Czerwone wuje odcinają prawy internet od finansowania

178101213

Komentarz

  • Pani_Łyżeczka napisal(a):
    Bottega Veneta rezygnuje z merdiów społecznosciowych. Jeśli to nie akcja promocyjna tylko decyzja to mamy "stopę w drzwiach" Luxus wszak będąc elitarnym nie może być masowym, w sumie proste. Mam wrażenie poparte tylko głosem wewnętrznym, że to, plus afery polityczne to początek erozji.

    https://www.forbes.com/sites/pamdanziger/2021/01/07/bottega-veneta-cancels-its-social-media-accounts-it-may-signal-a-trend/
    Hans Müller od najlepszego Rieslinga na stronie internetowej ma tylko nr telefonu
    Stacjonarnego
  • posix napisal(a):
    Niech ludzie robią swoje małe stronki i się uczą jak zarządzać,
    I jeszcze własne wyszukiwarki...
  • Berek napisal(a):
    Gospodarka rynkowa jest oparta na tym, że przedsiębiorca, podobnie jak klient, może sobie wybrać kontrahenta.
    Czyli w sumie nie ma problemu z tym, że kobitę wywalili z samolotu za poglądy. Aha.


    Ja pierwsze słyszę, żeby przedsiębiorca miał pełną swobodę w wyborze klienta.Tzn. to pewnie zależy od kraju, kontynentu i branży, ale w Polsce dyskusja raczej toczy się wokół tego, czy można odmówić wykonania konkretnej usługi (jak w głośnej sprawie druku ulotek konkretnej treści). Wyboru typu "pana X nie obsługujemy" zabrania, o ile się nie mylę, prawo handlowe -- ?
  • Ten produkt Urbana to jednak strasznie zlasował mózgi.
  • Poza tym tu powinno wejść ustawodawstwo antymonopolowe i antytrustowe (zmowa kilku potentatów medialnych) lub dotyczące bezpieczeństwa Państwa a'la Patriot Act.

    Wyobrażacie sobie w "wolnorynkowych" Chinach zablokowanie jakiegoś konta czy kanału rządowego/partyjnego przez prywatną firmę?
  • edytowano January 13
    Nie pamiętam jak się to nazywało, ale mają w USA osobne zasady dla firm, które pośredniczą w wymianie informacji ale nie odpowiadają za ich treść. Na przykład - AT&T nie odpowiada za bomby aktywowane SMSami, bo się klasyfikuje jako taka firma, i tak dalej. Ale takie zwolnienie z odpowiedzialności wiąże się z pewnymi obowiązkami. Dla mnie to ma sens - albo w pełni odpowiadasz za informacje przechowywane przez twoją firmę, albo nie odpowiadasz, ale wtedy w pewnym sensie jesteś przedłużeniem państwa. No bo co jeśli jakiś użytkownik jakiegoś portalu zuploaduje pedoporno na serwer - przechowywanie takich treści jest nielegalne, czyli co, oberwać powinna firma, bo jest właścicielem dysku twardego?
    A więc, skoro się za te dane nie odpowiada jak za swoje, to nie powinno się też mieć władzy nad nimi takiej, jak nad swoimi rzeczami. Czyli powinno się do nich aplikować tylko prawo z kodeksów, nie z głowy CEO.
  • Pigwa napisal(a):
    posix napisal(a):
    Niech ludzie robią swoje małe stronki i się uczą jak zarządzać,
    I jeszcze własne wyszukiwarki...
    To lepsza laternatywa niż jej brak. Na dodatek w zasięgu ręki.
  • Też zawsze się dziwiłem tym co to koniecznie muszą na Pejsdzbuka.
  • edytowano January 13
    polmisiek napisal(a):
    Nie pamiętam jak się to nazywało, ale mają w USA osobne zasady dla firm, które pośredniczą w wymianie informacji ale nie odpowiadają za ich treść. Na przykład - AT&T nie odpowiada za bomby aktywowane SMSami, bo się klasyfikuje jako taka firma, i tak dalej. Ale takie zwolnienie z odpowiedzialności wiąże się z pewnymi obowiązkami. Dla mnie to ma sens - albo w pełni odpowiadasz za informacje przechowywane przez twoją firmę, albo nie odpowiadasz, ale wtedy w pewnym sensie jesteś przedłużeniem państwa. No bo co jeśli jakiś użytkownik jakiegoś portalu zuploaduje pedoporno na serwer - przechowywanie takich treści jest nielegalne, czyli co, oberwać powinna firma, bo jest właścicielem dysku twardego?
    Paragraf 230 ustawy Communications Decency Act. To jest kluczowe uregulowanie. Zniesienie go w całości sprawi, że z dnia na dzień znikną małe amerykańskie serwisy społecznościowe, które nie będą w stanie ponieść monstrualnych kosztów moderacji wszystkich zewnętrznych treści zamieszczonych na ich stronach.
  • Pigwa napisal(a):
    Berek napisal(a):
    Gospodarka rynkowa jest oparta na tym, że przedsiębiorca, podobnie jak klient, może sobie wybrać kontrahenta.
    Czyli w sumie nie ma problemu z tym, że kobitę wywalili z samolotu za poglądy. Aha.


