Gra o Tron, R.R. Martina popieprzyło ?

Sprawa dotyczy serialu Gra o Tron, który bije rekordy oglądalności i już można powiedzieć, że będzie to produkcja legendarna. Tyle, że np. j a mam już dość. W pewnym momencie przestałem czytać książkę, bo się zmęczyłem po którejś części (sadząc po serialu to nie przeczytałem jednego tomu). Chociaż chyba jednak serial poszedł trochę inną drogą, albo w pewnych elementach wyprzedził, a pewne pokażą później (uwaga spoiler, gdzie mamusia z poderżniętym gardłem, gdzie Ogar zyjący z otwartym złamaniem ?).  W każdym razie - inaf. Zaszlachtowanie wszystkich to chyba główny, jakże błyskotliwy pomysł R.R. Martina. Czasami mam wrażenie, że poźniej nachodzi refleksa i jednak bohater będzie przydatny to go ożywiamy, albo pokazujemy że on umarł, ale prawie, z furtką, że może nie. Generalnie pojawiają się zarzuty, że serial jest zdecydowanie zbyt brutalny. Może i tak, natomiast wg mnie robi się po prostu durny. Szkoda, bo w sumie cała historia jest znakomicie pokazana i wymyślona. Po co rzeźnię robić to nie wiem ...
JORGE>
The author has edited this post (w 20.06.2015)
«1

Komentarz

  • A to warto przejmować się losami serialu?
    Zaś wracając do pytania - u mnie było inaczej: odpuściłem serial, bo zachęcony przeczytałem książki. I teraz nie spinam się. Spokojnie czekam na ciąg dalszy (czy to w formie książki, czy filmu).
  • Z GRRMartinskich rzeczy najbardziej i tak lubie Havilanda Tufa.
    Wege power!
    I koty.
  • yanusson
    A to warto przejmować się losami serialu?
    Warto. Mało jest na tym świecie rzeczy dobrych. Choć to tylko serial czy powieść fantasy to jednak ma wpływ na moje życie, w kontekście zapewnienia mi sensownej rozrywki. Nie lubię kiedy ktoś marnuje potencjał. A wygląda na to, że Martin to robi.
    JORGE>
  • JORGE
    Generalnie pojawiają się zarzuty, że serial jest zdecydowanie zbyt brutalny. Może i tak, natomiast wg mnie robi się po prostu durny.
    Niemożliwe. Bo jak wiadomo kasowe seriale są zawsze mądre, zwłaszcza Dynastia, Moda na sukces itd.
    Mnie się wydaje, że nie do końca rozumiesz istotę problemu z serialami i stąd rozczarowania. Dobrego serialu-tasiemca nie da się zrobić, bo w pewnym momencie nie masz już co pokazywać, zaczyna się powtarzanie wątków, zjadanie własnego ogona i wreszcie przesada w jakimś elemencie. Ze względów artystycznych należałoby powiedzieć szlus, ale ze względów kasowych jedziemy dalej i na siłę. Nie bardzo widzę nawet możliwość zapobiegnięcia temu zjawisku.
    W filmie nie ma tego problemu, bo scenariusz to coś zamkniętego, bierzemy historię i zamykamy w 1,5-2-2,5 godzinie. Po sukcesie kasowym czasem robi się jakieś badziewiaste dwójki, trójki, czwórki, ale to na własną odpowiedzialność widza.
  • Serial długi (stosunkowo) serialu nierówny. Są przykłady odwrotne. Wszystko zależy od tego, jaki i jak twórca trzyma łapę na całości - no i jak wyrozumiali są producenci.
    Babylon 5
    The Wire
    The Shield
    Breaking Bad
    Na ten przykład.
  • peterman
    Babylon 5
    A ten serial to dla mnie jednak niespodzianeczka jest. Zaczyna się topornie, infantylnie, tandetnie wykoanane sf połowy lat '90. Ale później (jestem w połowie 3 sezonu) robi się coraz ciekawiej, serial zdecydowanie się rozkręca, chociaż uważam, że jest przeznaczony wyłącznie dla wielbicieli gatunku.
    A widział ktoś  I sezon The Messengers ? Bo opinie są różne.
    JORGE>
  • rozum.von.keikobad
    Niemożliwe. Bo jak wiadomo kasowe seriale są zawsze mądre, zwłaszcza Dynastia, Moda na sukces itd.
    Mnie się wydaje, że nie do końca rozumiesz istotę problemu z serialami i stąd rozczarowania. Dobrego serialu-tasiemca nie da się zrobić, bo w pewnym momencie nie masz już co pokazywać, zaczyna się powtarzanie wątków, zjadanie własnego ogona i wreszcie przesada w jakimś elemencie. Ze względów artystycznych należałoby powiedzieć szlus, ale ze względów kasowych jedziemy dalej i na siłę. Nie bardzo widzę nawet możliwość zapobiegnięcia temu zjawisku.
    W filmie nie ma tego problemu, bo scenariusz to coś zamkniętego, bierzemy historię i zamykamy w 1,5-2-2,5 godzinie. Po sukcesie kasowym czasem robi się jakieś badziewiaste dwójki, trójki, czwórki, ale to na własną odpowiedzialność widza.
    Rozum Gra o Tron to przede wszystkim powieść na podstawie której nakręcono serial, a że kasa musi się zgadzać to serial wyprzedza już wydawanie kolejnych tomów książki.  I tak jak napisał Peterman, serial serialowi nierówny, są kręcone tasiemce dla idiotów, są dobre seriale, z ciekawymi historiami, które na siłę się wydłuża, a są też i od początku do końca zaplanowane długie historie.  W gatunku SF, do listy petermana bym dodał Battlestar Galactica.
    JORGE>
  • Factycznie, jagrzem mógł o BSG zapomnieć?
    A Messengersy gryzą już piach, jak większość seriali na CW. Ładna obsada nie pomogła. Czy miał potencjał, ocenię, gdy zapewne AXN Black puści go o jakichś dzikich porach.
  • Z tytułów, które padły w temacie dla mnie tylko The Shield trzymał poziom od początku do końca, chociaż generalnie nie lubię takich typowych policyjniaków. Gra o tron na wejściu zdała mi się tak durna, że do dziś ni książki ni serialu nie tknąłem.
    Problem rozwlekłości na pewno rzutuje na jakość, z drugiej strony daje konfort tego, że można w dowolny wieczór paść nakanapę na tą godzinkę i spucić trochę pary. A jak zaczynają się flaki z olejem to ciach i następny. Breaking Bad, the Wire, i wiele innych - ciach wystąpił. Jednyne przez które się przebrnęło mimo mielizn to Battlestar Galactica i Picket Fences.
    Leci u mnie teraz pierwszy sezon Justified. Lekki, kowbojski, przyjemnie się ogląda tylko mało muzyki regionalnej niestety.
  • Jestem wyobcowany ze społeczeństwa. Tylko dwa rodzaje seriali jestem w stanie oglądać:
    1. Film fabularny zbyt długi by obejrzeć w jednej części, więc podzielony na odcinki. Typowym przykładem są seriale o Smileyu z lat 70/80-tych.
    2. Serial, w którym każdy odcinek jest odrębną całością, łączą je tylko postacie bohaterów. Vide: seriale o Holmesie i Poirocie.
    To pewnie dlatego, że przyswajam jedynie historie pisane od końca, a przy tasiemcu tak się nie da. Mogą być też inne nieuświadomione przyczyny.

