie, bo też taki mają temperament. A proces potyliczny polega na racjonalnym dyskursie między nimi i znajdowaniu rozwiązania odpowiedniego dla czasu i miejsce.

Ale po co mie program potyliczny, skoro PiS dostał 26 ełro-mandatów, a Koalicja Złych Ludzi + Oberpedał wszystkiego 25? Przyjdzie jesienią d'Hondt i ich źle, perspektywa pozytywna.
«1

Komentarz

  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Co jest fajnego w korwinizmie? Ano to, że enrichez-vous! Lassez faire! Precz z komuną, totalną regulacją wszystkiego, niech rozkwita sto kwiatów, Polska rośnie w siłę, a Naród się bogaci! To chyba oczywiste, że jak będzie mniej podatków - UPR to gospodarka się rozwinie, wszyscy będziemy bogatsi, a dzieci będziemy posyłali do szkoły, której światopogląd będzie odpowiadał temu, co dla dziecka chcą rodzice. Człowiek nie jest własnością państwa i to on jest kowalem własnego losu. Ograniczone zasoby należy alokować racjonalnie, tam gdzie przynoszą największą korzyść. A wdowy i sieroty na pewno znajdą wsparcie u sąsiadów, którzy ze swego dobrobytu chętnie się z nimi podzielą, boć wiedzą sąsiedzi za co kto siedzi. Zróbmy w Polsce jedną wielką SSE, będzie jak w Hąkągu czy choćby w Jużnej Korei, tylko nie zapomnijmy wydzielić paru parków narodowych. Lata 1990-91 były super, poczta szła z Warszawy do Białegostoku jeden dzień, ulice były pozamiatane, można było ze szczęk kupić wszystko, a na placu Konstytucji zupę z krabów za 7 zł.
    Naprawdę nie zauważyłeś, że niczego z tego tam nie było?
  • Nie? Przecie to wszystko dla dobra Polski.
  • Może dla dobra, może nie dla dobra. Najistotniejsze jest to, że już w 1991 nic ale to zupełnie nic z tego co wymieniłeś w NCzasie już nie było. W sąsiednim wątku Maria zarzuciła Harremu Potterowi, że nie ma wyraźnie zarysowanej opozycji dobra i zła. Odpowiedziałem na to, że to tak jakby zarzucać Faraonowi, że nic o starożytnym Egipcie nie wspomina, a Panu Tadeuszowi, że nie jest do rymu. Rzadko się zdarza taka rozbieżność miedzy rzeczywistością a jej postrzeganiem.

  • edytowano May 29
    Jest niby opozycja dobra i zła ale za sprawą ogólnej konstrukcji świata powiesciowego, przypomina Władzę Konwickiego abo inne epopeje socrealizmu, w których autentyczny działacz-altruista walczy z wypaczeniami o ideały i lepszy byt całej klasy robotniczej.
  • Ja za młodu byłem strasznym korwinistą. Zmieniło się to wraz ze schyłkiem tysiąclecia. Chyba czytanie Frondy miało w tym główny udział i zainteresowanie problematyka cywilizacyjną. Może na przełomie bardziej poznawałem też nacjonalizm, ale właściwie od początku miałem wobec niego krytyczne (uważałem za rodzaj materializmu) . Doszło z czasem zainteresowanie geopolityką, które sprawiło , że nabrałem trochę dystansu do bieżączki.
    Ostatecznie uważam, że mam jakiś tam balans myślenia politycznego dzięki odkryciu roli Kościoła, kultury, historii i geografii.
    Gdybym wskazał przełomowy tekst : Fronda 39- "Narodziny Polski Ludowej" Nikodema Bończy-Tomaszewskiego
  • randolph napisal(a):
    Jest niby opozycja dobra i zła ale za sprawą ogólnej konstrukcji świata powiesciowego, przypomina Władzę Konwickiego abo inne epopeje socrealizmu, w których autentyczny działacz-altruista walczy z wypaczeniami o ideały i lepszy byt całej klasy robotniczej.
    Taaa... W Faraonie nie ma nic o Egipcie a Pan Tadeusz pisany jest prozą.
  • Zło u Rowling jest autentyczne, pisarka włożyła dużo wysiłku żeby je pokazać jak najplastyczniej. Podobnie opis świata, który winien być dekoracją do głównego wątku, a jest odrębną wartością, żyjącą samodzielnie i absorbujacą widza.

