Klimatyzacja

Funkcjonuję dzięki urządzeniu firmy Daiken, które czujnie zainstalowałam kilka lat temu. W prywatnych domach wtedy była to rzadkość.
To cud techniki - gdy gorąco chłodzi, gdy zimno podgrzewa, w miarę cichy. Jestem bardzo zadowolona i nie zamierzam go wymieniać. Nie umiem go oszacować w kategoriach energooszczędności.
A obecnie?
Obecnie potrzebny nam jest w domu drugi - na parterze. Ten mój "mieszka" na piętrze i na cały dom oczywiście nie był przewidziany.
Już usłyszałam, że Daiken be.
Że inne (jakie?!) są lepsze, nowocześniejsze, cichsze, etc.
Firm się namnożyło, każda "swój ogonek chwali" i upłynnia zapasy, na które obecnie popyt niemożebny;)
Mnie akurat na czasie nie zależy. Tylko na dobrym sprzęcie.

Pszyjaciółko pomusz!!!

Ps. Pokój ma ok. 21m2. Plus przedpokój, schody, kuchnia...
«1

Komentarz

  • Mam haiera. Z 5-cio letnia gwarancją. Juz zdazyl sie popsuc.
  • Ja się chyba raczej przeprowadzę gdzie na północ Norwegii.
  • Klimatyzacja to samo zło i przekleństwo ...Tak twierdzi nowa religia EKO.
  • Daikin to znakomita japońska marka. Bardzo dużo zależy od monterów, a później od corocznych przeglądów. Z partaczami i bez serwisu okresowego nawet najlepsze zdechnie.
  • Najlepiej poczekać aż Matka Kurka będzie sam sobie klimę zakładał - i skorzystać z jego doświadczeń ;)
  • To jest pytanie wprost do Jorgego. On wie, a nie się domyśla albo coś tam.
  • No wuaśnie
  • randolph napisal(a):
    Daikin to znakomita japońska marka. Bardzo dużo zależy od monterów, a później od corocznych przeglądów. Z partaczami i bez serwisu okresowego nawet najlepsze zdechnie.
    Dzięki randolph.
    Druga część Twojej wypowiedzi - oczywistość. Robię przeglądy.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    To jest pytanie wprost do Jorgego. On wie, a nie się domyśla albo coś tam.
    Zobaczymy, czy się odezwie.
  • Hej, jak się sprawdza, czy firma (a końkretnie spółka cywilna KLIMEDO) jest godna zaufania? Są jakoweś ogólne wskazówki? Skoro nie ma żadnego dojścia do jakiejś osoby uprzednio korzystającej, która by mogła cuś powiedzieć.
  • Znaczy, że Jorge nas opuścił ;_;
  • edytowano July 6
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Znaczy, że Jorge nas opuścił ;_;
    Dziś był na forumku.
    Mógł nie zauważyć wątka. Więc podbijam.
  • Jednak Daikin i ta sama firma, która instalowała mi poprzednią. To info na zamknięcie.
  • Proszę podać koszty?
    Całości, z montażem, plus ewentualne obsługi (roczne).
  • Podbijam bo także mnie ten temacik interesuje.
  • Midea, 5,5 kW chłodu, dla firmy od "stałego współpracownika", montaż na kontenerze "biurowym", więc bardzo łatwy, klima z montażem i wszystkimi kosztami 3800+VAT. Za 3,5kW chciał 3200.
  • marniok napisal(a):
    Proszę podać koszty?
    Całości, z montażem, plus ewentualne obsługi (roczne).
    Jeszcze nie znam - będzie zakładana w sierpniu.
    Jeśli producent nie podniesie ceny (nie sądzę, bo mnie się nie spieszy, a to jednak będzie raczej po najgorętszym okresie), to koszt całości przewiduję 3500-3800. Się zobaczy - wtedy napiszę. W tym będzie konserwacja starego urządzenia, więc nie można tego tak dosłownie liczyć. Samodzielnie koszt konserwacji to 250 zł.