    Ci Polacy, co po raz kolejny uwierzyli don Aldowi, maja pamięć złotych rybek i nie potrzebują własnego państwa. Trzy dni po tym, jak je stracą, zapomną, że je kiedyś mieli.
  • Jorge, ale ten serial jest przecież od początku idiotyczny i nastawiony na widza młodocianego, rozemocjonowanego, te wszystkie grotestkowe postacie i sceny (złoto topione na ognisku...). Czytać nie miałem zamiaru (w ogóle porzuciłem czytanie SF bo to nie ma sensu). Pierwszy sezon obejrzałem z ciekawości, drugi z rozpędu ale już po kilku odcinkach wiedziałem że trzeba przestać. No i to naładowanie seksem w każdej konfiguracji, pedalstwo też pewnie dalej było?
    Fajnie sparodiowali Grę w Souht Parku, jeden z bohaterów jest prześladowany przez wizje wyskakujących co i rusz siusiaków, hehe.
    Martin tak sobie założył, śmierci są rozsypane dość równo po całej książce, zobacz
  • edytowano May 2016
    No, słaby sezon 6 ma pierwszy smaczek, wiadomo o co chodzi z Hodorem. Fajnie to Martin wymyślił, nic wielkiego, ale z takich smaczków składają się dobre historie.
  • //
    A propos SF (sajens-fikszyn)
    Jedyne f-s to Lem, Stanisław Lem. Reszta to Fikcja, fikcja typu: dawno, dawno temy w przyszłości...
    //
    O z filmów to Raport Mniejszości był nawet s-f! Zatrudniono do filmu fachowców od tego, co już jest (istnieje) w technologii, ale jeszcze nie w powszechnym użyciu (potencjał).
    ///
  • Doceniam, ale nie lubię Lema. Jego SF jest podszyte odniesieniami do komunizmu, Lem cały czas walczy z utopiami. A takich demiurgów spójnych światów przyszłości to jednak jest paru, a wręcz wielu, nie wiem dlaczego się do Lema ograniczyłeś ? A taki Huxley na przykład ?
  • Huxley to lewak, Żyd i pedał np. Pasi, czy ne?
  • A do tego mason, autentycznie. Bycie Żydem, lewakiem i pedałem, czyli z mojego punktu widzenia mieszanka najgorsza z możliwych, wcale nie oznacza że nie jest się dobrym pisarzem.
  • nie no bez jaj. dick!!!!
  • edytowano May 2016
    rozum.von.keikobad napisal(a):
    W filmie nie ma tego problemu, bo scenariusz to coś zamkniętego, bierzemy historię i zamykamy w 1,5-2-2,5 godzinie. Po sukcesie kasowym czasem robi się jakieś badziewiaste dwójki, trójki, czwórki, ale to na własną odpowiedzialność widza.
    Kolega podał jeden, faktycznie zdecydowanie najczęściej występujący rodzaj seriali.
    Ale są też seriale, gdzie scenariusz to coś zamkniętego, bierzemy historię i zamykamy w 10, 20 czy 40 godzinach.