    Tylko dobro i ludzie stojący po jego stronie plastykowe/plastykowi, niepełni, niedomalowani. Ten przechył i brak równowagi, rzutuje na odbiór całości przez czytelnika.

    Tak jak Apocalypto Gibsona traktuje przede wszystkim o wzajemnym ganianiu po lesie, z żądzą mordu w oczach, choć tytul, początek i zakończenie mają sugerować że scenariusz jest o czymś więcej.
  • randolph napisal(a):
    Tylko dobro i ludzie stojący po jego stronie plastykowe/plastykowi, niepełni, niedomalowani.
    Kiedy Kara Mustafa, wielki mistrz Krzyżaków...
  • Jam prosty człowiek, nie rozumiem ostatniego zdania i dlaczego zamiast kropki na końcu ma jeich aż czy
  • Dlatego, że piszesz tak kontrafaktycznie, że czytelnika aż zatyka. Nie przeczytałeś Harrego Pottera, prawda? Nie ma obowiązku ale Studytę mógłbyś przeczytać, krótsze. I każde słowo jest świętą prawdą, dobrze sobie wypalić na czole.
  • los napisal(a):
    Dlatego, że piszesz tak kontrafaktycznie, że czytelnika aż zatyka. Nie przeczytałeś Harrego Pottera, prawda? Nie ma obowiązku ale Studytę mógłbyś przeczytać, krótsze. I każde słowo jest świętą prawdą, dobrze sobie wypalić na czole.
    Bardziej praktycznie komu,
    Lepiej się czyta i lustra nie trzeba
  • randolph napisal(a):
    Jam prosty człowiek, nie rozumiem ostatniego zdania i dlaczego zamiast kropki na końcu ma jeich aż czy
    http://www.historycy.org/index.php?showtopic=117797&st=30
  • Wspaniały wywód kolegi Ignaca domaga się kropki, a nawet wykrzyknika. A zatem proszę: Dobromir Sośnierz.
    https://twitter.com/i/status/1133422696027631616
  • loslos
    edytowano May 29
    Jak to mówią - najhojniej Bóg obdzielił ludzi inteligencją. Nikt nie narzeka, że mu brakuje.
  • Separatyzm jako najwyższe stadium korwinizmu :-)
  • loslos
    edytowano May 29
    A wiecie, kiedy mnie się zaświeciła czerwona lampka? Kiedy wziąłem do ręki pierwszy numer Najwyższego Czasu. Nie pamiętam czy był to pierwszy pierwszy czy tylko pierwszy z tych, które dane mi było później czytać. Nie mniej jednak rzecz się zdarzyła nie później niż w roku 1991. Poczytałem sobie o liberalizmie po czem odwróciłem na ostatnią stronę i co widzę: Pro Fide, Rege et Lege. Monarchiści. Jakoś nie wydało mi się to spójne z tym co wcześniej. A ja wiele wybaczyć potrafię ale nigdy logicznej niespójności.

    A kiedy Janusz Mikke podszywający się pod herb Korwin zaczął mi wonieć moskiewską onucą? W roku 1990. Kiedy Litwa ogłosiła niepodległość nadał jakąś absurdalną argumentację, dlaczego Polska Litwy nie powinna uznać.

    Wszystko już było wiadome i to tak wyraźnie, jakby bili w dzwony i odpalali sztuczne ognie. Trzeba tylko umieć na to patrzeć.
  • los napisal(a):
    randolph napisal(a):
    Tylko dobro i ludzie stojący po jego stronie plastykowe/plastykowi, niepełni, niedomalowani.
    Kiedy Kara Mustafa, wielki mistrz Krzyżaków...
    Nasi tu byli!

