Teoria Darwina jest nienaukowa

Wiecie, jakie jest główne osiągnięcie ks. kan. Mikołaja Kopernika?

Otóż takie, że dowiódł, że z danych obserwacyjnych wynika, że obraz świata bardzo się upraszcza, jeśli przyjmiemy nie że Słońce kręci się wokół Ziemi, a odwrotnie.

A wiecie, jaki jest główny problem, który z tego wynika?

Ano taki, że ludzie doszli do przekonania, że Ziemia nie jest centrum Wszechświata.

Zaczęło im się wydawać, że z faktu, że jesteśmy na peryferiach ramienia jakiejś prowincjonalnej galaktyczki, wynika, że gdzieś tam jest lepszy świat, że kosmonauci latają statkami komicznymi i urządzają se międzygalaktyczne wojny.

To tak, jakby tłumaczyć, że z faktu że Betlejem jest w kącie prowincjonalnej prowincji Cesarstwa Rzymskiego, logicznie wynika że nic dobrego stamtąd wyjść nie może. A już zwłaszcza, że prawdopodobnie w Nowym Jorku, Kinszasie i Bejdżingu musiało się narodzić proporcjonalnie tylu Mesjaszy, ilu wynika z porównania liczby ludności tych ośrodków z Betlejemem.

Ale czemu ja o tem piszę? Ano temu, że Karol Darwin ogłosił w XIX w., że ciśnienie środowiskowe powoduje, że w wyniku przypadkowych mutacji, jedne formy okazują się lepiej dostosowane do śrotowiska, i się rozwijają, a zaś inne formy - gorzej dostosowane, więc wyginają.

To nawet interesująca hipoteza i o wiele rozumiem, pan Karol nawet był w stanie okazać jakieś ptaszki, którym się z biegiem pokoleń dzióbek wydłużał czy tam skracał, bo coś tam. Nu, bigda w tem, że luckoś wywnioskowała z tego, że Boga niet, więc Kościół należy zaorać, a tacę opodatkować.

Temczasem okazuje się, że wszystkie te bajania pana Karola tylko dlatego wydawały się trafne, że ludzie gówno wiedzieli o biologii, z panem Karolem na czele. Trochę trudno mieć do niego o to żal, że biologię wymyslono ileś lat po jego zgonie, no ale taki jest fakt.

Jacyś tam kolesie spojrzeli przez lupkę do komórki, i okazało się, że jest ona bajecznie złożona, w stopniu nie do wyobrażenia.

Ovaj, powiada jeden pan, że ilość komplikacji, możliwych wariantów czegoś tam (!) w komórce, wynosi 10^70, czyli 10.000.000.000.000.000.000.000.000.000.000.000.000.000.000.000.000.000.000.000.000.000.000.000. Stosunkowo, nieprawdaż, dużo. Natomiast wszystkich organizmów w historii świata było tylko 10^40, a więc bez kozery pińcet razy mniej.

I teraz, powiada pan, który coś tam słyszał o biologii, ale z zawodu jest matematykiem, masz 10^40 losów na loterię, w której prawdopodobieństwo wygranej jest jak 1/10^70. Nu, przegrać musisz. Nawet Paweł Piskorski by przegrał, i to do zera. A to nie jest tak, że musisz wygrać raz - nie, musisz przez skromny miliard lat wygrać z miliard razy, jeśli nie więcej.

Tak więc cała ta teoria Darwina wynika z faktu, że Darwin gówno wiedział o biologii. Cieszy się zaś powodzeniem głównie dlatego, że ludzie gówno wiedzą o matematyce, a zaś chętnie by klechom przysrali.

Tukej szczegóły:



Natomiast wide infra, jeden pan, który jest psoferorem syntezy organicznej, wykłada że w samorzutne powstanie życia na tym łez padole można wierzyć tylko, jeśli się gówno wie o syntezie organicznej:



To jest dla mnie ciekawa perspektywa, gdyż sam - jak ok. 100% ludożerki - gówno wiem o syntezie organicznej.

Taka mie myśl w głowiźnie po danym wykładzie ostała się: Otóż, jacyś kolesie walnęli pieronem w jakieś tam chemikalia i im wyszedł prosty związek organiczny. Radujmy się! Boga niet, a życie powstało dlatego, że Perkunas i Dzeus wystarczająco długo prażyli gromami jak popadnie.

Nie tak szybko, mówi pan chemik. Otóż, de facto, da się dane związki chemiczne otrzymać jak w tym experymencie okazano. Ale co z tego? Przede wszystkiem żywa komórka składa się ze związków znacznie bardziej skomplikowanych niż te z eksperymentu. Po drugie, od czasu tego experymentu, co miał miejsce bez kozery pisiont lat temu, nie udało się w te nieskomplikowane związki takim pieronem szczelić, żeby z nich wyszło cosik ciekawego. Po trzecie, natura nie ma notatnika. I z tego, że raz pierdykła pieronem, nie wynika, że od tej pory będzie tak pierdykać leguralnie, bo sie jej spodobało.