    (edyta: tak, wiem, to post prawie sprzed roku)
  • Jak praca magisterska ma powyżej 120 stron, to są dwie opcje - albo temat jest źle dobrany, albo autor jest bajkopisarzem. Tak mi powiedział kiedyś mój promotor (tematy wymyślał raczej sam) i to samo można odnieść do filmu. Jak ktoś ma opowiadać historię przez 40 godzin, to należy się poważnie zastanowić, czy ta historia w ogóle się nadaje na ekran albo czy ktoś po prostu nie przynudza.
  • Przeciętny sezon ma 10 odcinków po 50 minut, seriale wyczerpują się po jednym, dwóch najwyżej trzech sezonach - to jest 5, 10 góra 15 godzin.
  • edytowano May 2016
    A widział ktoś The 100 ? Zaczyna się jak skrzyżowanie sf z kinem Disneya dla młodzieży. Pomysł w sumie fajny, choć oklepany, setka młodych ludzi, dostaje bana na okołorbitalnej arce i po 100 letniej nieobecności ludzi na Ziemi, spowodowanej wojną nuklearną, zaczynają walczyć o przeżycie. Aktorki dobrane głównie pod względem urody, po lesie w mejkapie biegają. Taki jest początek. Gdzieś tak od 3 odcinka zaczyna się robić dziwnie, bo 9 letnia dziewczynka szlachtuje chłopaka, który miał być główną postacią serialu. Okazuje się, że też na arce za wszystko karali śmiercią. Później młodzież zaczyna wieszać samych siebie, a w połowie I sezonu mamy już ludobójstwa, które przewijają się co sezon. I wszystkie są usprawiedliwione walką o dobro grupy, inaczej się nie dało. Jeżeli bym ten serial miał określić to on jest właśnie o trudnościach sprawowania władzy w ekstremalnych warunkach. Bohaterzy giną jak muchy, GoT czy Lost w tym względzie się chowają, serial z durnego robi się w pewnym momencie trudny. Tortury, rany, córka wiesza własną matkę, wieczne zdrady, prewencyjne wyżynanie całych wsi itp. Ale małolaty to kupią, właściwie kupiły, bo właśnie się skończył 3 sezon i będzie 4. Gdybym wierzył w spiskowe teorie to serial bym uznał za edukacyjny.
  • przemk0 napisal(a):
    Przeciętny sezon ma 10 odcinków po 50 minut, seriale wyczerpują się po jednym, dwóch najwyżej trzech sezonach - to jest 5, 10 góra 15 godzin.
    10 x 50 minut = 500 minut
    500 minut x 3 = 1500 minut
    1500 minut = 25 godzin.
  • JORGE napisal(a):
    A widział ktoś The 100 ? Zaczyna się jak skrzyżowanie sf z kinem Disneya dla młodzieży. Pomysł w sumie fajny, choć oklepany, setka młodych ludzi, dostaje bana na okołorbitalnej arce i po 100 letniej nieobecności ludzi na Ziemi, spowodowanej wojną nuklearną, zaczynają walczyć o przeżycie. Aktorki dobrane głównie pod względem, urody, po lesie w mejkapie biegają. Taki jest początek. Gdzieś tak od 3 odcinka zaczyna się robić dziwnie, bo 9 letnia dziewczynka szlachtuje chłopaka, który miał być główną postacią serialu. Okazuje się, że też na arce za wszystko karali śmiercią. Później młodzież zaczyna wieszać samych siebie, a w połowie I sezonu mamy już ludobójstwa, które przewijają się co sezon. I wszystkie są usprawiedliwione walką o dobro grupy, inaczej się nie dało. Jeżeli bym ten serial miał określić to on jest właśnie o trudnościach sprawowania władzy w ekstremalnych warunkach. Bohaterzy giną jak muchy, GoT czy Lost w tym względzie się chowają, serial z durnego robi się w pewnym momencie trudny. Tortury, rany, córka wiesza własną matkę, wieczne zdrady, prewencyjne wyżynanie całych wsi itp. Ale małolaty to kupią, właściwie kupiły, bo właśnie się skończył 3 sezon i będzie 4. Gdybym wierzył w spiskowe teorie to serial bym uznał za edukacyjny.
    Nie i po takim opisie jw. to nawet nie mam najmniejszego zamiaru. ;)
  • A bo i ja nie polecam.
  • edytowano May 2016
    Piaseczniki były bardzo inspirujące
  • edytowano May 2016
    rozum.von.keikobad napisal(a):
    Jak praca magisterska ma powyżej 120 stron, to są dwie opcje - albo temat jest źle dobrany, albo autor jest bajkopisarzem
    Powieść może liczyć 100 stron, a może składać się z 10 ksiąg po 300. Czy to znaczy, że druga jest przegadana? Moim zdaniem ważne jest czy twórca (scenarzysta) planuje od razu całość, czy dopiero pod wpływem sukcesu 1. sezonu dopisuje kolejne.
    Jak pisałem, drugi przypadek jest częstszy i jest w 99% rownią pochyłą. Ale są inne seriale - choćby moi dwaj faworyci: Theatre wire i Breaking Badania. (edyta: hehe, chodziło o The Wire i Breaking Bad. Uroki pisania na komórce ze swiftkey'em gdy brak czasu i trza konczyć posta ;) )
  • Tyle, że np. j a mam już dość. W pewnym momencie przestałem czytać książkę, bo się zmęczyłem po którejś części (sadząc po serialu to nie przeczytałem jednego tomu). Chociaż chyba jednak serial poszedł trochę inną drogą, albo w pewnych elementach wyprzedził, a pewne pokażą później (uwaga spoiler, gdzie mamusia z poderżniętym gardłem, gdzie Ogar zyjący z otwartym złamaniem ?).
    Serial znacząco zmienił i poprzestawiał istotne elementy sagi. Praktycznie w całości pozbył się kwestii mistyczno-magicznych (mam na myśli te nieco głębsze niźli siejący ogniem smok). Panią Kamienne Serce skasowali z nieznanych przyczyn - chodzą plotki że wróci teraz po 3 sezonach, po wywlekli spod szafy i odkurzają watek Dorzecza.