    Ja pierwsze słyszę, żeby przedsiębiorca miał pełną swobodę w wyborze klienta.Tzn. to pewnie zależy od kraju, kontynentu i branży, ale w Polsce dyskusja raczej toczy się wokół tego, czy można odmówić wykonania konkretnej usługi (jak w głośnej sprawie druku ulotek konkretnej treści). Wyboru typu "pana X nie obsługujemy" zabrania, o ile się nie mylę, prawo handlowe -- ?
    Nie zabrania. Nawet ten słynny artykuł z kodeksu wykroczeń - oceniony i przez rząd, i przez TK, i na tut. forum jako anachronizm z PRL - mówił jedynie o wykonaniu usługi "do której się jest zobowiązanym" - a nie o tym, że jest się zobowiązanym do wszystkiego na rzecz każdego.

    Weźmy taki przykład - chcesz sobie zrobić parkiet, dzwonisz do remonciarza. On przyjeżdża, patrzy i mówi "zbyt krzywa wylewka, nie podejmujemy się". I nie, nie ma żadnego przepisu, który nakazuje zrobieni ci parkietu, po prostu. Tak samo możesz nie wpuszczać 13-latków na filmy von Triera albo powiesić przed knajpą informację, że nie obsługujesz ludzi top-less (zwłaszcza częste w miejscach, gdzie jeżdżą Niemcy).

    Z tym samolotem to trochę bardziej skomplikowane oczywiście, bo raz są szczegółowe regulacje dot. lotnictwa, a dwa jak rozumiem tę anegdotkę (bo nie ma linku i ciężko powiedzieć dokładnie jak to wyglądało), miała już kupiony bilet.
  • (co najmniej od pewnego rządu wielkości)
    _____________________

    No i ok, nawet nie na zasadzie "zmusiłem do napisania" ;), ale nikt nie napisał dotąd wprost i wreszcie padło. Więc istotnie rebelyę.pl banującą Rozuma i twittera banującego Trumpa różni zasięg i wielkość. Rozum mógł sobie iść w szereg miejsc dobrze wiedząc zresztą, że zostanie przeczytany i to w czasie liczonym w minutach od bana. A Trump nie miał gdzie pójść.

    Więc problem jest tu m. zd. nie tyle w rodzaju usługi, co w swego rodzaju bezalternatywności i monopolu, jeśli już chcemy taką usługę. Tyle że tu ta bezalternatywność, w tym konkretnym przypadku jest zasługą także Trumpa.
  • Wyobrażacie sobie w "wolnorynkowych" Chinach zablokowanie jakiegoś konta czy kanału rządowego/partyjnego przez prywatną firmę?
    ____________________________

    A co Chiny mają wspólnego z wolnym rynkiem?
  • Niezbyt trafne te przykłady. Przykład z parkietem to odmowa konkretnej usługi. Dla każdego jest jasne, że firma może odmówić usługi, bo ma napięty grafik albo specjalizuje się w babeczkach z kremem maślanym, a klient chce tort angielski w kształcie smoka -- czyli z powodu właściwości usługi, a nie klienta.