A zaś po czwarte, i tem mnie nayprzedniey uwiódł, co z tego, że gdzieś tam w Hąkągu powstał prosty związek ograniczny miliard lat temu? Otóż, związki organiczne są chemicznie niestabilne. Jełczeją, psują się, karmelizują itd. Zanimby nowy pieron w danę molekułę szczelił pod odpednim kątem, to by się ona rozleciała z racji swej energetycznej niestabilności.

Oprócz tego ciekawie plótł, że jako expierd od syntezy organicznej, nie jest w stanie w swojej retorcie zsyntetyzować źwiązków, jakie są dla życia koniecznie potrzebne. A po drugie, nawet gdyby się z kolegami spiął i zsyntetyzować, to biologom nicby z tego nie przyszło, boby nie umieli ich posklejać w komórkę, nadto nie wiedzieliby jak taką komórkę puścić w ruch.

W pierwszym z wykładów było o inteligentnym projekcie, i się z niego naśmiewali, że niwuja, że gdy przeglądam w myśli mych przyjaciół twarze, to nie widzę w nich śladu inteligentnego projektu, a poza tem dinożarły wyginęły, więc cóż w tem inteligentnego, panie kochanku?

Do tej kwestii odnoszę się od wielu lat paszczowo, więc awizuję temat, ażeby odnieść się w piśmie, jak się mi będzie strasznie nudziło w pracy.
«13

Komentarz

  • czego sobie i Wam życzę

    dzięki Ignatz
  • Przecie wszyscy wiedzą, że darwinizm to stary panteizm z nowymi ornamentami.

  • " W pierwszym z wykładów było o inteligentnym projekcie, i się z niego naśmiewali, że niwuja, że gdy przeglądam w myśli mych przyjaciół twarze, to nie widzę w nich śladu inteligentnego projektu, a poza tem dinożarły wyginęły, więc cóż w tem inteligentnego, panie kochanku?"

    :-D

    Ktoś jeszcze wierzy w teorię Darwina? Ja też g.... wiem, ale wystarczyła mi informacja o (śladowej) zawartości materii w przestrzeni kosmicznej, żeby się przekonać, że warunkiem istnienia wszechświata musi być jakieś "inteligentne spoiwo", którego fizyka nie zna.
  • Mnie się wydaje, że problem jest jeszcze głębszy: co sprawia w ogóle, że atomy zamiast losowo odbijać się od siebie mogą tworzyć jakiekolwiek związki i generalnie wykazywać jakiekolwiek właściwości? Skąd się bierze ta przestrzeń fazowa możliwości?
  • Sama nazwa Teoria Darwina to nieporozumienie, to nawet nie jest hipoteza, coś około spekulacji i to raczej nienaukowej.
  • ms.wygnaniec napisal(a):
    Sama nazwa Teoria Darwina to nieporozumienie, to nawet nie jest hipoteza, coś około spekulacji i to raczej nienaukowej.
    Pan papież inaczej:
    Dnia 22 października 1996 Jan Paweł II skierował przesłanie (po francusku) do uczestników sesji plenarnej Papieskiej Akademii Nauk z okazji 60 rocznicy jej założenia przez Piusa XI. Inspirując się pierwszym wybranym przez zgromadzenie tematem "Powstanie i pierwotna ewolucja życia'' (n. 1), Jan Paweł II przesłał zebranym, takie między innymi spostrzeżenia (por. L'Osservatore Romano wyd. pol., październik 1996, s. 6 w wersji francuskiej):

    "Zanim podzielę się kilkoma refleksjami bezpośrednio dotyczącymi kwestii początków życia oraz ewolucji, pragnę przypomnieć, że Magisterium Kościoła, działając w ramach swoich kompetencji, wyrażało już opinię na te tematy. Przytoczę tu dwie wypowiedzi. W swej encyklice Humani generis (1950 r.) mój poprzednik Pius XII stwierdził, że nie ma sprzeczności między ewolucją a nauką wiary o człowieku i jego powołaniu, pod warunkiem, że nie zagubi się pewnych niezmiennych prawd" (n. 3). Przypomniawszy inny dokument (jedno ze swoich przemówień skierowane do tejże Akademii 31 października 1992 roku w sprawie Galileusza) Jan Paweł II kontynuuje:

    "Encyklika Humani generis, uwzględniając stan badań naukowych swojej epoki, a zarazem wymogi stawiane przez teologię, uznawała doktrynę «ewolucjonizmu» za «poważną hipotezę», godną rozważenia i pogłębionej refleksji na równi z hipotezą przeciwną. Pius XII sformułował przy tym dwa warunki natury metodologicznej: nie należy przyjmować tej tezy w taki sposób, jak gdyby była to już doktryna pewna i udowodniona oraz jak gdyby można było zupełnie abstrahować od tego, co mówi na ten temat Objawienie. Wskazał też, pod jakim warunkiem opinia ta daje się pogodzić z wiarą chrześcijańską; do tej kwestii powrócę później. Dzisiaj, prawie pół wieku po publikacji encykliki, nowe zdobycze nauki każą nam uznać, że teoria ewolucji jest czymś więcej niż hipotezą. Zwraca uwagę fakt, że teoria ta zyskiwała stopniowo coraz większe uznanie naukowców w związku z kolejnymi odkryciami dokonywanymi w różnych dziedzinach nauki. Zbieżność wyników niezależnych badań – bynajmniej nie zamierzona i nie prowokowana – sama w sobie stanowi znaczący argument na poparcie tej teorii" (n. 4).
    http://www.ultramontes.pl/jp2_ewolucjonizm.htm
  • Przepraszam bardzo ale autorytet nawet świętego papieża w teorii prawdopodobieństwa jest taki jak mój w gramatyce języka gruzińskiego.
  • Straszne herezje Koleżeństwo tutaj głosi i nienawistnie prowokuje. Jeszcze chwila i Koleżeństwo zacznie efekt cieplarniany kwestionować albo płeć społeczną i psychiczną albo inną dowolną. To powinno być zabronione i surowo karane.
  • Ignatz, Teoria Darwina, a Teoria Ewolucji to trochę co innego ;)
    Ewolucjoniści by obecnie Pana Darwina umieścili na Pomniku, a jego książki na indeksie ksiąg zakazanych, bo jak to ktoś przeczyta to będzie ciekawie, gdyż samą Teorię Darwina obecna nauka, i to rencyma ewolucjonistów, obaliła koncertowo.
  • ms.wygnaniec napisal(a):
    Ignatz, Teoria Darwina, a Teoria Ewolucji to trochę co innego ;)
    Ewolucjoniści by obecnie Pana Darwina umieścili na Pomniku, a jego książki na indeksie ksiąg zakazanych, bo jak to ktoś przeczyta to będzie ciekawie, gdyż samą Teorię Darwina obecna nauka, i to rencyma ewolucjonistów, obaliła koncertowo.
    Ło, a zreferuje Kolega w dwóch zdaniach, tak dla zirytowanego inteligenta?
  • loslos
    edytowano August 2
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Karol Darwin ogłosił w XIX w., że ciśnienie środowiskowe powoduje, że w wyniku przypadkowych mutacji, jedne formy okazują się lepiej dostosowane do śrotowiska, i się rozwijają, a zaś inne formy - gorzej dostosowane, więc wyginają.

    To nawet interesująca hipoteza i o wiele rozumiem, pan Karol nawet był w stanie okazać jakieś ptaszki, którym się z biegiem pokoleń dzióbek wydłużał czy tam skracał, bo coś tam. Nu, bigda w tem, że luckoś wywnioskowała z tego, że Boga niet, więc Kościół należy zaorać, a tacę opodatkować.
    To nie było takie proste, do wniosku, że Kościół należy zaorać, a tacę opodatkować, luckoś doszła w dwu etapach. Najpierw niejaki Martin Luther stwierdził, że Kościół należy zaorać, a tacę opodatkować, że z tego całego chrześcijaństwa tylko Biblia się liczy. Dopiero potem pan Karol Darwin coś tam o ptaszkach nasmarował i z tego mu wyszło, że bzdury w Biblii piszą. Więc nie tylko Kościół należy zaorać, a tacę opodatkować, ale i Biblię wyrzucić na śmietnik. Nic już nie zostaje w więc i Boga nie ma.

  • To wewkącu pedałowie so stworzone pszez pszemądregusz Pambuka czylisz ino ślepy zegarmiszcz ewoluncji tak jejich niekconcy popierdzieleł? Podobniesz jak to obserwamy zes innemy błędamy gienetycznemy lup rozwojowemy.

    Rozumię isz luckie pedałowie mogo być pewno pszestrogo moralno nualesz pedalo sie tysz insze gatonki zolologiczni. Czem sie oni Pambuku narazieli?

    Zażondywem opświecenia!
  • Tu jest generalnie wszystko wyjaśnione https://en.wikipedia.org/wiki/Large_deviations_theory
  • Ignatio zacyceł:
    I teraz, powiada pan, który coś tam słyszał o biologii, ale z zawodu jest matematykiem, masz 10^40 losów na loterię, w której prawdopodobieństwo wygranej jest jak 1/10^70. Nu, przegrać musisz.
    Nu, a jakiesz zaposiadywamy prawdopodobięstwo isz na tem świecie pojawieł się danysz Kulega Ignatio vel Szturmec?