    Mnie to cieszy. Ponieważ serial wyprzedził już sagę, to biorąc pod uwagę, że Wichry ukażą się pewnie tej zimy, a konkluzja sagi za 4-5 lat, to im mniej spojlerów tym lepiej. Im więcej twórcy serialu nazmyślają tym lepiej. Inna kwestia, że poziomu to za bardzo nie mają, ale co tam.
    Zaszlachtowanie wszystkich to chyba główny, jakże błyskotliwy pomysł R.R. Martina. Czasami mam wrażenie, że poźniej nachodzi refleksa i jednak bohater będzie przydatny to go ożywiamy, albo pokazujemy że on umarł, ale prawie, z furtką, że może nie. Generalnie pojawiają się zarzuty, że serial jest zdecydowanie zbyt brutalny. Może i tak, natomiast wg mnie robi się po prostu durny. Szkoda, bo w sumie cała historia jest znakomicie pokazana i wymyślona. Po co rzeźnię robić to nie wiem ...
    Osławione zabijanie wszystkich to generalnie rzecz biorąc mit.
    Pomijając postaci epizodyczne z prologów i epilogów do tej pory z bodajże 18 postaci mających swoje rozdziały zginęły 3 (Eddard, Catelyn i Quentyn Martell).
    Zaś wracając do pytania - u mnie było inaczej: odpuściłem serial, bo zachęcony przeczytałem książki. I teraz nie spinam się. Spokojnie czekam na ciąg dalszy (czy to w formie książki, czy filmu).
    Jest to słuszne i RiGCz.
    Choć to tylko serial czy powieść fantasy to jednak ma wpływ na moje życie, w kontekście zapewnienia mi sensownej rozrywki. Nie lubię kiedy ktoś marnuje potencjał. A wygląda na to, że Martin to robi.
    Martin przede wszystkim pisze dość wolno bo jest troszkę takim sybarytą. A cały świat czeka. Smutno się czeka ale z drugiej strony co wypuści rozdział na zachętę to perełka, więc czekam optymistycznie.
    Wielu fanów narzeka, że Martin się skończył bo tom 4-5 jest mniej masakryczny i mniej bogaty w nagłe jatki niż tom 3. Moim zdaniem odwrotnie to nowe tomy są bogatsze i ciekawsze, a Nawałnica to była taka strzelanka, średnio ciekawa ;)
    Dobrego serialu-tasiemca nie da się zrobić, bo w pewnym momencie nie masz już co pokazywać, zaczyna się powtarzanie wątków, zjadanie własnego ogona i wreszcie przesada w jakimś elemencie.
    Tzn. oczywiście "Gra o Tron" tasiemcem nie jest. Jest jednak tak uwiązana treścią powieści i wobec braku kolejnych jak się zdaje twórcy zamierzają raczej przyspieszać kres i skracać (słusznie bo talentu mają mało, więc po co się męczyć). Ale to ekranizacja, więc zasady nieco inne.
    Rozum Gra o Tron to przede wszystkim powieść na podstawie której nakręcono serial, a że kasa musi się zgadzać to serial wyprzedza już wydawanie kolejnych tomów książki.
    To w sumie wina autora, który powinien jeszcze trochę poczekać ze zgodą na ekranizację ale nader optymistycznie sobie wyliczył kiedy skończy pisać hue hue. Więc nie rzekłbym, że to kwestia kasy - po prostu producenci nie urwą serialu w połowie akcji by dać Martinowi 5 lat na napisanie finału sagi.
    To pewnie dlatego, że przyswajam jedynie historie pisane od końca, a przy tasiemcu tak się nie da.
    Mam wrażenie, że któryś ze znanych mi seriali był pisany z konkretną wizją finału w tle, ale nie pomnę który.
    Inna rzecz, że można zacząć z konkretnym planem - a potem zostaną wymuszone zmiany.

