Parmenides vs Heraklit

Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
Nu, Heraklit to był ten człowień, który pedział "Syćko płynie! Pan Tarei!" "Zabrania się wchodzić dwa razy do tej samej rzeki!!!" - wszystko jest płynne, zmienne, nic nie jest stałe.

Parmenides dla odmiany uważał, że jest to co jest, a czego nie ma to nie ma. I wuj. I jeżeli komuś się zdaje, że coś się zmienia, to mu się zdaje.

I teraz paczpan na wiosce: Kury sie nieso, koguty piejo, na wiosnę się sieje, jesienią zbiera. Co było, to będzie, co jest to było.

A zaś po miastach? Rejwach, tłum przewalający się na chodnikach w te i wefte, automobiliści trąbiący, trombocyty, no i to zabawne zjawisko, które mam leguralnie - dzisiej Tamką jechałem i mówię: Pacz Gosia jaki tu ładny budynek stoi! A ona mie na to: Paczpan, pół roku temu jeszcze go nie bełło.

Właśnie.

Różnice potyliczne to w dużym stopniu funkcja różnic w temperamencie okolicznej ludności.

Oczywizda, w kraju postkolonialnym nakłada się na to podział im. A.J. Czartoryskiego, nułale tak przez najbliższe pińcet lat myć busi.

Natomiast heraklitejczyków nie wydusimy, możesz go zabić, narodzi się nowy. Jak zabraknie Lawet i Nowoczesnego Ryśka, to będą musieli albo popaść w stupor i się zdemobilizować potylicznie, albo se stworzyć jakieś PPH - Polską Partię Heraklitejską.

Wogle, cała potylika polega na spieraniu się okolicznej luckości, wiele w danej sytuacji dozować herakliteizmu, a wiele parmenideizmu. I tak było zawsze i tak będzie zawsze, jeśli się komuś zdaje że się zmienia, to się myli.

Komentarz

  • loslos
    edytowano July 2018
    Nasz przyjaciel Kąsument z bratniego forum bardzo Heraklita nie lubi. Zdarza mu się co jakiś czas w kontekście albo bez kontekstu prychnąć "mieszczaństwo!", co w jego języku znaczy wuje albo inne uje, w każdym razie niedobrze. Ostatnio czepiał się hymnu holenderskiego. Za to podoba mu się polska szlachta. A ja mu zareplikuję tak: polska szlachta to czystej wody mieszczaństwo, tyle, że zwykle nie mieszkające w miastach. Dla zmylenia przeciwnika a przede wszystkim ze względu na strukturę geograficzną - Rzplita była za duża, by cały potencjał zamykać w miastach, ludzie rzutcy, energiczni i przedsiębiorczy potrzebni byli w terenie. Inaczej niż na Zachodzie, gdzie było raczej ciasnawo.

    Przede wszystkiem - polska szlachta była bardzo różna od szlachty zachodniej. Szlachta zachodnia da się podsumować trzema słowami: wykidajły króla jegomości. Bardzo nieciekawi ludzie - zwykle trudnili się próżniactwem a czasem na hasło pana króla szli zabijać i dawać się zabijać. Z początku mieszkali w zamkach a potem się poprzenosili do miast, bo w zamkach nudno, i z wikidajłów przerobili się na dworaków i to był ich koniec. Z polską szlachtą inaczej - uprawiali ziemię, handlowali, politykowali po sejmikach i sejmach, brali udział w wojnach a w wolnych chwilach robili se konfederacje i rokosze. Jednym słowem: Rejwach, tłum przewalający się na chodnikach w te i wefte, automobiliści trąbiący i trombocyty. Polska wieś za Rzplitej nie jest parmenidejska.
  • Wywłąt na 1000 wypisów!
  • edytowano July 2018
    los napisal(a):
    Z początku mieszkali w zamkach a potem się poprzenosili do miast, bo w zamkach nudno, i z wikidajłów przerobili się na dworaków i to był ich koniec. Z polską szlachtą inaczej - uprawiali ziemię, handlowali, politykowali po sejmikach i sejmach
    ...i to był ich koniec.