    Isz sie zetkli wew mniłości jegusz Rodzice Szanowne, a najpierfpszud Rodzice jegusz Rodziców i jejich Rodzice i tak sie mogiemy cofść aż niewię dokomt.

    Noji jakiesz zaposiadywamy prawdopodobięstwo isz maluśki Ignatio tak sie rozwijeł jak sie rozwijeł asz naglesz pewnegusz piemknegusz dnia szczeliło jemusz wew ep założeć tukej dany ewoluncyjny wywłont a ruwniesz nieprawdopodobnemu Gnębonu odpedzieć?

    Pszeca to so takiesz liczby isz sie wew pale i kankulatorze nie mieszczo!!!
  • los napisal(a):
    Tu jest generalnie wszystko wyjaśnione https://en.wikipedia.org/wiki/Large_deviations_theory
    Pedałowie so dewiantamy nieprawdopodobięstwa?
  • Już dawno temu, Stanisław Lem w "Doskonałej próżni" opisał, iż prawdopodobieństwo zaistnienia danego osobnika homo sapiens (weźmy na przykład Kolegę) jest zerowe. Zatem Kolega, jako nieprawdopodobny, nie istnieje, nieprawdaż?
    No i trzeba by najpierw uzgodnić, co rozumiemy przez "teorię Darwina". Bo akurat geneza życia (czyli pojawienie się pierwszych żywych bytów na Ziemi) to jest problem zupełnie odrębny od teorii ewolucji.
    Sama teoria ewolucji opisuje, jak, jeśli w populacji jakieś nowe cechy (lub nowe nasilenie starych cech) są nierównomiernie rozrzucone po osobnikach, w kolejnych pokoleniach przybywa osobników, których zestaw cech jest w aktualnych warunkach korzystniejszy, a ubywa tych, co mają gorszy zestaw cech. A osobną sprawą jest, skąd się taki nierównomierny rozrzut cech bierze (np. mutacje, przetasowanie genów przy mejozie, łączenie się komórek rozrodczych).
    A to, że z jakiejś teorii naukowej ludzie wyciągają wniosek, że trzeba Kościół zaorać lub tacę opodatkować, wynika z ogromnej popularności zabobonu nazywanego "wiarą w naukę". Jak ktoś twierdzi, że wierzy w naukę, to znaczy, że nie rozumie, jak ona działa.
  • Hłe, hłe, poczytełem tera na Wikiśmiki o tem Piterze Robinconie zes zalinkanej tupki.

    I tamuj tak o niem piszo:
    After Oxford, Robinson applied for a position at the White House. In an event he describes as a "fluke",[2] he was given a job as the chief speechwriter for Vice President Bush. In what he calls a "second fluke", he was then transferred to President Reagan's staff as a special assistant and speechwriter, where he wrote the famed 1987 Tear down this wall address.
    To tera mukby se zażondeć iszby jemusz tysz jakowenś śprytni matematyki policzeli prawdopodobięstwo danych życiowych fluków (co sie tumaczy na nasze "fuksę").

    Prawdopodobno wyndzie isz uw Robincon jezd jeszcze mniej prawdopodobnem nisz Ignatz zez Gnębonę i całem tem forumnem do kupy, hłe, hłe.
  • edytowano July 31
    Sama teoria ewolucji opisuje, jak, jeśli w populacji jakieś nowe cechy (lub nowe nasilenie starych cech) są nierównomiernie rozrzucone po osobnikach, w kolejnych pokoleniach przybywa osobników, których zestaw cech jest w aktualnych warunkach korzystniejszy, a ubywa tych, co mają gorszy zestaw cech. A osobną sprawą jest, skąd się taki nierównomierny rozrzut cech bierze (np. mutacje, przetasowanie genów przy mejozie, łączenie się komórek rozrodczych).
    No to są podstawowe problematy hodowli świń. Jest zwisłoucha, jest złotnicka i na ten przykład durock. Ta ostatnia metodą opisaną powyżej zaistniała razu pewnego w Ameryce Północnej, a obecnie występuje licznie w azjatyckiej części Rosji. Bo w aktualnych warunkach ma cechy korzystniejsze od świń rdzennie rosyjskich. W warunkach z przeszłości nie zaistniała, gdyż słonina była w cenie bardziej niż bekon. A w aktualnych warunkach jest na odwrót. Ewolucja jak w mordę.
  • Gorlias_Fitzgorgon napisal(a):
    Już dawno temu, Stanisław Lem w "Doskonałej próżni" opisał, iż prawdopodobieństwo zaistnienia danego osobnika homo sapiens (weźmy na przykład Kolegę) jest zerowe. Zatem Kolega, jako nieprawdopodobny, nie istnieje, nieprawdaż?
    Zastanawiałem sie nad tem, i wyjszło mi, że prawdopodobieństwo mojego okazania się w Tymświecie wynosi ok. 1.