    W takim Breaking Bad pomagier głównego bohatera/złola miał być postacią jednosezonową do odstrzału, ale scenarzysta ujrzawszy potencjał zaczął zmieniać historię w trakcie i nie powiem wyszło to wszystkim na dobre.
    Jak ktoś ma opowiadać historię przez 40 godzin, to należy się poważnie zastanowić, czy ta historia w ogóle się nadaje na ekran albo czy ktoś po prostu nie przynudza.
    A wie kolega to zależy od skali opowieści. Trylogia Sienkiewicza to np. w perspektywie serialu jakieś 60 godzin, ale nie wiem czy poza początkiem Pana Wołodyjowskiego coś bym specjalnie wycinał.
    Powieść może liczyć 100 stron, a może składać się z 10 ksiąg po 300. Czy to znaczy, że druga jest przegadana? Moim zdaniem ważne jest czy twórca (scenarzysta) planuje od razu całość, czy dopiero pod wpływem sukcesu 1. sezonu dopisuje kolejne.
    Ale też planowania są rozmaite wizje. Są architekci i są ogrodnicy. Taki Breaking Bad poza ogólnym duchem i morałem nie był zaplanowany od początku do końca. Choćby takie postaci jak Jesse Pinkman czy Gustavo mieli odgrywać o wiele mniejszą rolę w pierwotnym planie. Autor opowieści jednak ich los i rolę zmienił i bardzo dobrze.
  • edytowano July 2016
    Nooo, we właśnie zakończonym tydzień temu sezonie, Martin zrobił wielkie bum ! I poszło parę ważnych postaci do piachu i setki innych ludzików. No i na arenę wkracza Dziewczynka Nikt Zabójca, wracająca zza mórz. Będzie rezać, po kolei z listy. Cały czas będę utrzymywał, że to słaby sezon był. Chociaż cała historia Hodora, czy sprawcy zamieszania - Brana, mi Lost zajeżdża, czyli OK.
  • edytowano July 2016
    Dzięcioł jest coś dobrego teraz z seriali ? Najchętniej sf, albo jakie paranormal, czy fantasy ? Bo nową edycję Archiwum X do 4 odcinka zniosłem.
  • A o czym ta "Gra o tron"?
  • Pogańska mitologia i fantasy, Marnioku. Smoki i magiczne miecze, takie tam angolskie bujdy na resorach

  • Nooo, we właśnie zakończonym tydzień temu sezonie, Martin zrobił wielkie bum ! I poszło parę ważnych postaci do piachu i setki innych ludzików. No i na arenę wkracza Dziewczynka Nikt Zabójca, wracająca zza mórz. Będzie rezać, po kolei z listy. Cały czas będę utrzymywał, że to słaby sezon był. Chociaż cała historia Hodora, czy sprawcy zamieszania - Brana, mi Lost zajeżdża, czyli OK.
    Dobra, ale kolega nie miesza w to Martina naprawdę.
    Zapewne są w tym pewne elementy, które zdradził DeDekom, ale ile Siedmiu raczy wiedzieć.
    W książce po 5 tomie warunki wyjściowe są takie, że szereg akcji z tego sezonu jest czystym impossyblium.
    Choćby pomijając nowego pretendenta do tronu który pod koniec 5 tomu odpala wielką kampanię na Ziemiach Burzy a którego w serialu zupełnie pominięto.

    Uproszczenia, uproszczenia i schematy. Naprawdę Martin nie jest bez wad, ale o to go nie oskarżajmy.
    Chociaż cała historia Hodora, czy sprawcy zamieszania - Brana, mi Lost zajeżdża, czyli OK.
    I ponoć to jak "powstał" Hodor jest jedynym elementem sezonu, który Martin dokładnie D&D wyjaśnił.
    Dzięcioł jest coś dobrego teraz z seriali ? Najchętniej sf, albo jakie paranormal, czy fantasy ? Bo nową edycję Archiwum X do 4 odcinka zniosłem.
    No właśnie ja teraz głównie w klasyce dramatu kryminalnego siedzę. "Breaking Bad", "The Wire", "Shield", "Justified". Na multiserialowość trochę brak czasu. Więc niestety nie bardzo mam co polecać.
    Z może nie do końca s-f (bo to kiepskie science) mogę polecić Netflixowe seriale w świecie Marvela.
    Całkiem dobre połączenie dość ponurego (biorąc pod uwagę, że to ten sam świat co Avengers) dramatu kryminalnego, momentami noir z łagodnymi elementami s-f (typowo heroicznymi - ergo skąd masz swą moc).
  • A o czym ta "Gra o tron"?
    Saga powieściowa jest generalnie o tym jak w quasi-średniowiecznym imperium rozmiarów mniej więcej Ameryki Południowej ale przypominającym mocno Wielką Brytanię szlachetnie urodzeni wikłają się w polityczne intrygi i potyczki pogrążając kontynent w ogniu i krwi, i nie wiedzą, że za chwilę z północy wbiją im się w tą inbę lodowe demony zwane Innymi, które przez tysiące lat nieobecności przeszły do mitów, a z drugiej ze wschodu dziedziczka obalonej piętnaście lat temu dynastii również z pewnym nadnaturalnym potencjałem.

