Wakacje / podróże / wyprawy

13»

Komentarz

  • edytowano July 29
    los napisal(a):
    Mordechlaj_Mashke napisal(a):
    No cóż, uroda córki to nie moja zasługa
    Niech kolega nie będzie taki skromny.
    Dodałbym, że w takich przypadkach skromność jest niewskazana.
  • Cz. II

    Fajnie tam u wasz, wesoło. Raz na Starówce poszłem piwa się napić i coś zjeść. Dziewczyny moje desery zażyczyły sobie a ja, jak wyczułem browar chłodny z beczki, zacząłem się jarać jak kacap w czołgu. Pytamy kelnerki co poleca. Ja się o piwa zapytałem jakie mają a ona wylicza: takie, siakie, ciemne, jasne, pszeniczne i w końcu mówi "ipa". "Że, ke?" Nie wymagam już żeby powiedziała po angielsku aj-pi-ei (IPA) ale mogłaby przynajmniej po polsku powiedzieć i-pe-a, ale niee, ona twardo: "ipa". A ja na to: "Ipa? To cheba jakaś lipa". Dziunia zakłopotana cichutko stękła: "Mamy też bezalkoholowe". Żona na to, wiedząc co się święci: "It's ok. Pani da mu te ipe, tylko duże, I guarantee, że on will be happy".

    Ale najlepiej jak jedna niemłoda już paniusia, widać, że high class, może cwelebrytka, kto wie?, odpicowana w niedzielne wdzianko, że hoho, czerwone szpileczki, kapelusik, okularki Raybanki, torebka z kutasikiem i ze złotą kłódeczką, szmineczka i paznokietki w kolorze Flamenco Red chcąca popisać się elokwencją i dobrymi manierami, wchodzi do budy na zieleniaku przy Hali Banacha i zagaja: "Dzień dobry. Czy zastałam młodą kapustę?" Bałem się, że przepona mi zrobi wysiadkie a ja nieuprzezpieczony byłem, hehe.

    Ale zauważyłem, że wszyscy, w każdej sytuacji węszą spisek.
    Na Okęciu, za pętlą, przy pasie startowym jest górka obserwacyjna, żeby se popatrzyć na samoloty. Zara za górką, jak się skręci jest parking w szczerym polu. Przed samym parkingiem jest samotny dom z cegły pamiętający jeszcze czasy przedwojenne. Za małolata myśmy tam przyjeżdżali rowerami, szaleli, biegali, bawili się, łapali chrabąszcze i żaby, w piłkę grali. Było tam kiedyś więcej domów na ulicy Wykusz, dziś został tylko ten jeden. Ktoś tam trzyma dzika. Prawdziwego! Dzieci znoszą mu jabłka, marchewki itp. Tabliczka na płocie oznajmia: Dzik Jarek. Moja siorka od razu wymyśliła, że to ze względu, żeby obśmieszyć Kaczora. Mnie do łba by nie przyszło. Coś w tym jednak być może, bo kiedyś dumałem, że jakbym miał świniaczka to nazwałbym go Mohamed.

    Inną znów razą, gdzieś nad Wisełką przy tych kolorowych fontannach stało kilka przybytków szczęśliwości, wewnętrznej harmonii i pogody ducha czyly luksus pod nazwą TOI TOI. Po wyjściu z tegoż, zauważyłem kilka osób cierpliwie czekających na sede vacante. Jedna babka z mężem pyta mnie czy jest czysto. Ja na to: ''Czysto to może i jest i nawet nie śmierdzi, tylko papieru nie ma." Koleś z miejsca stwierdził: "Na pewno ukradli!" Nie, że się zużył i nikt nie uzupełnił, niee... Gostek od razu zwęszył nikczemne intencje bliźniego swego i wiedział, że na 100% ktuś zapie**olił. A ja bez zastanowienia palnąłem: "Bardzo możliwe, przed chwilą widziałem jak Tusek się tutej kręcił. A przecież powinien wisieć! Papier skądinąd też." Nie wiem co towarzycho pomyślało bo zaskoczone zapomniało języka w gębie a ja z uśmiechem wzięłem zakręciłem się i poszłem.