    Kortez, mąż Izabelli, tatarskiej królowej,
    powstawał na ten wniosek bluźnierczemi słowy,
    ale że świat przeczył zanadto upornie,
    pod swoje panowanie podbił Kalifornię,
    gdzie Palmerdton, sardyńczyk z książęciem de Konde,
    przeciwko tyranowi obudzili frondę.
  • los napisal(a):
    W sąsiednim wątku Maria zarzuciła Harremu Potterowi, że nie ma wyraźnie zarysowanej opozycji dobra i zła.

    Trochę inaczej, łagodniej to sformułowałam i bardzo proszę - daj mi chwilę na przeczytanie książki. Wówczas postaram się dokładnie napisać, dlaczego odrzuciło mnie od HP. No chyba, że inaczej go odbiorę, ale bardzo, bardzo w to wątpię.
  • Tomasz Sommer
    ja się dziwię, że on wdał się w tą prymitywną hucpę Konfederacji
    a w euforii w niedzielę napisał, że "teraz to dopiero zaatakują PiS"

    Jak tak to jest dla mnie wróg, szkodnik i trzeba się trzymać od niego z daleka.
    Widać , że grają w interesie obcym na rozerwanie PiS.


  • edytowano May 29
    Mialem kilka takich przelomow, porzucenie Januszka bylo jednym z nich. W kazdym przypadku potrzebne byly dwa skladniki: baza racjonalnych argumentow + ladunek emocjonalny. W przypadku Januszka tym pierwszym bylo chyba (glownie) FF i posty (glownie) Losa, oraz doczytywanie w necie o co mu chodzi. Ladunek emocjonalny zostal dostarczony 11 albo 12 kwietnia 2010, gdy Januszek w poscie na onetowym blogu wyjasnil przyczyny katastrofy.
  • Wstydze sie, ze nie moge zaprezentowac wysublimowanej wyrozumowanej pełnej rozterek drogi odejscia od korwinizmu. Moja historia jest cholernie prosta. By mnie calkowicie ustawić na nie wystarczyło jedno jedyne wystąpienie faceta z muchą, w programie publ. w tvp (tej pani, ktora, nb, od lat szokuje ortopedów), dotyczacym cięzkiego położenia bylych pracownikow huty szkla w Szklarach.
  • edytowano May 29
    Ja pamiętam, jak kupiłem w latach chyba wczesnych 90tych zachwalaną w NCz książkę Ayn Rand i odrzuciło mnie od niej jak od czegoś satanistycznego. Ale to nie przełozyło się na refleksję polityczną. Dopiero później dowiedziałe się, że intuicje mnie nie zawodziły a filozofia Rand była inspiracją dla Szandora LaVeya, twórcy kościoła szatana.
    "La Vey wielokrotnie podkreślał, że jego największą inspiracją była Rand oraz Alistair Crowley ( znany okultysta). Rand tchnęła go duchem, a z Crowley’a zaczerpnął rytuał swoich obrządków."

    Gdzieś po 2010 NCz zaczął się do niej dystansować, ale w latach 90tych entuzjastycznie popierał.

    .https://nczas.com/2018/03/17/wozinski-wiedzma-z-leningradu/
  • Sporą cegiełkę do popularności UPR dołożył Kisiel, któren był fanem moim i moich kolegów. Pod jego wpływem czytaliśmy N.Czas. A był taki czas w Polszcze, kiedy w ogóle nie było czego czytać z prasy drukowanej, więc "postępy postępu" i insze rzeczy w N.Cz. się czytało z przyjemnością. Pamiętam też felieton młodego RAZa o Michniku z kijkiem w d...e i o amerykańskich psychoanalitykach - dobre to było. Noji "Oskarżam" Łysiaka - to było naonczas cuś.
    A elaboraty o Ayn R. - po jednej lekturze - już se darowałam.
  • polmisiek napisal(a):
    ..zostal dostarczony 11 albo 12 kwietnia 2010, gdy Januszek w poscie na onetowym blogu wyjasnil przyczyny katastrofy.
    wisi to jeszcze? gdzie?