    Natomiast nie jestem w stanie i nie będę mogła podać Ci kosztów rocznej eksploatacji. Poza konserwacją. Na opłaty za elektryczność tyle składników się sumuje, że mowy nie ma, żebym zauważyła jeden. I po mojemu - są niewielkie. Przecież włączam tę klimatyzację tylko od czasu do czasu. Nawet nie wiem, czy w sumie przez miesiąc chodziła...
  • edytowano July 12
    Panasonic. Obecnie biorąc pod uwagę cena/jakość moim zdaniem nr 1. Byłem półtora miesiąca temu w Japonii w ich fabrykach, to jest madafaka prawie hendmejd ! Autentycznie, linie produkcyjne są archaiczne i pełne ludzi, sprzęt wychodzi bezawaryjny. Daikin, Samsung, Panasonic, my montujemy głownie to, splity, ale też duże systemy VRF, gdzie jest kilkaset wewnętrznych. Panasonic jeżeli chodzi o ilość usterek wypada najlepiej.

    Bardzo ładny i dużą ilością bajerów jest Samsung. Te ich virus dokotory, oczyszczanie powietrza, jonizatory autentycznie działają, mają jeszcze dość ciekawe rozwiązanie WindFree, chłodzi bez włączonego nawiewu, ale to tylko w określonych sytuacjach.

    Daikin ? Oczywiście, ale z wyjątkiem najtańszych modeli, ktoś uznał, że Daikin jest za drogi i postanowili rzucić na rynek parę modeli maksymalnie uproszczonych, łupanych gdzieś w Chinach, tyle że ich już chyba na rynku nie ma.

    Bardzo ważne jest kto montuje i czy będzie dał radę naprawić, jakby co. Ale teraz bym już klimy nie montował. Poczekaj do jesieni/zimy, ostatni miesiąc to było wariactwo, rynek wyssał urządzenia z Polski, ceny poszły do góry, firmy będą realizowały zlecenia do końca sierpnia.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Znaczy, że Jorge nas opuścił ;_;
    Nie opuścił. Rewolucja, którą sam wywołałem, mnie zjada. Nie ogarniam realu, jakiś amok kurde.
  • krzychol66 napisal(a):
    Midea, 5,5 kW chłodu, dla firmy od "stałego współpracownika", montaż na kontenerze "biurowym", więc bardzo łatwy, klima z montażem i wszystkimi kosztami 3800+VAT. Za 3,5kW chciał 3200.
    Wśród Chińczyków liczy się Midea i Gree. Problem z Mideą jest taki, że importerem w Polsce są największe kurwy i lawiranci w Polsce. Nie wierz w żadne słowo w katalogu. Urządzenia w sumie OK. Haier ? Coś nie może się u nas przebić, mamy 4 podejście, z kolejnym dystrybutorem.
  • Maria napisal(a):
    Jednak Daikin i ta sama firma, która instalowała mi poprzednią. To info na zamknięcie.
    A kto ci będzie instalował ?
  • Oooo! Dzięki.
    W Warszawie też montujesz? I w takich malutkich prywatnych też? Bo to, o czym piszesz, to raczej całe zamknięte systemy są. Te z oczyszczaniem powietrza.
    Ten mój Daikin tego nie robi.
    Do tego mam Klartę :)

    No i ja właśnie już nie chcę się spieszyć, chociaż sierpień też potrafi być gorący.
    Natomiast trochę mnie zaskoczyłeś tymi "chińskimi" Daikinami, bo nie wiem, czy dam radę to sprawdzić:(
    Firma sprawdzona - Klimar (nie mylić z Klimar-Plus), działająca od 96r, zakładali mi poprzedni - bez zarzutu.
  • Klimar to jeden, ze starszych Daikinowców w Polsce. Znam ich, dobra firma.

    Splity montujemy, jak najbardziej. Mogę zrobić biurowiec 30 piętrowy, ale też i klimę w jednym pokoju, klient detaliczny jest bardzo ważny (i opłacalny). Tyle, że już nie jeżdżę po Warszawach. Dobra Zmiana mi rynek podlaski rozbuchała. Kiedyś po pół roku w Warszawie siedzieliśmy.