    Generalnie przez większość czasu fantasy quasi-medievalne o całkiem sporym poziomie realizmu i nie odwoływania się do nadprzyrodzonego. Niemniej oczywiście nadprzyrodzone istnieje i będzie dla akcji kluczowe... już w następnym tomie... albo kolejnym ;)
  • Groza-Symetrii napisal(a):
    już w następnym tomie... albo kolejnym ;)
    O ile autor dożyje ich ukończenia...

  • ms.wygnaniec napisal(a):
    Piaseczniki były bardzo inspirujące
    O tak, Piaseczniki były zdecydowanie superoskie.
  • Exspectans napisal(a):
    Groza-Symetrii napisal(a):
    już w następnym tomie... albo kolejnym ;)
    O ile autor dożyje ich ukończenia...

    Jeszcze dwa. sezony, I to nie jest rozwleczone, po prostu szybciej się nie da tego opowiedzieć.
  • Dzięcioł napisało:

    "Uproszczenia, uproszczenia i schematy. Naprawdę Martin nie jest bez wad, ale o to go nie oskarżajmy."

    Chyba zacznę walczyć z nowym spojrzeniem, które panuje wśród młodych ludzi i przenosi się na starszych. Obiektywizm, statystyka, uśrednianie, wnioski tylko na podstawie sprawdzonych źródeł itp. A gówno tam. Jeżeli jest powszechne opinia, że w serialu i książkach Martina giną bohaterowie to tak właśnie jest. Tak to zostało poprowadzone, skonstruowane, zdjęcia z zakładeczkami mnie nie interesują. Rzeźna i tyle, która raz przyspiesza, raz zwalania, raz giną ciemne typy, raz dzieci (zabite przez rodziców, spalone na stosie, zmuszone do samobójstwa). Ja nie mówię, że mnie to jakoś specjalnie razi, po prostu męczy. Dobrze, że chociaż trochę opanowali się ze zmartwychwstaniami lub cudownymi ozdrowieniami.
  • edytowano July 2016
    marniok napisal(a):
    A o czym ta "Gra o tron"?
    to film o przeszlosci, ktora obowiazwac bedzie w przyszlosci, co juz wlasciwie mozemy obserwowac:

    - powszechna bieda od ktorej wyjatki stanowia niewielkie wysepki dostatku
    - kazdy wierzy w co chce a wyznawcy "jedynego boga" sa najbardziej swirnieci ze wszystkich "wierzacych" (albo wysylaja swoje dzieci na stos w ofierze, albo skalpuja dla niego trupy, od ktorych pozyczaja twarze)
    - seks seks seks:
    - z nieletnimi
    - w kregu rodzinnym
    - mdz. slicznymi mlodziutkimi mlodzianami

    - dragony, duchy z fluoorescencyjnymi oczyma i rycerze wszelkiej masci - dopelniaja dekoru tej fascynujacej bajki, ktora nie sluzy ani dzeciom, ani doroslym, a ktoro w zwiozku z tym zrobiono tak, ze trudno sie od niej oderwac...

  • Dziękuję za krótką i treściwą recenzję.
    Utwierdziłem się w przekonaniu, że wywózka telewizora na śmietnik była bdb decyzją.
  • Gra o Tron jest bajką, która ze względu na to, że ponoć ludzie już bajek nie lubią, została udzisiejszona i zbrutalizowana. Jako, że obraz świata na tych dobrych i złych jest nieaktualny i śmieszy, śmieszy nas, zastosowano inny podział. Są dobrzy, którzy muszą podejmować trudne decyzje (i w ramach tego mordują jak leci czasami), są źli, ale trochę dobrzy i jest wąskie grono złych złych, właściwie głównie kojarzone z Lannisterami (ale Karzeł już jest półdobry) i inny świat, gdzie chyba nie ma dobra, ani zła, chodzi o umarłych, którzy nie wiadomo czego chcą, działają poza systemem zrozumienia ludzkiego. A w tle Pierwsi, pradawni, którzy przetrwali, w dorozumieniu żyli we wspaniałym świecie, który ludzie pobrudzili i zniszczyli.

    Ta bajka jest piękną odpowiedzią na dzisiejszy świat. Właśnie tego my oczekujemy, historii bez infantylnego rozróżnienia, bo jak wiadomo, wszystko jest względne, wszystko podlega analizie przyczyn i skutków, a prawda jest wielowymiarowa. Kiedyś bajki miały to do siebie, że po przeczytaniu ich, człowiek czuł zapach przygody, oczarowany był fantastycznymi krainami i postaciami, czy też odkrywał uniwersalne i banalne prawdy o świecie. Niosły też zawsze elementy prawdy, sprawiedliwości, schematycznie też oddzielały dobro od zła. Były przesycone stereotypami od pierwszej do ostatniej strony. Dawały przekonanie, że nawet w wymyślonym świecie istnieją fundamentalne zasady i jest Wielki Plan. Jakież to infantylne wszystko, nieprawdaż ?