  • edytowano May 29
    NIGDY nie byłem JKM-istą!

    pierwszy raz go czytałem w 2006 roku (we Szkocji, z braku polskich gazet-lub-czasopism przestawiłem sie na internet, a tam brylował JKM już!)
    w 2010 porzuciłem nawet podczytywanie, bo "wszyscy zostalismy pisowcami".
    Owszem, widziałem go wcześniej w TV, w Sejmie - ale pan z muszką budził u mnie rozbawienie.

    Zadziwia mnie ten jego lep na młodszą młodzież i podstarzałą młodzież. Człowiek miód - tyle muszek już utopił, a inne wciąż lecą do jego cukrowej gadki.


    ps.
    Zdziwiony byłem niegdyś, że Ziemkiewicz pisarz s-f i Ziemikiewicz polityk-publicysta to ta sama osoba, jako fan tej literatury (zwłaszcza Zajdla).
  • Nu, paczajta. A ja wieczorami sprawdzałam klasówki różnych takich, nie wypominając i wogle nie miałam casu na gupoty w rodzaju studiowania NC i podniecania się JKM. Z trudem goscia kojarzyłam, odrzucając go (jako dziwaka) od pierwszego wejrzenia. Za to uparcie głosiowałam na zdrajców - a to Bolka, to na peło w 2005 r., ostatnio zaś na pąprezidenta AD :-L
    Pocieszam się, że obecnie Legutek sprawdzony, chyba wolty nie wywinie, więc może zła passa się odwróciła, bo inaczey w następnych wyborach osobowych udziału nie wezmę. Noji się zobaczy kogo Kaczor wytypuje.
  • edytowano May 29
    Korwin szkodnik z muchą z ruskiej onucy dogorywa i odejdzie ze sceny wreszcie niedługo. Bardziej szkoda zmarnowania zapału młodych narodowców. Czy kto wiec co z tym Bosakiem? Znaczy co nim nie tak i dlaczego?
  • Ja też nie mam możliwości zrobienia kamingałtu ;-) Nigdy gościa nie odbierałem dobrze, bo zanim powstał NCz, czytałem jego felietony w chadeckim "Ładzie" gdzie miał autonomiczną rubrykę "Trybuna Moja" i nazwał takich jak ja (czyli niezamożnych żyjących z państwowej pensji) "golcami". Nie dał mi szansy na zauroczenie. Owszem, do pewnego momentu uznawałem go za inaczej myślącego sojusznika w szeroko rozumianym "obozie prawicy" zanim dotarło do mnie, że taki obóz nie istnieje.
  • edytowano May 29
    Był taki czas kiedy odpowiadał mi humor NCz, styl radiowej Trójki i mądrości UW. Dawno to było. Młody byłem. Inteligenckie mity ze schyłkowego PRL, na których byłem w znacznej mierze chowany, po głowie mi się kołatały. Wielu rzeczy nie wiedziałem, szczególnie o Okrągłym Stole i tym co pod nim. JKM jednak nigdy nie traktowałem poważnie. Raczej jako inteligentnego jajcarza. Wtedy nie rozumiałem jak toksyczny, świadomie i zdradziecko toksyczny, jest. Miałem z nim osobistą styczność jeszcze za schyłkowej komuny. Mój ojciec był zapalonym brydżystą, dobrym brydżystą i bywałem z nim na turniejach. Tam czasem, na tych lepszych, ponadlokalnych, JKM bywał i zawsze brylował. Brydżystą był dobrym. Nawet jako nastolatek czułem jednak że to pozer, lowelas i podejrzany typ. W czasach siermiężnej komuny, biednych inteligentów rozpaczliwie starających się utrzymać status i fason szastał kasą nie wiadomo skąd ostentacyjnie i bez gustu, jak to teraz widzę. Był protekcjonalny, złośliwy i bezczelnie pogardliwy dla wybranych ofiar. Te przeszłe zachowania i późniejsze działania są dla mnie wystarczającym dowodem na to że to szkolony do specjalnych zadań przez służby w onucach, może w kooperacji ze służbami enerdowskimi, gość. Swoje zadania wykonał nadspodziewanie dobrze i w bardziej zakamuflowany od Tuska sposób oraz w specyficznym stylu nie pozbawionym momentami uroku.
  • Ignac na prezydenta!
  • Na Krula
  • edytowano May 29
    Ależ Ignac story walnął ! Kurde, ja już nie pamiętam jak to u mnie było. Wiem, że przez długi czas NCzas! był praktycznie jedynym tygodnikiem myśli prawicowej. Wiem, że bardzo mocno wierzyłem w wolny rynek i proste wytłumaczenie wszystkiego. Ale pamiętam też, że zawsze z ogromną uwagą przysłuchiwałem się co socjalista Kaczyński mówi. Dla mnie Kaczyński był zawsze wiarygodny i logiczny (przez co dysonans poznawczy się pojawił).