  • Super. Uspokoiłeś mnie. Dzięki.
    To czekam na nową dostawę i jesienią montuję Daikina. A pana zapytam o tę chińszczyznę. Ale z tego, co mówił on i co Ty potwierdziłeś, to on na pewno żadnego szajsu nie wciśnie. Jeszcze raz dziękuję.
  • Luz, tych kontenerowych urządzeń paradaikinowych już raczej na bank nie ma w sprzedaży w Polsce. Ja po prostu kiedyś się naciąłem (Daikin też) i trochę przewrażliwiony jestem. Te tańsze modele obecnie dostępne to już normalne urządzenia.
  • Całość kosztów to ok 3800zł a w tym pokój 21m^2 oraz przedpokój, kuchnia i schody, tak?
    A jak z rozprowadzaniem nawiewu/chłodu?
    Są jakieś dodatkowe punkty nawiewu (poza główną jednostką - ona jest w pokoju, tak?) w innych pomieszczeniach (kuchnia, przedpokój)?
    Czy wszystko ogarnia jedna główna jednostka a chłód rozchodzi się po całym mieszkaniu grawitacyjne?
  • marniok napisal(a):
    Całość kosztów to ok 3800zł a w tym pokój 21m^2 oraz przedpokój, kuchnia i schody, tak?
    A jak z rozprowadzaniem nawiewu/chłodu?
    Są jakieś dodatkowe punkty nawiewu (poza główną jednostką - ona jest w pokoju, tak?) w innych pomieszczeniach (kuchnia, przedpokój)?
    Czy wszystko ogarnia jedna główna jednostka a chłód rozchodzi się po całym mieszkaniu grawitacyjne?
    Tak.
    Bez dodatkowych punktów nawiewu.
    Urządzenie ma sterowniki, którymi możesz regulować kierunki (i moc) nawiewu. Tzn. z jednego urządzenia w dwie strony. Zatem to kwestia usytuowania klimatyzatora w pokoju.
    Prawdę powiedziawszy, nawet ten jeden na górze nieźle schładza cały dom, bo jak wiadomo, zimne powietrze spływa na dół. Problemem są dwa pokoje na piętrze - tam jest duchota i gorąc. Ale nie będziemy montować w każdej dziupli klimy - aż takich wymagań i potrzeb nie mamy :D
    Dwa, po jednym na piętrze i chwacit.

    Jeśli zakładasz poza sezonem, to całkowity koszt jest zdecydowanie niższy. I ja też liczę na niższy od tej podanej kwoty 3800 kwoty.
    No i te urządzenia mają również przyjemną funkcję grzania - warto o tym wiedzieć. Rzadko, ale jednak korzystałam, bo praca przy biurku, a taką się wykonuję, w zimnicy = koszmar.
  • JORGE napisal(a):
    Klimar to jeden, ze starszych Daikinowców w Polsce. Znam ich, dobra firma.

    Splity montujemy, jak najbardziej. Mogę zrobić biurowiec 30 piętrowy, ale też i klimę w jednym pokoju, klient detaliczny jest bardzo ważny (i opłacalny). Tyle, że już nie jeżdżę po Warszawach. Dobra Zmiana mi rynek podlaski rozbuchała. Kiedyś po pół roku w Warszawie siedzieliśmy.

    A fabryki - przemysł robisz? Duże instalacje chłodzące, duże objętości i masy do schładzania, dobór efektywnego "cooling mix" również w kontekście poboru mocy i oczywiście kosztu. Pytam serio bo to w mojej branży sprawa kluczowa. Jeśli tak to proszę o kontakt na priv.
  • edytowano July 16
    Swój do swego po swoje!

    Szykuje mi się srogi kontrakt w Kenii, byłby Kolega zainteresowany? Też się serio pytam, choć na razie trudno pedzieć, co się z tego wykluje, ale jeśli już ruszy, to ktoś od klimy będzie na zicher potrzebny.
  • Dziękując wszystkim za udział w dyskusji,
    szczególnie serdecznie dziękuję Koledze Fachowcowi, czyli Jorge.
    Zgodnie z zaleceniem odczekałam i się opłaciło.
    Melduję - nowiutki, oryginalny Daikin właśnie został przez super miłego pana z Klimara zamontowany. Po baaardzo atrakcyjnej cenie, rzecz jasna :D
    Bardzom zadowolona - spokojnie oczekuję upałów.
    Lub mrozów, bo to cudo również grzeje.
    Uff...
    Jedna z wielu spraw z głowy.
    Jeśli kto z W-wy kce kontakt i polecanko, służę namiarem.
  • :D dobra wiadomość z rana to jest to! :D
  • edytowano November 8
    Jorge, a Mitsubishi? Bo taki mam, ale bardzo mało używałem póki co.