    Ovaj, u Pana Boga za piecem siedzą se dusycki, które czekają na swój czas. Jak ten czas przyjdzie, to Pan Bóg je w danym piecu wypieka i przekazuje bocianowi celem implantacji domacicznej.

    Se myślę, że każdy człowień preegzystuje w myśli Pana Boga i jest przezeń chciany; i jeśli w wielkim planie rzeczy wyjdzie, że nie tu wyląduję, to wyląduję se tam; wsio.
  • Jak ten czas przyjdzie, to Pan Bóg je w danym piecu wypieka i przekazuje bocianowi celem implantacji domacicznej.
    Raz wypieka daną duszyczkę, czy w jakowychś okolicznościach może to robić wielokrotnie?
  • randolph napisal(a):
    Jak ten czas przyjdzie, to Pan Bóg je w danym piecu wypieka i przekazuje bocianowi celem implantacji domacicznej.
    Raz wypieka daną duszyczkę, czy w jakowychś okolicznościach może to robić wielokrotnie?
    aniolowie dmuchaja w nos przed zeslaniem na ziemie, zebysmy zapomnieli wszystka wiedze Boza zdobyta w niebie. rabi Nachman tak uczyl
  • a po smierci
    Szor Ha Bor i Lewiatan podane zostaną dla sprawiedliwych
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Ovaj, u Pana Boga za piecem siedzą se dusycki, które czekają na swój czas. Jak ten czas przyjdzie, to Pan Bóg je w danym piecu wypieka i przekazuje bocianowi celem implantacji domacicznej
    Orygeńska herezja! Tylko proszę, nie naśladuj go we wszystkim.

  • Gnębą napisal(a):
    Hłe, hłe, poczytełem tera na Wikiśmiki o tem Piterze Robinconie zes zalinkanej tupki.

    I tamuj tak o niem piszo:
    After Oxford, Robinson applied for a position at the White House. In an event he describes as a "fluke",[2] he was given a job as the chief speechwriter for Vice President Bush. In what he calls a "second fluke", he was then transferred to President Reagan's staff as a special assistant and speechwriter, where he wrote the famed 1987 Tear down this wall address.
    To tera mukby se zażondeć iszby jemusz tysz jakowenś śprytni matematyki policzeli prawdopodobięstwo danych życiowych fluków (co sie tumaczy na nasze "fuksę").

    Prawdopodobno wyndzie isz uw Robincon jezd jeszcze mniej prawdopodobnem nisz Ignatz zez Gnębonę i całem tem forumnem do kupy, hłe, hłe.
    Ale Kulega nie umi gnembonić w lengłydżu hehe.
  • los napisal(a):
    Tylko proszę, nie naśladuj go we wszystkim.

    :D

  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Se myślę, że każdy człowień preegzystuje w myśli Pana Boga i jest przezeń chciany
    Nualesz pregegzysta żeneralmą czylisz ze szyskiemy swojemy poszczegulnemy uczynkamy? Jakiesz beło prawdopodobięstwo isz maluśki Ignac doewolua do tegusz akurantnie wewpisu na tukejszem forumnie?

    Tedysz albosz srogi kalwinis zes predestylacjo albosz nieprawdopodobne prawdopodobięstwo kturegusz umys lucki nie pojmywa.

  • Brzost napisal(a):
    los napisal(a):
    Tylko proszę, nie naśladuj go we wszystkim.

    :D

    No on już zasadniczy obowiązek społeczny wykonał więc jeśli taka jego wola co mu bronić.
  • edytowano July 31
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Zastanawiałem sie nad tem, i wyjszło mi, że prawdopodobieństwo mojego okazania się w Tymświecie wynosi ok. 1.

    Ovaj, u Pana Boga za piecem siedzą se dusycki, które czekają na swój czas. Jak ten czas przyjdzie, to Pan Bóg je w danym piecu wypieka i przekazuje bocianowi celem implantacji domacicznej.

    Se myślę, że każdy człowień preegzystuje w myśli Pana Boga i jest przezeń chciany; i jeśli w wielkim planie rzeczy wyjdzie, że nie tu wyląduję, to wyląduję se tam; wsio.
    Co to ma być. Pan Bóg nie istnieje w czasie, czas to też jego stworzenie. A nawet - Pan Bóg się w ogóle nie zmienia (nawet nie myśli raz o jednym, a potem o innym, tylko cały czas jedno), a jednocześnie działa, nawet się urodził i umarł i zmartwychwstał. Skoro to jest możliwe, to po co jakaś preegzystencja...