    A jeden lebiega znów próbował mnie przekonywać, że te wszystkie budowy dróg, naprawy, objazdy, ograniczenia prędkości to tylko po to, żeby kierowcy stali w korkach i marnowali wachę. Spisek taki. Bo wiadomka, połowa ceny wachy to podatek więc w PiS-im interesie jest, nie żeby drogi budować i naprawiać tylko żeby ludziska marnowali petrolełum. No bo jakoś muszą sfinansować te 500+.
    "Ale ty tyż masz bąbelka to korzystasz na 500+? No cheba, że nie bierzesz?"
    "A biere, biere jak dajo, ale nie popieram!"

    Ze wszystkich miejsc w Warszawie najbardziej podobał mi się park i ogród dachowy Biblioteki Uniwersyteckiej na Dobrej. Bardzo fajny pomysł, piękne wykonanie, cudowny widok, pierwsza klasa! Jak ktoś jeszcze nie był to polecam! Bajer!

    A raz z siorką pojechaliśmy do notariusza pozałatwiać jakieś papióry, a że to w Centrum było i z parkingiem kicha to wzieliśmy Uberka. Po wyjściu z biura obczaiłem Marszałkowski Bar Mleczny więc namówiłem siostrę na obiad. Karkówka z kaszą i surówką oraz żurek - cymes! Po obiedzie poszliśmy na lody, trochę połaziliśmy, popatrzyliśmy, powspominaliśmy młodzieńcze czasy i właściwie byliśmy gotowi wracać do domu.
    Siora: "Dzwonie po Ubera, niech nasz zabiera".
    Ja na to: "A wiesz ty co? Żeby nostalgii stało się zadość, chodź pojadziem tramwajem. Zoba, tu 15-ka z Placu Zbawiciela prosto na Okęcie, bez przesiadki zapyla".
    Wskoczyliśmy - a tam impreza! Trzech gazowników, nieźle już spizganych waliło wódę z gwinta i popijało jakąś oranżadą. Zaraz cały tramwaj wiedział, że to jednego urodziny były. Klęli przy tym jak szewcy. I tak sobie jechali, tankowali i piłowali ryje. W końcu dwóch ledwo wysiadło przy 1-go Sierpnia a solenizant padł bo gorąc był srogi. Na pętli nawet się nie obudził. Pewnie pojeździł se parę razy w kółko a następnego dnia na poprawinach chwalił się ziomkom: "Melanżu nie pamiętam - zwały nie zapomnę", hehe.
    Ale po prawdzie to obciach i żenada, nie polecam.

    Chciałem tyż obczarować moją Tereskię swą bezgraniczną i dozgonną mniłością, tudzież popławić się w luksusach więc wymyśliłem, że zrobim powtórkę naszej eskapady sprzed 15 lat i pójdziem na romantyczną randko - kolację. Wiem, że bardzo jej się to wtedy podobało. Można było tam rozkoszować się daniami i winem, które nie tylko rozpieszczały podniebienia ale i wyzwalały jakieś tam dziwne feromony czy inne hormony w niewieściej części klejenteli. Ponieważ romantyk ze mnie żaden to nie będę owijał w bawełnę: jak cygan przyjebał na skrzypcach wysoką nutę to świece gasły a baby płakały!
    Niestety nie mogłem se przypomnieć gdzie to było więc plan się nie ziścił. Pojechaliśmy zatem do Włoskiej Roboty na Na Skraju i to był bardzo dobry wybór. Gamberi alla lavanda - czarny makaron i krewetki w sosie ostrygowo-maślanem były eccellente (to z włoskiego). Do tego vino bianco polecane przez kielnerkę.
    Smaku tego czegoś nie opiszę, bo ponieważ alebowiem doznania smakowe przewyższają moją zdolność artykulacji. Najlepsze, że faraony tyż zadziałały i na koniec miałem z Tereską niezapomniany wieczór, hehe.

    cdn.