    Współczesne bajki (Wiedźmin, to jest najlepszy przykład), pokazują też wymyślony świat, z tą różnicą że tam wszystko jest pogmatwane i zrelatywizowane. I dlatego tak rozpiżdząją się zakończenia, prawie zawsze kończą się niczym, bo konsekwencja musi być zachowana. Jest układ - świat był kiedyś piękny (ale ludzie go spieprzyli), rozpoczęliśmy historię, pobiegaliśmy, powalczyliśmy w tym chujowym układzie, o coś walczyliśmy, ale nawet jak wygraliśmy to świat nie przestanie być chujowy. Bez wielkiej wiktorii, bez nadziei, bez uniesień, bez zapachu legendarnej przygody. I tak też pewnie skończy się Gra o Tron. Współczesne bajki oddają kondycję psychiczną współczesnych ludzi.
  • W sumie to nawet Tolkien wypadł ze schematu klasycznych bajek. Bo chociaż u niego jest wyraźnie rozróżnienie dobra od zła to jednak mit pradawnych, pięknych czasów, nieśmiertelnych Elfów i budowniczych świata Krasnoludów jest wszechobecny. Niesamowitych czarodziejów, którzy dokonywali cudów. I przyszli śmiertelni ludzie, zdominowali, zdeptali swoją szarością i koniec końców cała pradawna wiara za morze się udała, bo ich czas się skończył. Tolkien czerpał z podań, tam też była taka pogarda dla człowieka ?
  • Horche, a daj spokój. Przecie ta cała Gra o Tron to badziewie jakich mało. Chcesz prawdziwy serial? Zapuść sobie Pacyfik
  • Zaczynam się zastanawiac jakim cudem jeszcze żyję nie rzuciwszy nawet okiem na GoT. Czytając posty koleżeństwa zaczynam mysleć ze GoT jest niezbędne jak tlen czy też wódzia.
  • Brawario mówi, że to pornol. A co to jest pornol? Nic się nie dzieje i jest bardzo dużo seksu.
    Brawario tak mówi, więc trzeba założyć, że ma rację, ale trochę przesadza (podzielić przez pół). Czyli: jest sporo seksu, ale nie ciągle jak w pornolu i niewiele ciekawej akcji, ale więcej niż w pornolu. Czyli jak ktoś chce pornola nie warto i jak ktoś chce normalny film / serial też nie warto, lipa.

    Ps. nie oglądałem ani minuty, więc się znam ;)
  • O ile autor dożyje ich ukończenia...
    No "Wichrów" już chyba nie darują sobie, nawet jak mu trochę by zabrakło.
    Jeszcze dwa. sezony, I to nie jest rozwleczone, po prostu szybciej się nie da tego opowiedzieć.
    Ależ skąd. Rzekłbym nawet że jest przyspieszone do porzygania.
    Ale rozumie kolega, że mnie te sezony nie interesują, bo uważam GoT za kiepski prymitywny fanfik to książek.
    Chyba zacznę walczyć z nowym spojrzeniem, które panuje wśród młodych ludzi i przenosi się na starszych. Obiektywizm, statystyka, uśrednianie, wnioski tylko na podstawie sprawdzonych źródeł itp. A gówno tam. Jeżeli jest powszechne opinia, że w serialu i książkach Martina giną bohaterowie to tak właśnie jest. Tak to zostało poprowadzone, skonstruowane, zdjęcia z zakładeczkami mnie nie interesują. Rzeźna i tyle, która raz przyspiesza, raz zwalania, raz giną ciemne typy, raz dzieci (zabite przez rodziców, spalone na stosie, zmuszone do samobójstwa). Ja nie mówię, że mnie to jakoś specjalnie razi, po prostu męczy. Dobrze, że chociaż trochę opanowali się ze zmartwychwstaniami lub cudownymi ozdrowieniami.
    To nie jest kwestia uśredniania i statystyki. Powieści Martina to powieści o wojnie i ludzie giną. Nawet dość gęsto. Martin nie jest wybitnym pisarzem, ale swoje ma przemyślane. Scenarzyści serialu zaś coraz bardziej toną w randomowej przemocy. Im mniej korzystają z książek tym bardziej randomowa.
    Ponieważ z rozmaitych powodów jest jasne, że nawet jeśl podobne bum nastąpi w książkach to w innych okolicznościach i z inną stawką na talerzu - bo po prostu warunki brzegowe na to nie pozwalają, tak samo jak nie pozwolą na serialową Bitwę Bękartów - i ponieważ Martin nie brał udzialu w pracach nad sezonem 6 to jasne jest dla mnie, że pisanie, że Martin zrobił bum jest niewłaściwe.
    - powszechna bieda od ktorej wyjatki stanowia niewielkie wysepki dostatku
    To raczej norma w historii ludzkości.
    A w tle Pierwsi, pradawni, którzy przetrwali, w dorozumieniu żyli we wspaniałym świecie, który ludzie pobrudzili i zniszczyli.
    Jacy Pierwsi? Ma kolega na myśli Dzieci Lasu?
    Bo Pierwsi Ludzie to etnos ludzi, Dzieci zaś ludźmi nie są.
    W sumie to nawet Tolkien wypadł ze schematu klasycznych bajek. Bo chociaż u niego jest wyraźnie rozróżnienie dobra od zła to jednak mit pradawnych, pięknych czasów, nieśmiertelnych Elfów i budowniczych świata Krasnoludów jest wszechobecny. Niesamowitych czarodziejów, którzy dokonywali cudów. I przyszli śmiertelni ludzie, zdominowali, zdeptali swoją szarością i koniec końców cała pradawna wiara za morze się udała, bo ich czas się skończył. Tolkien czerpał z podań, tam też była taka pogarda dla człowieka ?
    Horche, a daj spokój. Przecie ta cała Gra o Tron to badziewie jakich mało. Chcesz prawdziwy serial? Zapuść sobie Pacyfik
    Taki sobie. Ładnie zrealizowany. Ale ile już widzieliśmy wojny na Pacyfiku.
    Jest układ - świat był kiedyś piękny (ale ludzie go spieprzyli), rozpoczęliśmy historię, pobiegaliśmy, powalczyliśmy w tym chujowym układzie, o coś walczyliśmy, ale nawet jak wygraliśmy to świat nie przestanie być chujowy. Bez wielkiej wiktorii, bez nadziei, bez uniesień, bez zapachu legendarnej przygody. I tak też pewnie skończy się Gra o Tron
    Paradoksalnie sądzę, że serial zakończy się bardziej cukierkowo. Protagoniści którzy przetrwali mają wyraźnego plot armora od dedeków a ich czyny są znacząco wybielane w stosunku do książek - książkowy Jon nie zostaje zabity za sprowadzenie dzikich ale za to że po dostaniu informacji o klęsce Stannisa postanawia złamać przysięgę i wyruszyć przeciwko Boltonowi, książkowy Tyrion popada w spiralę depresji, nienawiści i pijaństwa, korzysta z seksualnych niewolnic w Volantis, prowokuje armię do ataku na Westeros, doświadcza koszmarnych upokorzeń i w końcu przystępuje do kampanii najemników zamiast do Daenerys, itd. itp.
    A jednocześnie wbrew tym wszystkim opiniom wierzę (wiem na podstawie serialu tego nie widać) wierzę, że George R.R. Martin jest w duchu romantykiem. Nie optymistycznym, ale i nie cynicznym do szpiku kości. I widząc jak wiele czerpie nie z mrocznej i brutalnej historii, ale i z epickich romansów rycerskich jak i klasycznych greckich i szekspirowskich tragedii nie spodziewam się tak bladego zakończenia jakie dał nam cyniczny postmodernista Sapkowski. Bo też Martin nie jest postmodernistą.
    Czytając posty koleżeństwa zaczynam mysleć ze GoT jest niezbędne jak tlen czy też wódzia.
    Nie jest.
  • rozum.von.keikobad napisal(a):
    Brawario mówi, że to pornol. A co to jest pornol? Nic się nie dzieje i jest bardzo dużo seksu.
    Brawario tak mówi, więc trzeba założyć, że ma rację, ale trochę przesadza (podzielić przez pół). Czyli: jest sporo seksu, ale nie ciągle jak w pornolu i niewiele ciekawej akcji, ale więcej niż w pornolu. Czyli jak ktoś chce pornola nie warto i jak ktoś chce normalny film / serial też nie warto, lipa.