    Wprowadzenie kategorii wiekowej czy wymagań dotyczących stroju dotyczą całej kategorii klientów.

    Ja natomiast myślę o wywieszeniu kartki, że pani Pigwy nie obsługujemy -- nieważne, co i w jakich okolicznościach chce zamówić lub kupić. Otóż nie wydaje mi się, aby taka swoboda wyboru klienta była dozwolona, ale oczywiście świat idzie do przodu, więc mogę się mylić.
  • Weźmy taki przykład - chcesz sobie zrobić parkiet, dzwonisz do remonciarza. On przyjeżdża, patrzy i mówi "zbyt krzywa wylewka, nie podejmujemy się". I nie, nie ma żadnego przepisu, który nakazuje zrobieni ci parkietu, po prostu. Tak samo możesz nie wpuszczać 13-latków na filmy von Triera albo powiesić przed knajpą informację, że nie obsługujesz ludzi top-less (zwłaszcza częste w miejscach, gdzie jeżdżą Niemcy).
    O.K., parkieciarz przyjeżdża, patrzy wokół i mówi "masz pan na stole wSieci, jesteś pan prawicowiec cuchnący a obrzydły, nie robię, nie podejmuję się, sczeźnij, pisiorze". Niby... ma prawo (hę?) - ale cosik tu jakby jest nie tak...
  • edytowano January 13
    rozum.von.keikobad napisal(a):
    Wyobrażacie sobie w "wolnorynkowych" Chinach zablokowanie jakiegoś konta czy kanału rządowego/partyjnego przez prywatną firmę?
    ____________________________

    A co Chiny mają wspólnego z wolnym rynkiem?
    Oczywiście - nic, dlatego napisałem w cudzysłowie, ale wielu "kuców" atakowało USA za banowanie chińskiego, kontrolowanego przez rząd czebolu Huawei, co miało być rzekomym uderzeniem w..wolny rynek
  • Też zawsze się dziwiłem tym co to koniecznie muszą na Pejsdzbuka.
    Należę do ekskluzywnego klubu nieposiadaczy konta na fcb, ale mogę dać przykład, drobny niby, ale utrudniający trochę życie. Czas jakiś temu tak się porobiło, że ludzie uczestniczący w psich zawodach (jednej z dość kluczowych dyscyplin) musieli, bezalternatywnie, korzystać z tego g...ucia żeby w ogóle móc się zapisać na zawody.
    Nie wchodząc w szczegóły (których, jako ów wyniosły nieposiadacz, nawet do końca nie znam) był tam jakiś taki dynks że o określonej porze na fcb, na grupie otwierały się zapisy i kto pierwszy, ten lepszy. Oczywiście utrudniało to życie takim jak ja skamielinom, bo nawet zakładając że się prosiło znajomego który takowe konto tam posiadał, zazwyczaj kończyło się tak że dzięki temu głuchemu telefonowi człek nie nadążał i tylko dowiadywał się, że lista zgłoszeń już zamknięta.

    Najgorsze że poza paroma wyjątkami (traktowanymi jako skrajni dziwacy i w ogóle) nikt nie protestował bo wszyscy te cholerne konta posiadali i je intensywnie użytkowali. B-)
  • Berek napisal(a):
    Weźmy taki przykład - chcesz sobie zrobić parkiet, dzwonisz do remonciarza. On przyjeżdża, patrzy i mówi "zbyt krzywa wylewka, nie podejmujemy się". I nie, nie ma żadnego przepisu, który nakazuje zrobieni ci parkietu, po prostu. Tak samo możesz nie wpuszczać 13-latków na filmy von Triera albo powiesić przed knajpą informację, że nie obsługujesz ludzi top-less (zwłaszcza częste w miejscach, gdzie jeżdżą Niemcy).
    O.K., parkieciarz przyjeżdża, patrzy wokół i mówi "masz pan na stole wSieci, jesteś pan prawicowiec cuchnący a obrzydły, nie robię, nie podejmuję się, sczeźnij, pisiorze". Niby... ma prawo (hę?) - ale cosik tu jakby jest nie tak...
    Jeżeli cię zwyzywa, to możesz go pozwać o zwyzywanie.
    O zrobienie usługi - niby jak, będzie stał policjant i patrzył, czy koleś równo klei parkiet?