    Przystojniaczek:

    image

    Daję Jarkowi japco:

    image
  • edytowano July 31
    NATO to nato , AIDS to aids a IPA to ipa, taki mamy język.
  • Kolega powinien te wspomnienia wydać czy coś.
    Dobrze się czyta.

    A propos tych 500 plusów i Kaczora to się ostatnio dowiedziałem w kolejce w przychodni że PiS nie ściga mafii vatowskiej a pięcet+ to "z moich podatków idzie".
    Lubię tak słuchać tych pierdół, najbardziej uwielbiam jak tak mój rozmówca (zazwyczaj emeryt/rencista płci pięknej) już tak narzyga ile może na Kaczora, 500+ i inne plusy i na patologię je zasysającą i się ode mnie dowie że ja biorę x4. No zmieszać się jej buzia potrafi wtedy jak beton w betoniarce i nie wie gdzie ma oczy podziać, a i kolorów twarzy przybiera w stylu betonowym i od razu jakieś pierdoły sadzi że nie wszyscy wiadomo są patologiczni i takie tam.
    Rytualnie potem napluje na 13 i 14 emeryturę (że niby jej się nie należy skoro mi wypomina 500+ i resztę plusów), a potem obwinia Kaczora o drożyznę. Jak mam chumora to jej np odpowiadam w stylu "no tak, przyjdzie Tusek, zabierze to se do gara wsadzisz jęzor którym teraz tak mielesz na Jarka i będziesz szczęśliwą?".
    Dystans od razu robią ze 3 m i przesiadają się na inną ławeczkę - 100% skuteczności.
  • Po polsku to jest właśnie "ipa".
  • Ale swoją drogą to skandal że jak te fontanny budowała bufetowa to porządnego szaletu nie zbudowała.
  • Super opowiadanie!

    A dzik też niezły, więc ten "Jarek" na pewno się dobrze kojarzy. Dzieciaki rodziców ciągną "idziemy do Jarka, do Jarka. On taki fajny damy mu jabłko" więc podświadomie płyną treści pozytywne.
  • IPA to też zwyczajowa nazwa na izopropanol.
    Mimo, że jedno i drugie to alkohol, nie polecam pomylić.
    Izopropanol jest strasznie gorzki ;-)
  • IPA zasadniczo też powinna być motzno gorzka.
  • kulawy_greg napisal(a):
    NATO to nato , AIDS to aids a IPA to ipa, taki mamy język.
    Ba, nawet PiS mówi się pis, a nie pejies.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    kulawy_greg napisal(a):
    NATO to nato , AIDS to aids a IPA to ipa, taki mamy język.
    Ba, nawet PiS mówi się pis, a nie pejies.
    A na po po. Język pełen kontrastów.
  • kulawy_greg napisal(a):
    NATO to nato , AIDS to aids a IPA to ipa, taki mamy język.
    Przemko napisal(a):
    Po polsku to jest właśnie "ipa".
    Serio?
    Ja rozumiem NATO albo AIDS, bo po angielsku też wymawia się jako jedno słowo. Tak się przyjęło.
    IPA natomiast nie jest pojedynczym słowem bo to skrót od India Pale Ale więc myślałem że powinno się wymawiać każdą literę osobno. Jeśli jednak tak się przyjęło to tak musi być. Przyjmuję do wiadomości.

    A jak się mówi IRA? Ira?
    A jak CIA? Cia?
    FBI? ef-bi-aj czy ef-be-i?