    Ówcześni bublicyści wiele o tem pletli, że dany szlachcic na zagrodzie zamiast stawać w potrzebie dla Ojczyzny ratowania, to trwoży się, czy aby przemarsz wojska nie zdepcze mu pola i nie wydusi kokoszy. A zaś hełmofon po przodkach przerdzewiał, labry spleśniały.

    Wogle, dziedziczność się nie sprawdza się, tak? Z tego że mój dziadek był wibytny nie wynika, że ja takiż będę, nu nawet na własnej próbce mogę stwierdzić że nie tak stało się.

    To że czyjś dziad był bitny i obronił Xięcia Pana przed ciosem wrażego buzdygana, to bardzo słodkie i miłe, i istotnie powinien od danego Xięcia otrzymać złoty puhar, worek gotowizny, a może i miejsce w radzie wojennej. Ale wniosek, że otrzyma indygenat, którym pieczętować się będą jego potomcy aż po wiek XXI jest z lekka przesadzony.

    Syn kibola nie będzie najlepszym kibolem. Tak samo córka kibucniczki nie będzie najlepszą kibucniczką. Ba! Właśnie córki kibucniczek były tymi kijami włożonymi w szprychy lokomotywy postępu, bo se gupie siksy wymyśliły, że nie dadzą dzieci znacjonalizować i chcą je same wychować, jak matki dzieciom.

    Talenta się rozkładają zgodnie z krzywą pana Gaussa. Natomiast osiągnięcia na ich podstawie tworzone, zgodnie z rozkładem pana Parety. Społeczęstwo musi brać pod uwagę te zależności. Także tę, że rodzice kochają swoje dzieci, czasem zbyt bardzo.
  • edytowano July 2018
    Nawet z dziedzicznością majątku bym nie przesadzał. Pedzmy że pierdyknie milijarder - dać gówniarzom po sto baniek na otarcie łez, a resztę zlicytować i znacjonalizować!
  • W zasadzie czekajłem na tut. wątek, gdyż z otchłani ętrnetu spojrzał na mnie prof. Legutek, legutko uzasadniający, że dzisiejsi panowie szlachta III RP są duchowymi spadkobiercami szlachty I RP i że trzeba ich żenralmą powiesić na flakach ostatniego redaktora Gazowni:

    https://wpolityce.pl/polityka/115459-elity-iii-rzeczpospolitej-mozna-porownac-z-zachowaniami-szlachty-przede-wszystkim-dlatego-ze-sa-ich-mentalnymi-spadkobiercami
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    los napisal(a):
    Z początku mieszkali w zamkach a potem się poprzenosili do miast, bo w zamkach nudno, i z wikidajłów przerobili się na dworaków i to był ich koniec. Z polską szlachtą inaczej - uprawiali ziemię, handlowali, politykowali po sejmikach i sejmach
    ...i to był ich koniec.
    To był ich koniec, bo zatracili cnoty obywatelskie, jak to wcześniej spotkało Rzymian jednych i drugich a nieco później Wenecjan. Normalna sprawa

    Z tym obywatelem to jest tak zabawnie, że we wszystkich europejskich językach prócz polskiego jest to najokropniejszy bluzg zdaniem Kąsumenta.

  • edytowano July 2018
    I jeszcze take refluksje dodam, bo dzisiej przy goleniu o tem dumałem, że wszystko jest sprawą narracji, panie kochanku, opowieści. I od wiary w daną opowieść zależy, czy ona jest/będzie prawdziwa, czyli też stanie się gustowną ramotką.