    3xA - Augustyn, Akwinata, Anzelm
  • Dla mnie temat ewolucji zakończył się 20 lat temu, pamiętacie wielką dyskusję na FF ? Banita i chyba Sławuś dzielnie się bronili, nawet kupowałem momentami ich argumenty, ale ostatecznie nie mieli szans. Fajnie, że cały czas ludzie nauki walą po oczach i obalają mity.
  • PawełA napisal(a):
    Natomiast trochę smutno mi się słucha i czyta argumenty z rachunku prawdopodobieństwa, bo pokazują one, że uczeni matematycy trochę gubią się w relacjach pomiędzy rachunkiem prawdopodobieństwa a rzeczywistością. Przy krytykowaniu teorii ewolucji generalnie w dwu sprawach:

    1.Argumentują, że skoro przypadkowe ułożenie się molekuł w jakąś strukturę ma prawdopodobieństwo bliskie 0 to znaczy, że struktura taka nie mogła powstać przypadkowo. Tymczasem codziennie zachodzą zdarzenia o zerowym prawdopodobieństwie.
    Niestety, najgłośniej wilki wyją, kiedy o teorii prawdopodobieństwa wypowie się biolog.
  • edytowano July 31
    A tak w sumie to w czarnej dupie są ci ludzie od trylionów prób, bo tak naprawdę to nic się kupy nie trzyma, bo:
    - dlaczego są w ogóle prawa fizyki ? Jak to się dzieje, że są, gdzie są zapisane ? Już nie mówiąc jak się zapisały, albo kto.
    - dlaczego istnieje raczej coś niż nic (to jest pytanie pytań, którego doniosłości nie rozumiem, ale ponoć właściwie nie powinno istnieć nic, to by było pierdyliard razy prostsze)

    Mnie też bawi okrutnie mechanika kwantowa, z której wnioski wypływające są zrozumiałe dla szarego człowieka, nie tylko naukowców. I te wnioski, zarówno uczonych jak i zwykłych ludzików wkurwiają identycznie. Bo nie może byc inaczej. Rozwalony ciąg przyczynowo-skutkowy (pa pa materialiści), obserwator wpływający na zachowanie materii (bo tak, siłą Jedi), intuicja odpłynęła w kosmos i nie wróci, podobnie jak logika.
  • "Tymczasem codziennie zachodzą zdarzenia o zerowym prawdopodobieństwie."

    No to lux. W takim przypadku zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa nie powinno nikogo dziwić, nespa?
  • edytowano July 31
    los napisal(a):
    kiedy o teorii prawdopodobieństwa
    Gdybysz tejoria nieprawdopodobięstwa muwieła cuś istotnegusz o tem jak funkcjonywa rzeczywistoś, to szyskie kture jo rychtyk znajo bełeby multymilijoneramy.

    Albosz zatę tejoria nieprawdopodobięstwa nie muwi niczegusz istotnegusz o tem jak funkcjonywa rzeczywistoś.

    Albosz szyskie te, kture nie so multymilijonerami, wogule sie na niej nie znajo a ino udajo.

  • Nie masz na tym świecie dla człowieka niczego gorszego niż pewność. No bo pewność wyklucza wolną wolę. Tak więc pewność jest pozorem mającym na celu wyłganie się z jej użycia i odpowiedzialności. Taki świadomy pozór bardzo zwiększa prawdopodobieństwo trafienia do piekła. Pewności nie daje nawet tego bo zawsze pozostaje Boża wola i miłosierdzie. Tak więc trza jakoś z tym prawdopodobieństwem żyć. Bez przesady jednak. Nie ma co się zbyt wgłębiać i napinać bo prawdopodobieństwo prawdziwości różnych teorii prawdopodobieństwa jest nieznane i raczej nie do oszacowania.
  • loslos
    edytowano July 31
    Gnębą napisal(a):
    los napisal(a):
    kiedy o teorii prawdopodobieństwa
    Gdybysz tejoria nieprawdopodobięstwa muwieła cuś istotnegusz o tem jak funkcjonywa rzeczywistoś, to szyskie kture jo rychtyk znajo bełeby multymilijoneramy.
    Chciał kolega peedzieć multimiliarderami? Milion to nie jest dużo pieniędzy.

    Sze rozumie https://en.wikipedia.org/wiki/Edward_O._Thorp
    https://en.wikipedia.org/wiki/David_E._Shaw
    https://en.wikipedia.org/wiki/Robert_Mercer
    https://en.wikipedia.org/wiki/Jim_Simons_(mathematician)
    https://en.wikipedia.org/wiki/Cliff_Asness
    https://en.wikipedia.org/wiki/Pete_Muller_(businessman_and_singer-songwriter)
    https://en.wikipedia.org/wiki/Kenneth_C._Griffin
  • W_Nieszczególny napisal(a):
    "Tymczasem codziennie zachodzą zdarzenia o zerowym prawdopodobieństwie."