    Pytam bo nie wiem.
  • Ira
    Siajej
    Efbiaj
    Peopeeselpiseselde
  • Eee, jajca se robisz...
  • eNOuł.
  • trep napisal(a):
    Ira
    Siajej
    Efbiaj
    Peopeeselpiseselde
    a konfa wymawiamy jak onuca

  • onucE - lm
  • Mordechlaj_Mashke napisal(a):
    Serio?
    Ja rozumiem NATO albo AIDS, bo po angielsku też wymawia się jako jedno słowo. Tak się przyjęło.
    IPA natomiast nie jest pojedynczym słowem bo to skrót od India Pale Ale więc myślałem że powinno się wymawiać każdą literę osobno. Jeśli jednak tak się przyjęło to tak musi być. Przyjmuję do wiadomości.

    A jak się mówi IRA? Ira?
    Po polsku? Ira albo ajra. W naszym języku istnieje skłonność do traktowania akronimów jako słów, dużo większa niż w angielskim. BoA (Bank of America) Amerykanin przeczyta bi-oł-ej a Polak boa. Tak samo IPA po polsku to ipa, ajpa a najczęściej ipka. Pani Gieniu, dwie ipki proszę.

  • edytowano August 1
    No nie bądźmy tacy https://www.urbandictionary.com/define.php?term=pronunciation nazi

    A na marginesie: najlepsi w przekręcaniu obcojęzycznych słów są młodzi informatycy, o czym prof. IT Miodek:
    :
  • edytowano August 1
    Świetne. (link)
  • "Dwie ipki" - podobuje mnie się to.
  • edytowano August 2
    Jeśli chodzi "pronunciation nazis" to zawsze przodują w tym dzieciaki poprawiające swoich staroświeckich, zacofanych rodziców.
    Ja jako stary zgrywus od zawsze mówiłem cellephone zamiast cellphone, czym niemożebnie wkurzałem swoje córki.
    "Dad, it's a cellphone, CELLPHONE! Get it?"

    U nasz w bibliotece prawie każdą książkę można wypożyczyć w dwóch formatach: drukowaną zwykłą czcionką albo z dużym drukiem, który chroni wzrok i ułatwia czytanie osobom słabowidzącym.
    Są to "large print books".

    Kulminacja wkurwu "pronunciation nazis" nastąpiła gdy bodajże w 2010 wypuszczono pierwsze iPady czy insze tablety.
    Od razu nazwałem toto "large print cellephone". Córki dostawały szewskiej pasji.
    Oba określenia używam do dziś ale teraz się z tego śmiejemy!
  • Klasyczne ojcowskie żarty!
  • Część III

    Pod koniec czerwca córka, zawadzając jeszcze o Grecję, gdzie spędziła kilka dni pojechała do domu. No cusz poradzić, CHWDP - Chętni Wracają Do Pracy - a ja z Tereską polecieliśmy na Filipiny. Podróż zajęła nam ponad 24 godziny z przesiadkami ale daliśmy radę.
    U teściów to dopiero zaczęła się rewia gastronomiczno - kulinarna. Oni tam wszystko mają swoje, organiczne, od ryżu zaczynając, przez warzywa, owoce, kurczaki, prosiaki a na cielęcinie kończąc. Ryby, kraby, krewetki codzień z rana od rybaków powracających z połowów, prosto z łódek można za niską cenę kupić. Teściu zara kazał wieprzka zaszlachtować, że przez cały pobyt wyżerka dla wszystkich była. A imprezy były codziennie bo rodzinka duża i mnóstwo znajomych.
    Na samym początku przeznaczyłem pokaźną sumkę na żarcie i wygłosiłem żonie niezapomnianą sentencję: ''To ty się zajmij wszystkim, a ja resztą, hehe''.
    Kucharek ci u nich dostatek bo szwagierek we wsi z 10 a siostrzenic tyle, że nie zliczysz, większość na wydaniu, a każda chętna do pomocy i umie gotować to popisać się chciały. Żona z matką tylko doglądały i dyrygowały kuchnią. Kupiliśmy tyż szybkowar, żeby różne warzywa, niektóre mięsa, gulasze i sosy robić ekspresowo, bo w szybkowarze czas płynie szybciej, kapujecie!
    Moim zadaniem było dopilnowywać żeby piwa, wódki, rumu i popitki nigdy nie zabrakło. Nastawiałem też codziennie lód w zamrażarce.