    A ludzie którzy u nas w biurze instalowali zachwalali Gree, że tanie a różnice ciężko zauważyć. Póki co już 3-4 lata chodzą 4 jednostki (i chyba 1 zewn. na dachu) i bez usterek.
  • Odnośnie kolegów proponujący współpracę, bo dopiero zobaczyłem te wpisy. Zrobiłem gigantyczną (jak na skalę mojej działalności) rozpierduchę w firmach, której mogę nie przeżyć. Nie było wyjścia, firmy usługowe w Polsce, albo dokonają radykalnej zmiany i wejdą szczebel wyżej, albo poznikają z rynku procesie dramatycznie bolesnej i długiej agonii. W każdym razie nie jest to teraz dobry okres dla mnie na nawiązywanie współpracy.

    Taka ciekawostka. Nauczyliśmy się, my prowincjonalni biznesmeni (i chodzi mi o całą Polskę, naprawdę jeżeli chodzi o świadomość to jesteśmy peryferiami świata) radzić sobie z kryzysem. Ale nikt nie nauczył się, ani nie wyszkolił jak sobie radzić w okresie prosperity. W wielu aspektach jest to trudniejsze niż kiedy rynek jest słaby. Dzisiejsze problemy firm budowlanych właśnie obnażyła dobra koniunktura. Życie na petardzie i wiecznym gaszeniu pożarów w kryzysie dobrze wychodzi. Tylko wtedy ...
  • polmisiek napisal(a):
    Jorge, a Mitsubishi? Bo taki mam, ale bardzo mało używałem póki co.

    A ludzie którzy u nas w biurze instalowali zachwalali Gree, że tanie a różnice ciężko zauważyć. Póki co już 3-4 lata chodzą 4 jednostki (i chyba 1 zewn. na dachu) i bez usterek.
    Wszystkie japończyki OK. Daikin, Mitsubishi, Panasonic, Toshiba, Fujitsu, Hitachi. To wiem na pewno, w mojej branży. Ale chyba jest też tak, że wszystko co japońskie trzyma poziom. Takie mam przemyślenia po tygodniowej wizycie w Japonii, gdzie zobaczyłem trochę jak ich biznes działa od kuchni. Jakość to dla nich obowiązek, oczywistość a nie sposób na zdobycie klienta.
  • JORGE napisal(a):
    Odnośnie kolegów proponujący współpracę, bo dopiero zobaczyłem te wpisy. Zrobiłem gigantyczną (jak na skalę mojej działalności) rozpierduchę w firmach, której mogę nie przeżyć. Nie było wyjścia, firmy usługowe w Polsce, albo dokonają radykalnej zmiany i wejdą szczebel wyżej, albo poznikają z rynku procesie dramatycznie bolesnej i długiej agonii. W każdym razie nie jest to teraz dobry okres dla mnie na nawiązywanie współpracy.

    Taka ciekawostka. Nauczyliśmy się, my prowincjonalni biznesmeni (i chodzi mi o całą Polskę, naprawdę jeżeli chodzi o świadomość to jesteśmy peryferiami świata) radzić sobie z kryzysem. Ale nikt nie nauczył się, ani nie wyszkolił jak sobie radzić w okresie prosperity. W wielu aspektach jest to trudniejsze niż kiedy rynek jest słaby. Dzisiejsze problemy firm budowlanych właśnie obnażyła dobra koniunktura. Życie na petardzie i wiecznym gaszeniu pożarów w kryzysie dobrze wychodzi. Tylko wtedy ...
    To prawda. Ja wymiękłem w czasie prosperity. Teraz pracuję na etacie.
  • Dyzio_znowu napisal(a):
    To prawda. Ja wymiękłem w czasie prosperity. Teraz pracuję na etacie.
    Gdybym znał siebie 20 lat temu, gdyby ktoś mnie przetestował, doradził, to nigdy bym własnego interesu nie założył. Nie mam odpowiedniego profilu.