    No to lux. W takim przypadku zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa nie powinno nikogo dziwić, nespa?
    Coś takiego peedział kolega biolog, jego słów nie należy traktować nadmiernie dosłownie. Zachodzą tylko zdarzenia o prawdopodobieństwie 1.
  • To jak na egzaminie z prawdopodobięstwa. Student męczy się, kręci, nu, heneralnie nie wie nic. Doktór chce mu zadać jakieś pytanie, żeby chociaż na tróję wyciągnąć:

    - Proszę pana, no to może mi pan powie, jakie jest prawdopodobieństwo, że jak rzuci pan kostką, wypadnie sześć?
    - Jeden!
    - Nu, tak, niech się pan chwilę zastanowi jeszcze...
    - Jeden!
    - Tapsz, prosz, jest kostka niech pan rzuca!
    Rzuca. Wypada szóstka.
    - Hm, tja, nu niech pan jeszcze raz rzuca.
    Rzuca. Znowu szóstka.
    - Dobra, daj pan indeks, będzie trója.
  • los napisal(a):
    Gnębą napisal(a):
    los napisal(a):
    kiedy o teorii prawdopodobieństwa
    Gdybysz tejoria nieprawdopodobięstwa muwieła cuś istotnegusz o tem jak funkcjonywa rzeczywistoś, to szyskie kture jo rychtyk znajo bełeby multymilijoneramy.
    Chciał kolega peedzieć multimiliarderami? Milion to nie jest dużo pieniędzy.

    Sze rozumie https://en.wikipedia.org/wiki/David_E._Shaw
    https://en.wikipedia.org/wiki/Robert_Mercer
    https://en.wikipedia.org/wiki/Jim_Simons_(mathematician)
    https://en.wikipedia.org/wiki/Cliff_Asness
    Cusz, skorosz grontowna znajomoś tejori nieprawdopodobięstwa owocywa grubemy milijardamy, to wew takiem razie szyskie, kture nie so nawet skromnemy multymilijonerami, wogule sie na tejori nieprawdopodobięstwa nie znajo, a ino udajo.

    Chiba isz zaposiadywajo nieustajomcego pecha i dlategusz marny jejich los.
  • los napisal(a):
    Zachodzą tylko zdarzenia o prawdopodobieństwie 1.
    Nu, skorosz zainkasana milijonowa wygrana tololotkowa zaposiadywa prawdopodobięstwo 1, takosz i zrealizana wygrana ewoluncyjna zaposiadywa prawdopodobięstwo 1.

    To pocusz gżać karkulatory temy dużemy liczbamy?

  • Widzisz Gnębonie, zrozumienie tego nie jest na twój rozum. W sumie nie ma w tym nic dziwnego - świat jest miejscem dziwnym i pełnym tajemnic, najdziwniejsze w nim jest to, że jednak coś czasem nam się zdarza zrozumieć. Tajemnica działania telefonu komórkowego, systemu emerytalnego, gramatyka gruzińska - wszytko to da się pojąć po jakiś pięciu latach zapierdalania. Na dobre zrozumienie teorii prawdopodobieństwa wystarczy jakieś dziesięć, piętnaście lat.
  • loslos
    edytowano August 1
    PawełA napisal(a):
    Ponieważ wszedłem na zaprzyjaźnione forum, mam prośbę o poproszenie kol. losa by wykazał gdzie w przytoczonym przeze mnie przykładzie (nota bene przejętym od matematyka) jest błąd.
    Nauczanie ma sens tylko wobec cichych i pokornych studentów, szczerze pragnących zdobyć wiedzę. Jeśli kto uważa, że wszystko wie a jego pytanie jest tylko zaczepką - nie ma sensu na nie odpowiadać.

    Podam tylko jednego hinta - proszę zanalizować słowo "prawdo-podobieństwo."

    Niewątpliwie - zachodzą tylko zdarzenia o prawdopodobieństwie 1, kto ma inny pogląd nie rozumie tego pojęcia na poziomie podstawowym.
  • Niewątpliwie - zachodzą tylko zdarzenia o prawdopodobieństwie 1, kto ma inny pogląd nie rozumie tego pojęcia na poziomie podstawowym.
    Czy ktoś uczy o prawdopodobieństwie w ten sposób?
    Ani na UW ani na PW nie zdarzyło mi się usłyszeć takiego stwierdzenia. A przecież to jest prawda, zgodność z rzeczywistością.
  • No chyba tak, ktoś przecież mi to powiedział ale było to tak dawno, że nie pamiętam kto. Za niezrozumienie pojęcia prawdopodobieństwa odpowiada to samo, co jest winne wielkiemu ogłupieniu XX wieku - mędrkowanie. Wiedza płytka, nieuporządkowana i przedstawiająca siebie jako pewna. Przecież każdy wie, jak działa telefon komórkowy, a wojnę z Hitlerem to by bez problemu wygrał, prawda?