    Ps. nie oglądałem ani minuty, więc się znam ;)
    Są też irytujące brakiem psychologicznej głębi, schematycznością, sztucznością postaci. Książki nie czytałem ale to może być dla literatury amerykańskiej coś jak Buszujący w zbożu - jeżeli założyć że książki te opisują kondycję społeczeństwa amerykanskiego. Oryginał jest niewielką książeczką a to przerośnięte tomiszcza bez celu, co też oddaje stan społeczeństwa.
  • Nie wiem, kino amerykańskie - kino, bo seriale to nie ma dla mnie, o czym wiele razy pisałem - ciągle jest chyba lepsze niż europejskie, przynajmniej dramaty i kryminały. Komedia mają kretyńskie, poczucie humoru na poziomie... a w zasadzie to pod wszelkim poziomem ;) Natomiast i dramaty, i kryminały jeszcze dają radę, bo trzymają czy starają się trzymać w pewnych ryzach konwencji, nie przesadzają z fabułą itd. W Europie jak wypuszczą dramat to jest już dramat ;) wiadomo o co chodzi.
    Zatem: jeśli kinematografia ma odzwierciedlać stan społeczeństwa (m. zd. to zbyt daleko idący wniosek), to w USA jest ciągle lepiej niż u nas - w Europie i tym bardziej w Polsce. A jest? Ja polskie społeczeństwo oceniam znacznie lepiej niż kręcone w Polsce filmy.
  • Książki nie czytałem ale to może być dla literatury amerykańskiej coś jak Buszujący w zbożu - jeżeli założyć że książki te opisują kondycję społeczeństwa amerykanskiego.
    Jakoś wątpię by opisywały. Podobnie jak Tolkien nie opisywał kondycji współczesnego sobie społeczeństwa brytyjskiego. Prawdy o społeczeństwie szukałbym w tym co ma go dotyczyć, nie czymś co z natury jest wobec niego eskapistyczne.
    Brawario tak mówi, więc trzeba założyć, że ma rację, ale trochę przesadza (podzielić przez pół).
    Nie Brawario ale jego siostra. ;)
  • edytowano July 2016
    Dzięki Marnioku. Przekonałeś mnie, obejrzę jednak ten sezon 6, choć obiecałem sobie wcześniej, że już nie będę więcej
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.