No dobra, to jak nakarmić świat?

edytowano November 3 w Forum ogólne
Było? Ostatnio o to pytają, bo pobudzająca wyobraźnię kwota 44 mld krąży po kieszeniach zamiast trwale i efektywnie wyrugować głód na świecie.

Łatwo znaleźć listę pobożnych życzeń typu "weźmy zróbcie eko-eko", ja jestem ciekaw, jaki byłby konkretny algorytm postępowania kogoś, kto tonie w kasie i chce z jej pomocą nakarmić świat taki, jaki teraz jest. Co kolejno robi w tym celu? Proste? Czy tylko pozornie?

Komentarz

  • Czy pytanie jest postawione poprawnie?
  • Nakarmienie świata nie jest problemem technicznym, lecz wyłącznie politycznym.

    Żarcia jest ile kto chce, od Zielonej Rewolucji nie ma żadnego problemu. Na sąsiednim forum jest kol. Rafał, który był praktykiem na kilkuset hektarach, to wie. Czytałem gdzieś oszacowanie, że przy zastosowaniu nowoczesnych technik ziemia orna Ugandy wystarczy dla wykarmienia całej Afryki.

    Natomiast zrobienie "eko-eko", jako typowe zagadnienie polityczne, spowoduje zmniejszenie wydajności nowoczesnego rolnictwa, dzięki czemu z głodu umrą na początek najbiedniejsi, tj. ci co ledwo ledwo ciągną. Dodajmy, że Zieloni nakazali wyłączenie spod uprawy 5% niemieckiej ziemi rolnej. I nie ma, że wojna, że Putin.
  • loslos
    edytowano November 3
    Jest wątek na forum o budowaniu studni w Afryce przez misjonarzy. Wątek kończy się konkluzją, że główna zasługa zakonników dla miejscowej ludności polega na tym, że z nimi są, przecie bracia Maurzyni nie są od nas głupsi, sami znakomicie umieją budować studnie. Problem ze studniami polega tylko na tym, że miejscowi kacykowie bardzo nie lubią studni poza ich kontrolą, więc jak kto jaką studnię wybuduje, to ją zasypują a budowniczych zabijają. Ale jeśli w okolicach kręcą się biali, to lepiej w zabijanie pobawić się w sąsiedniej wiosce, zabijanie białych wywołuje niepotrzebny ambaras.

    Jak pomóc człowiekowi? Najlepiej zabić jego wroga. Jak walczyć z głodem? Oczywiście zabijając tych, którzy z głodu żyją. Mało koszerna propozycja ale jedyna racjonalna.
  • los napisal(a):
    Jest wątek na forum o budowaniu studni w Afryce przez zakonników. Wątek kończy się konkluzją, że główna zasługa zakonników dla miejscowej ludności polega na tym, że z nimi są, przecie bracia Maurzyni nie są od nas głupsi, sami znakomicie umieją budować studnie. Problem ze studniami polega tylko na tym, że miejscowi kacykowie bardzo nie lubią studni poza ich kontrolą, więc jak kto jaką studnię wybuduje, to ją zasypują a budowniczych zabijają. Ale jeśli w okolicach kręcą się biali, to lepiej w zabijanie pobawić się w sąsiedniej wiosce, zabijanie białych wywołuje niepotrzebny ambaras.

    Jak pomóc człowiekowi? Najlepiej zabić jego wroga. Jak walczyć z głodem? Oczywiście zabijając tych, którzy z głodu żyją. Mało koszerna propozycja ale jedyna racjonalna.
    Kaznodzieja z Karabinem był heretykiem, ale koncepcję miał słuszną.
  • los napisal(a):
    Czy pytanie jest postawione poprawnie?
    Bo ja wiem? Jest sobie człowiek z ogromną górą hajsu. Budzi się rano i mówi sobie: wielu ludzi głoduje. Chcę temu zapobiec. Oto, co zrobię... (tu wstawić odpowiedź).
    Oczywiście zabijając tych, którzy z głodu żyją. Mało koszerna propozycja ale jedyna racjonalna.
    OK, brzmi skutecznie. Czyli przekładając na konkret: opłacić całą armię najemników i użyć w odnośny sposób. Tu bym dodał, że należy też jakoś zapobiec nawrotowi zjawiska osób żyjących z głodu.

    Czy jest potencjalną opcją zatrudniać u siebie tych, co żyją z głodu tak, by zaczęli żyć z czego innego?
  • Rydygier napisal(a):
    Czyli przekładając na konkret: opłacić całą armię najemników i użyć w odnośny sposób. Tu bym dodał, że należy też jakoś zapobiec nawrotowi zjawiska osób żyjących z głodu.
    Właśnie. Maurzynkowie mogli się już nauczyć, że najlepszy biznes jest z głodzenia swoich braci w kolorze skóry, więc zabicie kacyków spowoduje tylko pojawienie się wakatów na pożądanych posadach. Które zostaną szybko zapełnione.

    Chyba należy robić to, co już wieki temu zalecali Ojcowie Kościoła - robić to co należy na swoim podwórku i za daleko się nie pchać.
  • robić to co należy na swoim podwórku i za daleko się nie pchać.
    "Oto, co zrobię... Śniadanie!"