    Ale na początku wieku już wątpiłem bardzo mocno. A trochę później, FF wyleczyło mnie kompletnie, zobaczyłem się w lustrze, widok był odrażający.

    Za mną chodzi, od w sumie już dawna, pewna myśl. Zderzenie wielu sensownych ludzi z prawicową szurią początku lat '90, spowodowało że wielu ludzi straciliśmy, poszli do drugiej strony. A my tą szurią byliśmy ...
  • JORGE napisal(a):
    Ależ Ignac story walnął ! Kurde, ja już nie pamiętam jak to u mnie było. Wiem, że przez długi czas NCzas! był praktycznie jedynym tygodnikiem myśli prawicowej. ...
    A Młoda Polska?
  • To jest wątek z potencjałem na ciekawą książkę.
  • edytowano May 30
    los napisal(a):
    Jak to mówią - najhojniej Bóg obdzielił ludzi inteligencją. Nikt nie narzeka, że mu brakuje.
    A propos kamingautu: ja narzekam. Co prawda z pokorą się godzę ale jednocześnie:
    "Tak nas Panie obdarzasz, wżdy nam zawsze mało
    Za nic mamy co mamy, więcej by się chciało"
  • Jak @Brzost i @Rafał - ja raczej intuicyjnie (choć nie miałem bezpośredniej styczności) wyczułem u gościa złą energię, pogardę do ludzi i manipulację - choć nie potrafiłem jej wykazać wtedy.
    Obserwacja jednak tylko utwierdzała mnie w przekonaniu że oceniłem go właściwie - i ta ocena zmienia się w czasie na coraz gorszą.
  • !!!, a ten obok, to kogoś mi tez przypomina
  • Ja przez chwilę czytałem NCzas ale głownie dla Andrzeja Waligórskiego, Korwin był przez chwilę interesujący, tak pomiędzy 20, a 21 rokiem życia i tyle.
    Obecnie Korwiniści przypominają mi fizyków, którzy twierdzą, że oni nie odkrywają praw rządzących światem, a oni je kreują.
  • Odgrzebałem wątek. Kontempluję jedno zdanie
    A wdowy i sieroty na pewno znajdą wsparcie u sąsiadów, którzy ze swego dobrobytu chętnie się z nimi podzielą.
    Fascynująca kontrafaktyczność.
  • To kwestia interpretacji. Liberał korwinistyczny myśli postępuje tak:

    Dobre okolice, jak moja, nie są dla przegrywów. Wdowy i sieroty to przegrywy. Niefart maja - trudno ich sprawa. Głowa rodziny ich nie zabezpieczyła, sami nie mają zdolności do generowania dochodu więc zasługują na swój marny los. Ja mogę jednak pomóc. Kupię dom ze swojego. Oczywiście okazyjnie kupię bo są w przymusowej sytuacji, a ja jak zwykle znalazłem się we właściwym miejscu we właściwym momencie.
  • los napisal(a):
    Odgrzebałem wątek. Kontempluję jedno zdanie
    A wdowy i sieroty na pewno znajdą wsparcie u sąsiadów, którzy ze swego dobrobytu chętnie się z nimi podzielą.
    Fascynująca kontrafaktyczność.
    Przypomniała mi się opowieść mojej mamy wychowanej we wsi na dzisiejszej Białorusi. We wsi mieszkała staruszka ,która nie miała żyjących bliskich. Każda rodzina we wsi brała ją na jakiś umówiony okres czasu do domu pod opiekę.
  • Mikke ich tego nauczył =))
  • edytowano June 11
    Proszę nie traktować tego jako głos w dyskusji czy argument tylko jako anegdotkę. Od razu powinienem to zaznaczyć :D
  • loslos
    edytowano June 17
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Jakoś pem wam, że wyżej stawiam narracją dra Bartosiaka, który widzi świat jako przepływy, kreatywne i destruktywne. Przepływem jest przepłynięcie tankowca z ropką do Gdańska, jest nim też przemarsz wojska. Bartosiak widzi też istotną różnicę pomiędzy Zamkiem i Rynkiem. Zamek jest wyżej, ma dłuższą perspektywę, i to Zamek decyduje, z kim i jak Rynek może handlować. Rynek jest sprawniejszy, wydajniejszy i łatwiej weryfikowalny, ale wiele rzeczy ma centralnie w nosie. Zadaniem Zamku jest organizowanie przestrzeni i dbanie o rozwój Rynku.

    Januszek jakby tego nie widział. Wszystko chciałby poddać Rynkowi. W jednej z książeczek jego klasyków znalazłem zdanie, że u socjalistów kościoły będą żądać dotacji i się awanturować, czemu zbyt mała na odpowiednio wysoką dzwonnicę. A jeśli to będzie załatwione rynkowo, to się wierni zrzucą i będą mieli taki kościół, na jaki ich stać. Serio? Rynek fajna rzecz, ale nie wszystkie dobra są rynkowe.

    Stąd właśnie tak mnie uderzyła jego pogadanka o CPK, że urzędasy chcą ukraść mu pieniądze, żeby je rozkraść. A jeśli lotnisko będzie potrzebne, to się bizniesmieni na nie złożą, nieprawdaż.

    Właśnie nie. To jest sto miliardów złociszów do wywalenia, z czego większa połowa pójdzie na koleje żelazne, a tylko ćwierć kwoty na gniazdo dla żelaznych ptaków. I żeby takie coś ogarnąć, potrzebna jest wola polityczna, wola przetworzenia przestrzeni tak, żeby służyła Narodowi Polskiemu. A to jest klasyczne zadanie dla Zamku, bo Rynek może sobie latać przez Frankfurt albo Kopenhagę. Rynku to w zasadzie nie boli.

    Rynek nie ma problemu z tym, że Warszawa się za 10 lat zakorkuje i że nie będzie się dało do niej przylecieć, załatwić tego i owego i wrócić do centrali. Rynek po prostu pójdzie sobie gdzie indziej, bo taka jest jego rtęciowa natura, tam idzie gdzie mu dobrze. A po to sobie Polacy postawili Zamek, żeby dbał o to, żeby Rynkowi było w Polsce dobrze.