    A zresztą... akty prawne wiszą w sieci przecież, pokażcie konkretny przepis, że parkieciarz ma obowiązek zawarcia umowy z każdym.
  • Aha :)
  • Jakiś czas temu mieliśmy tu dyskusję o tym, czy biznes nie powinien aby być przezroczysty.
  • @Berek, ja mam konto, ale nie korzystam, bo mnie nie zachwyciło. Ale dla mnie to co najwyżej rozrywka, a dla polityków to narzędzie pracy, podobnie jak media papierowe, telewizja, radio. Albo telefon.

    W sumie: czy coś stoi na przeszkodzie, żeby firmy telekomunikacyjne zdecydowały się nie przedłużać umów np. z posłami PiS? Niech korzystają z gońców, patałachy.

    No teraz może coś stoi na przeszkodzie, bo PiS ma jeszcze trochę władzy -- tak jak i społecznościówki banują Trumpa dopiero kiedy odchodzi. Ale w przyszłości?
  • Podstaw katolików, cyklistów, morsów, Niemców, Ruskich, żydów
  • christoph napisal(a):
    Podstaw katolików, cyklistów, morsów, Niemców, Ruskich, żydów
    W celu retorycznym chwilowo założyłam, że panuje pełna swoboda wyboru klienta.
  • Ostatnio kupowałam psa i peem tak srogi casting przechodziłam. Ludzie bez doświadczenia z rasą nie mieli szans u pana hodowcy.
  • Pigwa napisal(a):
    W sumie: czy coś stoi na przeszkodzie, żeby firmy telekomunikacyjne zdecydowały się nie przedłużać umów np. z posłami PiS? Niech korzystają z gońców, patałachy.
    Właśnie o to tu chodzi.
  • Zaraz się dowiemy, że pfff..., no to co, swoboda wyboru klienta. :)
    Ostatnio kupowałam psa i peem tak srogi casting przechodziłam. Ludzie bez doświadczenia z rasą nie mieli szans u pana hodowcy.
    Niech zgadnę: cane corso? Oni są sławni z tego... ;)
  • Nie, whippet (!!!).

  • Aaa, no tak, oni też trochę szaleją. I jeszcze ci od zupełnych egzotyków typu terier brazylijski. :)

    Whippety O.K.
  • Nie wiem w sumie czy chodziło o kłusolstwo, rozmnażacwo czy sezon mikołajkowy.

    Na wstepie kopia metryki, pozwolenie na posiadane psy.

    Nie powiem zależało mi na minimalnym inbreedzie i ciemnych pazurach i mieszkaniowej hodowli wiec zgrzytałam zębami ze złości, okazywałam i tłumaczyłam się do czego mi pies(!!!).

    A pan mógł w każdej chwili powiedzieć nie, nie sprzedam pani szczeniaczka.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    A wczoraj czytam, że jedną panią wyrzucili z samolotu, bo twierdziła że Trump OK.
    Że Trump ok, że maseczki nie ok i ona nie będzie lecieć w maseczce - o tym też wspomniała? ;)

  • Berek napisal(a):
    Też zawsze się dziwiłem tym co to koniecznie muszą na Pejsdzbuka.
    Należę do ekskluzywnego klubu nieposiadaczy konta na fcb
    Zawsze dziwili mnie ludzie, ktorzy zakladali w takich miejscach konto i podawali wszystkie informacje wlacznie ze zdjeciami z zycia rodzinnego. Pare lat temu przyszlo opamietanie, i takie informacje co niektorzy pokasowali. Ale samo zjawisko pokazuje, jak ludzie chetnie daja sobą manipulowac i podazaja za modami.
    Gdyby jakis researcher szukal mnie na takich portalach nic by nie znalazl. Mam tam konta, owszem, ale fałszywe do epizodycznych badań wlasnych :))