    Jedną z filipińskich ciekawostek okołokulinarnych jest to, że oni w ogóle nie jedzą sałatek. Większość potraw jest przygotowana w ten sposób że mają postać płynną jak sos czy gulasz i podawane są z ryżem lub od razu nakładane bezpośrednio na ryż. Wyjątkiem jest na przykład makaron, ryby, mięsa grillowane i pieczone przeważnie na ogniu a nie na patelni, ale niestety tyż bez sałatek. Bardzo mi tego brakowało i żona dla mnie robiła na boku jakąś suróweczkę lub inną zieleninę, choćby pomidor z cebulką albo surowy ogórek z solą i pieprzem.
    Nie jedzą sałatek ale swoją porcję witamin inkasują wraz z warzywami, które są w każdej potrawie i oczywiście z owoców, których jest pod dostatkiem.

    A jeden gostek co piwo ludziom dostarczał skrzynkami i zabierał puste butelki to taką fajną koszulkę miał, śmieszno - faszystowską, że znaczek Adidasa był tak poprzestawiany, że te większe kreski ułożone były jak fryzur w ząbek czesanego Hitlerka a ta najmniejsza kreska wyglądała jak wąsik. A pod spodem był napis ''adi does", hehe. Czekałem tylko żeby mu komórka zadzwoniła bo chciałem się przekonać czy aby jako dzwonka nie zainstalował se hymnu III Rzeszy, ale nieee, jak raz zadzwoniło to się okazało, że miał ściągnięte Yakety Sax. Jak telefon odpalił nutę na cały zycher to kury zaczęły kogutów po podwórku ganiać.

    Pod koniec miałem zajebistą historię. Byliśmy na takiej dennej imprezie u kuzynki żony w miasteczku i tam poznałem takiego jednego Filipińczyka i on mówił, że ma polskie korzenie, hehe. Tak powiedział: "Polish roots". A że nie wyglądał to ja na to "Eee, cheba cuś mnie ściemniasz." Na dowód wyciągnął jakąś legitkę i mi pokazuje. Faktycznie, jego zdjęcie i pisze: Gutek Fidel Sarmiento Natividad. Mimo, że tylko ciepły rum z colą waliliśmy i kiepskie browary, dobrze mi się z nim melanżowało, to i zaciekawił mnie ten Gutek. A on: "Ziom, drętwo tutej, cho idziemy do baru i koniecznie bierzemy po shocie polskiej wódki, to ci wszystko opowiem. Postawisz mi, co nie?" "No spoko". Kobitki nie chciały iść bo zajęte były babskimi plotkami. Bar był za rogiem ale polskiej wódki niestety nie mieli. Za to barman, niski nawet jak na Filipińczyka, ledwo wystajcy zza szynkwasu ale znający się na rzeczy zaproponował nam Danzka Fifty. Jak sama nazwa wskazuje gorzała była duńska, 50-cio procentowa. Stanął na jakiejś skrzynce i fachowo polał nam dwa podwójne. Po jednym strzale Gutka aż zgięło, ale mówi, że jeszcze po jednym, no to za ruską marynarkę i do dna, hehe. Typson złożył się jak harmonijka, że jeszcze musiałem mu popitkę kupić bo zielony się zrobił i myślałem, że pawia na mnie rzuci. Młodzian, to i nie zwyczajny bo odpowiedniej praktyki nie zaposiadywał. Doszedł do siebie i mówi: "O kuuuu*wa, człowieku! Musiałem się napić tej waszej wódy, żeby skumać co się stało z moim starym".
    --???
    "Wiesz, ja urodziłem się w 1995 w Davao City, a Davao to centrum filipińskiego katolicyzmu. Nawet mówi się Manila pracuje, Cebu się bawi, a Davao się modli i moja matka, bardzo wierząca kobieta, chciała mnie koniecznie nazwać Juan Pablo, bo wtedy wasz wspaniały papież przyjechał na Filipiny na pielgrzymkę. Mój stary miał mnie zarejestrować w urzędzie następnego dnia, ale kiedy się przypucował polskim inżynierom, którzy akurat byli w jego zakładzie w delegacji, że urodził mu się syn, to od razu typy wyciągnęły polską wódę i spili mi starego w trupa. Ojciec tyle razy opowiadał tę historię, że nawet pamiętam jak się nazywali: Gutek, Bodzio i Poziomka". (to chyba ksywki musiały być)
    "Następnego dnia w urzędzie stary był jeszcze tak przymulony, że zapomniał jak mam mieć na imię, siedzi przed jakimś skrybą i nie pamięta. W końcu patrzy błędnymi oczami na portret na ścianie a tam był prezydent Filipin Fidel Ramos i mówi do urzędasa: pisz pan Gutek, Fidel. I wuj, mam to z głowy!"