    Zastanawiam się jednak, czy areał podwórka nie jest proporcjonalny do możności delikwenta.
  • loslos
    edytowano November 3
    Jeśli możesz więcej, rób więcej. To w ogóle jest bardzo dobra strategia, by się starać, bo człowiek zawsze może więcej, więc jeśli codziennie poprawi się choć odrobinkę, to jakimś czasie może się to okazać bardzo dużo. Takie podejście ma nawet nazwę: formacja.
  • edytowano November 3
    miejscowi kacykowie bardzo nie lubią studni poza ich kontrolą, więc jak kto jaką studnię wybuduje, to ją zasypują a budowniczych zabijają. Ale jeśli w okolicach kręcą się biali, to lepiej w zabijanie pobawić się w sąsiedniej wiosce, zabijanie białych wywołuje niepotrzebny ambaras.
    Z tego wynikałoby, że biali żołnierze fortuny powinni stale stróżować przy każdej studni w każdej wsi.

    Nawiasem istotnie, misjonarze robią chyba najwięcej i będąc tam i ewangelizując i kształcąc... No, ale na potrzeby rozmowy pozostałbym przy kwestii kasiastego gościa z dylematem.
  • edytowano November 3
    los napisal(a):
    Rydygier napisal(a):
    Czyli przekładając na konkret: opłacić całą armię najemników i użyć w odnośny sposób. Tu bym dodał, że należy też jakoś zapobiec nawrotowi zjawiska osób żyjących z głodu.
    Właśnie. Maurzynkowie mogli się już nauczyć, że najlepszy biznes jest z głodzenia swoich braci w kolorze skóry, więc zabicie kacyków spowoduje tylko pojawienie się wakatów na pożądanych posadach. Które zostaną szybko zapełnione.

    Chyba należy robić to, co już wieki temu zalecali Ojcowie Kościoła - robić to co należy na swoim podwórku i za daleko się nie pchać.
    Swego czasu wzbogaceni potomkowie niewolników z USA, Afroamerykanie, założyli w Afryce państwo Liberia, by wkrótce potem zacząć niewolniczo uciskać tubylczych Afroafrykanów. W tym celu budowali nawet rezydencje wzorowane na...dworkach plantatorów z Południa USA.
  • loslos
    edytowano November 3
    Dlatego wydaje się, że nie jest najlepszym pomysłem naprawianie tego co jest daleko. Blisko jest dostatecznie wiele do naprawy. Nawet we mnie samym jest tego całkiem sporo.
  • edytowano November 3
    Ojej, ale po co mam się zastanawiać jak nakarmić świat ? Pytam poważnie. Bo mi w takich tematach się korwinoski czip aktywuje.
  • Rydygier napisal(a):
    na potrzeby rozmowy pozostałbym przy kwestii kasiastego gościa z dylematem.
    Kasiasty niech pójdzie do proboszcza i spyta, którzy misjonarze nayprzedniejsi, a jaki jeich nr konta. Potem ustawia stały przelew na tysiąc debilarów miesięcznie i ma problem z głowy. W razie potrzeby czynność powtórzyć.

    Co do biedy w dalekich krajach, przypomniała się mi anegdotka, jak to jeden znajomek leciał do Jemenu przez CDG, ale wiertalot się opóźnił, więc stał w terminalu, bezmyślnie patrząc się w dal.
    Wtem! Jakiś kolo go zagaduje:
    -- Heloł maj fren! Where are you going?
    -- Jemen.
    -- Jemen... Hm... Oil or poverty?
    -- Poverty.
    -- Ooo, poverty good business!
  • A mi się przypomina śp. prof. Jan Szyszko i jego ciało doradcze, w którym miałem przyjemność uczestniczyć ponad 2 dekady temu. Siedzieliśmy w jego tuczniańskiej rezydencji i debatowaliśmy nad strategią w kwestii niuansów polityki klimatycznej, które miały być rozstrzygane na kolejnym szczycie. W pewnym momencie ktoś rzucił w przestrzeń pytanie, czy lepiej aby Polska się wkręciła do towarzystwa krajów, którym będzie udzielana pomoc na jakimś tam odcinku, czy do tych, które będą pomagać. I Profesor uciął to krótko: "Oczywiście, że do tych które będą pomagać. Ten kto pomaga, zawsze lepiej na tym wychodzi!"
  • Kasiasty niech pójdzie do proboszcza i spyta, którzy misjonarze nayprzedniejsi, a jaki jeich nr konta.
    I jest to o tyle efektywne, że jak stwierdzono, to misjonarze robią najwięcej.
    po co mam się zastanawiać jak nakarmić świat
    Niezależnie od tego, że misjonarze, ciekawi mnie zadana kwestia akademicko, jako zagwozdka do rozwikłania. Oraz by usystematyzować wnioski i refluksje, gdyby ktoś zagajał w ten deseń.
    I Profesor uciął to krótko: "Oczywiście, że do tych które będą pomagać. Ten kto pomaga, zawsze lepiej na tym wychodzi!"
    :)
  • Slyszałem że w afryce rolnikom nie opłaca się produkować żywności na miejscu, bo dotowana żywność z pomocy jesy zawsze tańsza.
  • I to chyba jest najprostsza odpowiedź. Nie chcecie głodu w Afryce? Przestańcie dotować europejską żywność.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.