  • państwo powinno regulować Leberyę i Frondzię
  • żal mi straconych wpisów
  • edytowano January 14
    peterman napisal(a):
    polmisiek napisal(a):
    Nie pamiętam jak się to nazywało, ale mają w USA osobne zasady dla firm, które pośredniczą w wymianie informacji ale nie odpowiadają za ich treść. Na przykład - AT&T nie odpowiada za bomby aktywowane SMSami, bo się klasyfikuje jako taka firma, i tak dalej. Ale takie zwolnienie z odpowiedzialności wiąże się z pewnymi obowiązkami. Dla mnie to ma sens - albo w pełni odpowiadasz za informacje przechowywane przez twoją firmę, albo nie odpowiadasz, ale wtedy w pewnym sensie jesteś przedłużeniem państwa. No bo co jeśli jakiś użytkownik jakiegoś portalu zuploaduje pedoporno na serwer - przechowywanie takich treści jest nielegalne, czyli co, oberwać powinna firma, bo jest właścicielem dysku twardego?
    Paragraf 230 ustawy Communications Decency Act. To jest kluczowe uregulowanie. Zniesienie go w całości sprawi, że z dnia na dzień znikną małe amerykańskie serwisy społecznościowe, które nie będą w stanie ponieść monstrualnych kosztów moderacji wszystkich zewnętrznych treści zamieszczonych na ich stronach.
    A nasze fforum, excathedra.pl leży (fizycznie, dane na dyskach) w USA.
  • Dobrze że mało nas, hihi.
  • W sumie: czy coś stoi na przeszkodzie, żeby firmy telekomunikacyjne zdecydowały się nie przedłużać umów np. z posłami PiS? Niech korzystają z gońców, patałachy.
    ____________________

    Tak, prawo telekomunikacyjne. Tzn. co do zasady jakaś telefonia może nie przedłużać, ale prawo (unijne i za nim polskie) nakazuje wyznaczyć podmiot, który ma zawrzeć z każdym. W Polsce takim podmiotem jest aktualnie TP SA. To jest właśnie usługa powszechna i to ta w najwęższym rozumieniu. Dostęp do jakiejś platformy wpisów o długości sms-a nie jest i to nawet w najszerszym rozumieniu.
  • TP S.A.
    ?
  • edytowano January 14
    rozum.von.keikobad napisal(a):

    Dostęp do jakiejś platformy wpisów o długości sms-a nie jest i to nawet w najszerszym rozumieniu.
    No i o tym jest dyskusja. Polityk bez dostępu do sieci społecznościowych jak najbardziej może dziś funkcjonować, ale na takiej zasadzie jak człowiek posługujący się gołębiami pocztowymi, gdy jego konkurencja ma już telefon.
  • edytowano January 14
    Telefon a gołąb pocztowy to przepaść techniczna.
    Twitter a własna strona internetowa to żadna przepaść techniczna.

    Nawiasem mówiąc, Jarosław Kaczyński nie ma konta na twitterze ani pewnie gdzie indziej. W czasach powszechnej dostępności internetu radzi sobie w polityce dużo lepiej niż w czasach przed taką dostępnością, czyli w Polsce powiedzmy w latach 90.