    Prawdo-podobieństwo jest po prostu miarą pewności. Jak o czymś jesteśmy pewni, to ta miara jest maksymalna. Prawdopodobieństwo częstościowe albo geometryczne to tylko (ułomne) narzędzia analityczne.
  • Kuba_ napisal(a):
    Niewątpliwie - zachodzą tylko zdarzenia o prawdopodobieństwie 1, kto ma inny pogląd nie rozumie tego pojęcia na poziomie podstawowym.
    Czy ktoś uczy o prawdopodobieństwie w ten sposób?
    Ani na UW ani na PW nie zdarzyło mi się usłyszeć takiego stwierdzenia. A przecież to jest prawda, zgodność z rzeczywistością.
    Tego się uczy na samym początku.
    Zdarzenie, które już zaszło, bądź na pewno zajdzie, jest zdarzeniem pewnym. Z definicji jego prawdopodobieństwo wynosi 1.
    Zdarzenie, które nie zaszło i na pewno nie zajdzie, jest zdarzeniem niemożliwym. Znowu z definicji jego prawdopodobieństwo wynosi 0.
    Zdarzenie, które być może zajdzie, jest zdarzeniem prawdopodobnym. Jego prawdopodobieństwo zawiera się w przedziale (0,1).

  • Czas, czas ma znaczenie. Żadne przyszłe zdarzenie nie ma prawdopodobieństwa 1. Nie ma przynajmniej dla chrześcijanina bo Pan Bóg potrafi cuda czynić i je czyni. Nawet śmierć i podatki nie są pewne jak mówi kolejna angolska mądrość jakiegoś tam ich klasyka.
  • edytowano August 1
    los napisal(a):
    Na dobre zrozumienie teorii prawdopodobieństwa wystarczy jakieś dziesięć, piętnaście lat.
    Takosz szysko pszede mno i pszed Kulego. A potym bydymy liczeć te nasze szkromni multymilijony. Czegusz osobisto Kuledze życze.

  • los napisal(a):
    No chyba tak, ktoś przecież mi to powiedział ale było to tak dawno, że nie pamiętam kto. Za niezrozumienie pojęcia prawdopodobieństwa odpowiada to samo, co jest winne wielkiemu ogłupieniu XX wieku - mędrkowanie. Wiedza płytka, nieuporządkowana i przedstawiająca siebie jako pewna. Przecież każdy wie, jak działa telefon komórkowy, a wojnę z Hitlerem to by bez problemu wygrał, prawda?

    Prawdo-podobieństwo jest po prostu miarą pewności. Jak o czymś jesteśmy pewni, to ta miara jest maksymalna. Prawdopodobieństwo częstościowe albo geometryczne to tylko (ułomne) narzędzia analityczne.
    Prawdopodobieństwo jest miarą unormowaną do jedności. O żadnej pewności w definicji nie mówili.
  • los napisal(a):
    Niewątpliwie - zachodzą tylko zdarzenia o prawdopodobieństwie 1, kto ma inny pogląd nie rozumie tego pojęcia na poziomie podstawowym.
    Cusz, skorosz każden aktulalny stan globusa ziemskegusz jezd zdarzenię o prawdopodobięstwie 1, to kutnia o to czelisz beł serio szczemśliwych trafów, a czelisz tesz ktuś tych trafów szturcheł palcym iszby wyszli, jezd na groncie tejori prawdopodobięstwa nieroszczygalna.

    To jak zestę Ignacowem sztudentę. Tejoria prawdopodobięstwa nie umi pedzieć czy zaposiadyweł on szczemśliwo renkie wyrzucajomc szustki czy ktuś te kostkie pszerobieł na szustkowo.
  • Gorlias_Fitzgorgon napisal(a):
    los napisal(a):
    No chyba tak, ktoś przecież mi to powiedział ale było to tak dawno, że nie pamiętam kto. Za niezrozumienie pojęcia prawdopodobieństwa odpowiada to samo, co jest winne wielkiemu ogłupieniu XX wieku - mędrkowanie. Wiedza płytka, nieuporządkowana i przedstawiająca siebie jako pewna. Przecież każdy wie, jak działa telefon komórkowy, a wojnę z Hitlerem to by bez problemu wygrał, prawda?

    Prawdo-podobieństwo jest po prostu miarą pewności. Jak o czymś jesteśmy pewni, to ta miara jest maksymalna. Prawdopodobieństwo częstościowe albo geometryczne to tylko (ułomne) narzędzia analityczne.
    Prawdopodobieństwo jest miarą unormowaną do jedności. O żadnej pewności w definicji nie mówili.
    Znaczy - nie natknął się kolega na specjalistów wystarczającej klasy. Tym razem się koledze udało.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.