    I też o profil (tylko jeszcze inny) chodzi w przypadku szefów, właścicielu firm budowlanych, technicznych. Nieporozumienie polega na tym, że inżynierowie chcą pracować samym sobą, rozmawiać z urządzeniami, zmagać się z problemami technicznymi itp. Wsadzenie ich w zarządzanie ludźmi, kierowanie to jest poroniony pomysł, idzie to okropnie, destrukcyjnie dla wszystkich. Mam próbkę już całkiem dużą (bo akurat jestem powiązany z pewną osobą która ugrejduje firmy) nie ma praktycznie w ogólnie rozumianej budowlance ludzi z profilami liderskimi, predysponowanymi do zarządzania ludźmi ! Tak to się układa już podczas selekcji na studia, inżynierami stają się ludzie, którzy chcą i mają predyspozycje to bycia specjalistami w danej dziedzinie.

    No dobra, jeżeli inżynierowie nie dają rady zarządzać to trzeba do kierowania na różnych szczeblach dać im menadżerów. No ale jak zarządzać firmą specjalistyczną, ludźmi specjalistami, bez podstawowej wiedzy technicznej ? I kółko się zamyka.

  • A nie jest jakimś rozwiązaniem zarząd, w którym prezesik jest z zawodu prezesem, a wiceprezesik - inżynierem?
  • edytowano November 9
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    A nie jest jakimś rozwiązaniem zarząd, w którym prezesik jest z zawodu prezesem, a wiceprezesik - inżynierem?
    W dużych firmach tak się dzieje. Tyle, że problem wszędzie jest na niższym szczeblu. Bo do sprawnego zarządzania potrzebni są świadomi majstrowie, kierownicy robót, dyrektorzy to ciągnie się od najniższego szczebla zarządzania. Zwracam uwagę, że duże firmy budowlane są skonstruowane jako aparat organizacyjno-naciskowy. Ich rola polega na pracach projektowo-organizacyjno-koordynujących. Całe mięsko to podwykonawcy, którzy składają się wyłącznie ze specjalistów. Powiem tak, gdyby nie kurewskie nastawienie dużych firm generalnego wykonawstwa to może by to jakoś działało. Problem był jednak taki, że współpracując z takimi firmami nie dało się zarobić, to wszystko kręciło się na granicy opłacalności.

    I co się wydarzyło ? Dziś firmy, które posiadają własnych pracowników fizycznych mają na generalnych wyjebane. A jeżeli już się zdecydują na współpracę to olewają ten cały reżim korporacyjny. Jak nie to nie, roboty jest dużo. Czyli i tu mamy burdel. I się wszystko pięknie chwieje. A jeżeli dołożymy do tego jednak spadek dużych inwestycji budowlanych to zaraz może się okazać, że zaczną padać wielkie firmy generalnego wykonawstwa (właściwie to już się dzieje). A niech rynek mieszkaniowy jeszcze wyhamuje. Będzie wielkie pierdut, banki o tym wiedzą od dawana, dlatego branża budowlana nie jest kredytowana. To się musi wydarzyć, bo do dupy jest cała konstrukcja tego rynku.
  • Nie wiem, nie znam się. O upadaniu całego rynku słyszę od tysięcy lat. Wszyscy ci heneralni, co robią jakieś idiotyczne przetargi, w których wygrywa cwaniako-frajer, co daje zaniżoną cenę, w nadziei że potem renegocjuje. GDAKA, która daje niby dobre końtrakty, ale potem przy odbiorze każdego odcinka robi gównoburze o nic i odmawia zapłaty. Nożesz, panie kochanku, szlag mnie prosty trafia. Znajomy prezes powiada, że na wszystko, na każde zdarzenie, robi protokół i ma potem ileś segregatorów takiego bulszitu, jak znalazł w procesach o zapłatę albo o kary umowne.
    Ech. Chciałbym ażeby Tenkraj był odrobinę lepszy, tak? Idzie nowe prawo zamówień bublicznych. Okaże się za rok co się polepszy, a co się popiepszy. Kolega już poddawał te przepisy refleksji?
  • Jestem zwolennikiem dokumentowania ważnych rzeczy, doprecyzowania. Chociaż sam nienawidzę procesu sporządzania, ale uważam że trzeba. Problem w tym, że my kompletnie nie rozumiemy po co i dlaczego. I tworzymy dokumenty zbędne. Jeszcze raz podkreślam, my jako społeczeństwo za mało zastanawiamy się po co coś jest i dlaczego coś robimy. Trochę jak małpy działamy.