    I jeszcze co do zasięgu - nie jest raczej tak, że to dzięki twitterowi Trump miał zasięg. Ludzie czytali jego konto, bo było Trumpa. Gościa, który był znany na całym świecie zanim jeszcze ze 3 razy zmienił partię i zanim powstały wszystkie te serwisy społecznościowe. To już bardziej twitter miał odsłony dzięki Trumpowi. le cóż, na własne życzenie (Trumpa, nie twittera).
    Jak ktoś z nas założy konto na twitterze, to nie będzie miał tylu odsłon.
    Stronę internetową Trumpa też by czytali. Też by miał odsłony, żaden problem, no tylko trzeba wcześniej nie przyzwyczajać do prywatnego konta na twitterze jako głównego kanału komunikacji.
  • W Polsce takim podmiotem jest aktualnie TP SA.
    Znaczy się Orange?
  • Platforma oprócz konta daje też jakaś ochronę. Jeżeli nawet ktoś w tej chwili powiesi na swoim serwerze stronę Trumpa to natychmiast zostanie ona zaatakowana co może wywalić mu cały biznes.
  • edytowano January 14
    Jarosław Kaczyński nie ma konta w serwisach społecznościowych, ale mają inni politycy z jego otoczenia. Ja wiem, że można długo wywodzić, jak bardzo społecznościówki są nieistotne i jak nie trzeba z nich korzystać, ale póki co miliony ludzi korzystają. Skasowanie tak dużego kanału komunikacji to dla polityka coś w rodzaju skazania na banicję (nie tylko dla polityka, dla wielu przedsiębiorców też).
  • Przemko napisal(a):
    Platforma oprócz konta daje też jakaś ochronę. Jeżeli nawet ktoś w tej chwili powiesi na swoim serwerze stronę Trumpa to natychmiast zostanie ona zaatakowana co może wywalić mu cały biznes.
    No to właśnie widać jaką daje, hłe hłe.
  • @Pigwa,

    Dobrze, czy ktoś zmusza do korzystania z tzw. mediów społecznościowych? Nie. W ogóle do prowadzenia biznesu czy czegokolwiek jest to mocno niepraktyczne, o wiele wygodniejsze, zwłaszcza dla klienta, jest posiadanie własnej strony internetowej, gdzie można łatwo znaleźć potrzebne informacje, a nie przebijać się przez archiwalne posty.
    Ale jeśli ktoś swój główny kanał informacyjny robi sobie prywatną platformę innej firmy, to musi się liczyć z tym, że to inna prywatna firma może go wyłączyć.
    O ilu firmach, z których usług faktycznie korzystacie, wiecie z ich konta na twitterze / facebooku?

    Wróćmy do Polski. Ilu ludzi czyta jakieś konta twitterowe?
    Morawiecki - 350 tys.
    Budka - 170 tys.
    Hołownia - 150 tys.
    A jakoś znacznie więcej ludzi wie, że tacy istnieją i co chcą przekazać.

    Natomiast istotnie problem leży tu, że miliony ludzi uzależniło się od mediów społecznościowych, w różnych wymiarach, zarówno technicznym, organizacyjnym, jak i takim klasycznie rozumianym, psychicznym. Tego jakiś nadzór nie rozwiąże, zwłaszcza że powiedzmy sobie szczerze, jak się nie spodoba prawo stanu Kalifornia, to można odpalić taki sam serwis gdzieś indziej, gdzie już prawo się spodoba. Jeśli miliony ludzi będzie z niego korzystać, problem będzie ten sam.
  • O ilu firmach, z których usług faktycznie korzystacie, wiecie z ich konta na twitterze / facebooku?
    Chorobcia, jak tak się zastanawiam, to niestety: o bardzo wielu. I to nawet nie mając konta na tym cholernym fcb.
  • Serio?
    Bo ja chyba o żadnej. Mając konto na facebooku.

    Można prosić o kilka przykładów?

    Jeszcze uściślając jakie jest kryterium: (1) korzystasz z usług / towarów danej firmy, (2) dowiedziałeś się o jej istnieniu z facebooka / twittera.
  • Argument, że nikt nie zmusza do czegokolwiek, trudno uznać za rzeczowy. Podobnie jak argumentację anegdotyczną: o ilu firmach, z których usług faktycznie korzystacie, wiecie z ich konta na twitterze / facebooku? Indywidualna odpowiedź nie przyniesie żadnego wyobrażenia o rzeczywistości.