    Choć może to nie jest najlepsze sformułowanie. Chodzi o to, żeby Polakom było dobrze. Stąd bardzo popieram 500+, bo to jest wbrew Rynkowi, a dla Polaków. Ciekawe1, czemu taką wściekłość wywołał ten fakt u pana Balzera i jego kolegów.
    Bardzo dobre zestawienie: Zamek-Rynek, podobnie zresztą pisał Molnar. Istotą rzeczy jest to, że Rynek nie jest ontologicznie samowystarczalny a kto twierdzi inaczej ten kiep. Dlaczego więc tyle kpów na świecie? Bo taka nasza natura a tym akurat przypadku jest to jak zwykle echo zapomnianej wojny, huk armat dawno wybrzmiał ale sztandary ciągle powiewają. W XVII wieku w Anglii i w XVIII we Francy stan trzeci się zbuntował i na chybcika stworzyli sobie teorię, że Zamek niepotrzebny, że wszystko załatwi pan Rynek. To była teoria do przypięcia na sztandar, nie było jej zadaniem cokolwiek wyjaśniać. Było to głupstwo wtedy i jest głupstwem dzisiaj tyle, że wtedy było to głupstwo użyteczne a dziś po prostu głupstwo. Ale ludzka rasa ma już taki zwyczaj, że lubią powtarzać bez rozumienia przez kilkaset lat.

  • edytowano June 17
    Oni tam na Zachodzie mają swoje Zamki. Niemcy mają, Francuzi mają i Anglicy mają. Pomniejsze nacje też jak na przykład Holendrzy. Trochę im te zamki się sypią ale mocne są, nadal stoją a lud tamtejszy, no poza muslimami napływowymi, odruchowo Zamku słucha i naśladuje dworzan. Liberalne głupstwa zapożyczone z czasów rewolucji burżuazyjno - przemysłowych, na chybcika przetłumaczone na współczesny język i podawane przez propagandystów w rodzaju JKM, służą głownie otumanieniu ludności krajów postkolonialnych i kandydatów na kolonie. Chodzi zwyczajnie o to aby sobie własnych Zamków nie pobudowali. Cel jest jasny - ich, znaczy starych metropolii, Zamki mają pomagać ich Rynkom eksploatować te kraje bez przeszkód, a lokalne Zamki są przeszkodą. Są strasznie wkurzeni i zaczynają być trochę wystraszeni bo Polacy sobie, ni z tego ni z owego, Zamek pobudowali i on rośnie, a ich sąsiedzi barbarzyńcy patrzą z podziwem i też się zabierają do budowy. Wydawało się że Tusk zamek rozebrał i zamienił na skład konsygnacyjny wyrobów z ich Rynków, a tu klapa. Przedwcześnie wzięli go na dwór brukselski na doradcę, coby swoje osiągnięcia upowszechniał w całej Unii.
  • edytowano June 17
    Też mi się tak zdaji. Odwołanie Donaldinho z ważnej placówki na synekurę było cheba najpoważniejszym błędem Wielkiego Niszczyciela Polski - co przy okazji dowodzi, że taka osoba czy sztab czy gabinet nie istnieje.

    Więcej nawet, wydaje się mi, że utrzymanie Donaldinho na stolcu było raczej celem Rynku niż Zamku. Zamek podszedł do sprawy bardziej prostolinijnie: Zasłużył się? No to dać chłopu awans.

    Symptomatyczne jest też, że kedy pytali Donaldinho, czemu tak zcdecydował, że Partię swą a Bugodrze rzucił na łaski żywiołów, Szejtana a Kopary, ten odparował prostolinijnie: "A Gośka mi kazała, bo w Bruxie większe pobory, tak?" Logika czystego Rynku.

    To przy okazji każe się zastanowić, na ile Matołuszek zakończył swój rozwój jako miszczunio Rynku, a na ile przepisał się do Zamku. Bo nie wykluczam. Człowień finansowo nieżelazny może mieć taki fantazmat, że już mu się nie chce łokciem i kwartą operować, a ckno mu do szabelki.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    . Człowień finansowo nieżelazny może mieć taki fantazmat, że już mu się nie chce łokciem i kwartą operować, a ckno mu do szabelki.
    to taki tam przesąd, proszę sądu
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.