    A co do nowej ustawy ? Jakoś mnie mało interesuje co w niej będzie. Problemami nie są ustawy, a kompletnie rozpieprzone działy zamówień w instytucjach państwowych. Świetne ustawy pomogą tylko trochę. Ale uwaga, uważam że idzie ku lepszemu. Podam przykład, jedna moich koleżanek architektów, po latach pracy jako projektant-prowadząca inwestycję w firmie prywatnej poszła pracować do działu inwestycji dużego szpitala. Dyrektor ściąga ludzi znających rynek od drugiej strony. Już przy pierwszej inwestycji jej parę działań na szybko spowoduje, że dobrze pójdzie cały proces. Przytomne działania przytomnych ludzi i będzie dobrze.
  • edytowano November 9
    A wiesz dlaczego odeszła z firmy prywatnej do państwowej ? Bo miała dość burdelu i wiecznego palnika. Co ciekawe, to kolejna znana mi kobieta która rzuciła swój biznes, pracę u kogoś i poszła do państwówki. Żeby mieć spokojną pracę. Nie żeby się opieprzać, nie nie, one chcą pracować, robić sensowne rzeczy, ale nie w burdelu. W państwowej firmie nawet jak chaos to jednak spokojnie.
  • JORGE napisal(a):
    A wiesz dlaczego odeszła z firmy prywatnej do państwowej ? Bo miała dość burdelu i wiecznego palnika. Co ciekawe, to kolejna znana mi kobieta która rzuciła swój biznes, pracę u kogoś i poszła do państwówki. Żeby mieć spokojną pracę. Nie żeby się opieprzać, nie nie, one chcą pracować, robić sensowne rzeczy, ale nie w burdelu. W państwowej firmie nawet jak chaos to jednak spokojnie.
    No Zachód, dojrzały Zachód normalnie. Pełna profeska ale napinać się to nie my. 8-16 i do domu. Life - work balance i takie tam pierdoły. W rzeczywistości programowy brak emocji i life - fun&leisure balance z naciskiem na fun. Tak zdycha Zachód. My też możemy. Bez pracy nie ma kołaczy. Bez napinki nie ma sukcesów. Jest wegetacja. Może być miła.

  • Rafał napisal(a):
    JORGE napisal(a):
    A wiesz dlaczego odeszła z firmy prywatnej do państwowej ? Bo miała dość burdelu i wiecznego palnika. Co ciekawe, to kolejna znana mi kobieta która rzuciła swój biznes, pracę u kogoś i poszła do państwówki. Żeby mieć spokojną pracę. Nie żeby się opieprzać, nie nie, one chcą pracować, robić sensowne rzeczy, ale nie w burdelu. W państwowej firmie nawet jak chaos to jednak spokojnie.
    No Zachód, dojrzały Zachód normalnie. Pełna profeska ale napinać się to nie my. 8-16 i do domu. Life - work balance i takie tam pierdoły. W rzeczywistości programowy brak emocji i life - fun&leisure balance z naciskiem na fun. Tak zdycha Zachód. My też możemy. Bez pracy nie ma kołaczy. Bez napinki nie ma sukcesów. Jest wegetacja. Może być miła.

    trep zgadza się z tym
  • Rafał napisal(a):
    No Zachód, dojrzały Zachód normalnie. Pełna profeska ale napinać się to nie my. 8-16 i do domu. Life - work balance i takie tam pierdoły. W rzeczywistości programowy brak emocji i life - fun&leisure balance z naciskiem na fun. Tak zdycha Zachód. My też możemy. Bez pracy nie ma kołaczy. Bez napinki nie ma sukcesów. Jest wegetacja. Może być miła.

    No jasne, podstawa to biegać od rana do nocy. Oooo dobry pracownik, pracowity taki. A z resztą, dorobiłeś sobie coś sobie w głowie, ja nie o tym pisałem.

  • edytowano November 9
    Tak podstawa to starać się i pracować na pograniczu możliwości. Nie mylić wyłącznie z pracą zawodową. Pracować zawodowo też ale przede wszystkim pracować nad sobą i dla innych.