    "Stara się do mojego ojca nie odzywała z miesiąc, ale imię jakoś się przyjęło. No rozumisz, musiałem skumać, o co chodzi z tą waszą wódą, że tak sieka beret i teraz już wiem!"

    Do dzisiej nie jestem pewny czy to prawdziwa historia, czy kolo tak se wymyślił, żeby z każdym spotkanym Polakiem napić się na krzywy ryj, ale warto było, hehe.

    Kuniec. :D



    Filipińskie frykasy - moje ulubione:

    1. Wieprzowina z warzywami
    image

    2. Grilowany Lucek ;) na prawdziwym ogniu czyli Grilled Snapper
    image

    3. Pansit Bihon - kluski ryżowe z krewetkami, mięsem i warzywami
    image

    4. Beef Kare - Kare - wołowina w sosie z orzeszków ziemnych z bakłażanem, kapustą bok choy, fasolką szparagową i pastą z krewetek do smaku
    image

    5. Adobong Pusit czyli kałamarnica marnowana w atramencie własnem i w sosie z soi i octu z cebulą, czosnkiem, papryką i przyprawami.
    image

    6. Kurczak w liściu bananowem
    image


    Podobnej koszulki nie mogłem znaleźć, to machnąłem w Paincie. :D
    image
  • Fajne.
  • Znajomek spędzał w tej republice wakans i powiada, że niskie tam pogłowie kutafonów na hektar.
  • O jak fajnie !
  • 1,4 i 6 bym z chęcią zszamał. 2 też ale te ślepia mnie odrzucają. 3 to pod przymusem ale pewien nie jestem, za to 5 to za żadne skarby bym nie spróbował.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Znajomek spędzał w tej republice wakans i powiada, że niskie tam pogłowie kutafonów na hektar.
    Znaczy więcej kurek niż kogutów?
  • Też nie bardzo zrozumiałem piętrową grę językową Ignaca ale siedziałem cicho, bo nie chciałem, by mnie wzięto za debila.
  • No, że złych i wrednych ludzi tam mało.
  • Czy ja moge poprosić Mordechlaja by zorganizował przepis na Beef Kare, może być w ingliszu.
    Wyglada doskonale opis wskazuje, że smakować bedzie takoż.
    Proszę, proszę, proszę ....
  • Ja myślałem, ze chodzi o turystów z Rosji
  • los napisal(a):
    Też nie bardzo zrozumiałem piętrową grę językową Ignaca ale siedziałem cicho, bo nie chciałem, by mnie wzięto za debila.
    #metoo :D
  • To ja żem z pierwszego raza dobrze zrozumiał.
  • Chwalipięta.
  • polmisiek napisal(a):
    Ja myślałem, ze chodzi o turystów z Rosji
    Ja też :-)
  • Pani_Łyżeczka napisal(a):
    Czy ja moge poprosić Mordechlaja by zorganizował przepis na Beef Kare, może być w ingliszu.
    Wyglada doskonale opis wskazuje, że smakować bedzie takoż.
    Proszę, proszę, proszę ....
    Proszę bardzo.