    A ilu ludzi czyta jakieś konta twitterowe?
    Morawiecki - 350 tys.

    Skąd to wiadomo? To nie przypadkiem tylko liczba tzw. obserwujących? Zapewne da się oszacować realny zasięg dotarcia poszczególnych kont, ale raczej nie w ten sposób.

    Wielu ludzi uzależniło się w różnych wymiarach (zarówno technicznym, organizacyjnym, jak i psychicznym) także od telefonii, telewizji, radia, prasy papierowej. Wszystkie te kanały są w prawodawstwie potraktowane zgoła inaczej niż, dajmy na to, przywoływany wcześniej tapicer.

    Ale OK, przyjęłam do wiadomości, że wg kolegi media, zwłaszcza społecznościowe, to coś w rodzaju hobby i jako takie mają pomijalny wpływ na rzeczywistość. Nie muszę dodawać, że radykalnie się z tym nie zgadzam.

  • Wszystkie te kanały są w prawodawstwie potraktowane zgoła inaczej niż, dajmy na to, przywoływany wcześniej tapicer.
    ______________________

    Tak, ale nie w ten sposób, że wymagają od radia / telewizji / prasy papierowej zapewnienia równego dostępu dla każdego polityka czy przedsiębiorcy.
    Nie ma przepisu, który zmusza RM do zapraszania posłów KO ani Radia Nowy Świat do udostępnienia czasu antenowego PiSowi. To ostatnie chyba i tak działa w necie, czyli poza regulacjami.

    I jeszcze raz: ja nie twierdzę, że media społecznościowe mają pomijalny wpływ na rzeczywistość. Tylko że: ten wpływ zależy tylko i wyłącznie od bezmyślnego ich używania przez liczne grono. I Donald Trump notorycznie używając twittera jako głównego źródła komunikacji ten wpływ zwiększył, a nie zmniejszył.
  • Sposób funkcjonowania platform społecznościowych bardziej przypomina dawne gazety z ogłoszeniami (które oczywiście też moderowały zamieszczane treści itp.). Gdyby wszystkie duże podmioty tego typu postanowiłyby, że nie zamieszczają ogłoszeń pana X z firmy XYZ -- tak jak wszystkie duże serwisy społecznościowe skasowały konta Trumpa -- to spokojnie można by mówić o wykluczeniu.

    Mimo istnienia innych kanałów komunikacji, np. ulotek.

    Stwierdzenie, że wpływ mediów na ludzi wynika z bezmyślności tychże (z czym się zresztą zgadzam) niewiele wnosi, bo polityka funkcjonuje w rzeczywistości zastanej.
  • Rozumie - firmy oferujące towary z dość wąskiej dziedziny, nazwijmy to, hobbystycznej.

    Ale tak prawdę mówiąc, jak się nad tym wszystkim zastanawiam... to niezupełnie jest tak, że zasięg np. takiego twittera możemy mierzyć tylko liczbą obserwujących dane konto. To już w tej chwili tak nie działa.

    Kiedyś ubolewaliśmy nad upadkiem dziennikarstwa (jako rzemiosła, a może nawet jako sztuki? ;) ) i muszę powiedzieć że znając trochę to środowisko zauważam od jakiegoś czasu iż ich research opiera się głównie o media społecznościowe (zgroza, zgroza!). Poza, oczywiście, telefonami do zaprzyjaźnionych wiewiórek, ale to raczej w następnej kolejności - jak ktoś jest bardzo pracowity, to potwierdza w ten sposób to, co na twitterze wyczytał. :D
  • Tak, i dochodzi do takich patologii, że serwisy informacyjne podają czyjeś wpisy jako news. Ale to na marginesie.

    W sumie to rozważania, czy jest sens prowadzić politykę / biznes / co tam jeszcze na platformach społecznościowych są bezcelowe. Trump ocenił, że warto, i podobno częściowo dlatego wygrał poprzednie wybory.

    No, można uznać, że krzywda mu się nie stała, a bana dostał na odchodne :)
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.