    Kolega podał przykład, a ja skomentowałem. Oczywiście że to mój komentarz i skomentowałem po swojemu a nie po kolegowemu.
  • Problem polega jednak na tym, że twój komentarz nie dotyczył sytuacji które opisałem. Dorobiłeś sobie w głowie, że o jakieś life-work balance chodzi i tam takie. Wcale nie.

    Większość firm małych i średnich to okropne miejsca do pracy. Poziom frustracji pracowników (co ciekawe i szefów, właścicieli) jest tam zdecydowanie większy niż w korpo. Bardzo słabo też się ludzie tam rozwijają, no chyba że przez rozwój rozumiemy rozpoznanie bojem, rzucanie na głęboką wodę, radź sobie sam itp. Wcale się nie dziwie ludziom, że wchodząc w wiek ekspercki (40-45 lat) szukają stabilności i przewidywalności w pracy. Bo ile mam kurwa biegać ? Firmy państwowe dają, mimo swojej bezwładności, jednak jakiś reżim, porządek, struktury. Oczywiście nie ma niczego lepszego dla pracownika niż dobrze zorganizowana firma prywatna, ale jeżeli na rynku takich mało, to lepszy jest już państwowy etat. Do tego dochodzi przesąd o korporacjach, że tam to człowiek dojadą, co jeszcze mocniej zawęża możliwość sensownej zmiany.
  • Będę to przypominał za każdym razem, nie ma niczego bardziej destrukcyjnego zawodowo dla człowieka jak własny interes w skali większej niż 2-3 pracowników, kiedy nie ma się predyspozycji i wiedzy z zakresu zarządzania. Jeżeli ludzie przekraczają pewien pułap zaczynają rozpieprzać życie sobie i pracownikom. Chcieli robić na własnym to co lubią i potrafią, a wychodzi że użerają się z pracownikami i zajmują się tysiącem problemów niezwiązanych z mięskiem i nienawidzą tego. A jeszcze uważają, że wszystko potrafią najlepiej zrobić, przepis na horror gwarantowany.

    Generalnie własny interes to jest pieprzony mit. Tak jak ta przedsiębiorczość, która gówno znaczy i mi się kojarzy z klasycznym radzeniem sobie. Jest pewien typ ludzi ogarniętych, w takim stylu bazarowo-załatwiackim i wtedy się wydaje, że o, są predyspozycje. Ale do czego, do szmuglowania chyba i handelku fajkami.
  • Mi się mózg zaprogramował w ten sposób, że gdziekolwiek jestem zbieram dane i przyglądam się interesom. Czy to małym sklepiku spożywczym niedaleko mnie, czy w knajpie jedzeniowej gdzie się stołuję, czy u znajomej dentystki, która sobie zbudowała zespół kilkunastu pracowników, czy u fryzjera, rozmawiam z ludźmi o ich pracy. Obserwuję też otoczenie, co jak wygląda, jakie są nawyki, procesy, procedury itp. Bardzo dużo można zobaczyć, szczególnie kiedy wizyty/rozmowy są cykliczne. Cały czas też staram się wyciągać info na stopie zawodowej, od dostawców, partnerów, klientów.

    Wniosek mam jeden - w naszym interesie jest, żeby kapitalistyczna gospodarka globalna się rozpieprzyła. Nie potrafimy się zorganizować już od skali mikro i średniej, o dużych firmach nie wspominając. Jesteśmy relatywnie bystrzy, pomysłowi i ogólnie ogarnięci, dlatego utrzymujemy się na powierzchni, ale pewnego poziomu nie przeskoczymy. Naszą domeną jest kryzys, improwizacja, działanie pod presją, wykonywanie ( i to z sukcesem) misji niemożliwych. Idą dobre czasy dla nas.
  • Przy całej ułomności analogii - wyobrażacie sobie dzisiejsze armie, oddziały z(dez)organizowane jak biznesiki w stylu opisanym przez Jorge? Podobno gdzie zaczyna się wojsko, kończy się logika; kto pracował w korpo ten się w cyrku nie śmieje.
    A jednak zwyciężają biurokratyczne armie i korporacje z rozpisanymi procesami.
    PiS moim zdaniem wygrywa między innymi dlatego, że jest już czymś w stylu maszyny, korporacji, łącznie z knuciem panów wiceprezesów i walką o stołki dyrektorskie.
  • Pamiętajcie jednak o baronowej Sołowiejczyk i pasztecie sztrasburskim.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.