    KARE - KARE

    1kg wołowiny pokrojonej jak na gulasz

    dwa bakłażany pokrojone ok. 7 cm i wzdłuż

    jedna duża cebula pokrojona w kostkę

    1/4 kg długiej fasolki (końce obciąć) pokroić na 7 cm

    pęczek bok choy (dolny koniec obciąć)

    3 liście laurowe

    3 ząbki czosnku (rozgnieciony lub drobno posiekany)

    10 ziaren pieprzu

    4 łyżki oleju do smażenia

    sól, pieprz do smaku

    1 - 1 1/2 kostki bulionu wołowego

    2 łyżki kleistego ryżu w proszku lub pół łyżeczki mąki kukurydzianej (corn starch) lub coś podobnego do zagęszczenia

    250 ml masła orzechowego lub 250 ml prażonych orzeszków ziemnych ziemnych utłuczonych w moździerzu na pastę

    2 łyżki sproszkowanego annato - to jest tylko po to aby nadać potrawie czerwonawy kolor. Ten składnik nie wpływa na smak kare-kare. Jednak kolor nie będzie taki jak na zdjęciu. Ogólny kolor gulaszu będzie zależał od ilości użytego proszku annato. 2 łyżki proszku annato, nadaje gulaszowi czerwony kolor. Można użyć mniej proszku annato, aby był mniej czerwonawy. Lub wcale. Wszystko zależy od preferencji.

    duża łyżka pasty z krewetek lub 2 - 3 łyżki sosu rybnego. Tak na prawdę to nie polecam dodawać do potrawy bo nabiera smaku rybnego i strasznie śmierdzi. Na Filipinach dodają ale oni lubią. Można zepsuć całe danie. Dla Polaków lepiej jest albo podać na osobnym talerzyku lub całkiem to pominąć.


    Podgrzej olej. Podsmaż cebulę i dodaj czosnek. Kontynuuj smażenie, aż cebula zmięknie.
    W dużym garnku gotuj powoli pod przykrywką wołowinę, liście laurowe, sól, pieprz, bulion aż mięso będzie miękkie ok. półtorej godziny. Można dodać trochę wody w czasie gotowania, jeśli jest taka potrzeba.
    Gdy mięso jest miękkie dodaj masło orzechowe lub pastę orzechową z moździerza, smażoną cebulę i czosnek, annato, zagęszczacz (ryż lub mąkę kukurydzianą, zasmażkę). Gotuj z 10 min.
    Dopraw solą i pieprzem do smaku. Od siebie dodam, że można dodać coś własnego do smaku w/g swoich preferencji.
    Na koniec dodaj fasolkę, bok choy i bakłażan i gotuj aż fasolka zaczyna być miękka ok. 5 min.
    Nie rozgotuj warzyw!
    Podawaj z ryżem i pastą z krewetek.

  • :D :D :D

    Dziękuję pięknie wypróbuję w weekend !!!!
  • edytowano September 13
    Kolega Mordechlaj to miał solidną wycieczkę.

    __

    Ja w tym roku byłem tydzień w Okunince. 10m hotel od jeziora, koniec czerwca. Piękna pogoda.
    Poczytałem, popluskałem się. Tak sobie odpocząłem.

    Potem w sierpniu dwa tygodnie. w tym 50% remont, 50% obijanko/nastawianie wina. Niby remont, a czułem się jakbym przez dwa miesiące nie był w pracy. Totalne wypoczęcie organizmu nastapiło.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.