    Taki np. psoferor Bartyzel, którego lubię i szanuję, bo jest to przecie człeń, którego trudno nie lubić, a zwłaszcza nie szanować, uparcie podaje do wierzenia jaką starą francuską klechdę o odwietrznym prawie krura jegomości do korony jego. I że mianowicie jakiś Hiszpan imieniem Luj XX de Borbon jest z Bożej Łaski legitymistycznym krurem Francji, a kto wie może i Nawarry. Oprócz tego jest jeszcze pretendent orleański Henryk VII, ale wiadomo że Orleańczycy to pedały. Poza wszelką krytyką jest Napoleon VII, bo wiadomo że Napoleonidzi to korsykańscy, tfu, uzurpatorzy, tak?

    Ale czy takie sprawy obchodzą Pana Boga? Pan Bóg ledwo co miesza się w wybory papieża, a co dopiero w kwestie, kto będzie kerownikiem danego kawałka gruntu.

    Czytałem-ci ja niedawno "Złoto z Porto Bello", które każdemu polecam z uwagi choćby na urodę przekładu. Wieleż powieści pirackich zawiera sformułowania "mości panno", "roztruchan" albo też "fugas chrustas": http://wiersze.wikia.com/wiki/Złoto_z_Porto_Bello

    I tam jedną z osi spajających fabułę jest kwestia jakobicka, czyli poparcie prawowitego krura Anglii i Szkocji p-ko hanowerskim świniopasom-uzurpatorom.

    I teraz, jakoś mogę pojąć poczucie, emocję p-ko protestanckiemu nachodźcy, który rozwala starą dynastię i wprowadza nowe porządki. Jak najbardziej mogę poprzeć Bonnie Prince Karolka, który urządza w Szkocji powstanie i przegrywa z kretesem bitwę pod Culloden w 1746.

    Miał wtedy dany Karolek lat 26. Gdyby więc okazało się, że jest twardym i zdolnym zawodnikiem i uśmiechnął się doń los, może by i pogonił hanowerskich świniopasów i zrobił na wyspie porządek. Ale nie zrobił. Łajka szczeka na niego, że był kiepawym dowódcą, za dużo chlał i nie potrafił zgrać swoich popleczników z Irlandii i Szkocji p-ko Anglikom. Na starość dostał od papieża pałac w Rzymie i se tam mieszkał, marząc o koronie. Raz nawet pojechał cichcem do Lądka Zdroju, gdzie przechrzcił się na protestantyzm, dzięki czemu cnotę stracił a rubelka nie zarobił.

    Podczas wojny 7-letniej, w 1759, posłał po niego Choiseul, bo miał plan pełnowymiarowej inwazji Anglii i taki sojusznik by się przydał. Z bliska okazało się jednak, że kolo jest kłótliwy, w oczekiwaniach swych idealistyczny i nie robi dobrego wrażenia. Choiseul od razu zamknął temat.

    Kiedyś Stan Michalkiewicz medytował nad zdaniem Przewodniczącego Mao, że władza wyrasta z lufy karabinu. No ale kto nosi karabin? Mao czy jego gwardzista? I co by byo gdyby gwardzista strzelił do Mao?

    Władza to opowieść.
  • edytowano July 2018
    Apropopo upadku Najjaśniejszej, wszystkie Czcigodne Dyskutanty zdają się ignorowac zdobycz epoki czyli militaryzację sąsiadów, powołujących pode broń chłopstwo riazańskie, panońskie, tyrolskie, pruskie i każde inne. Nawet gdybyśmy ówcześnie zdrowi byli, nec Hercules ...
    Aby przetrwać, musiałaby Rzplita Ówczesna stać się bardziej zmilitaryzowana niźli trójka zbójów za ogrodzeniem. Na to nie było ani tradycji ustrojowych, ani pozwoleństwa. Zresztą czy można być bardziej zmilitaryzowanym od Moskwicina?

    Na tekst pana profesora flaki zamojskie mię się otwierają w kieszeni, bo mam wrażenie, że uwagi przytomne są tam wymieszane z nieprzytomnymi. Jakim sposobem liberalno-lewicowy salon może być podobny do naszych czcigodnych praszczurów, skoro ów pierwszy potrafi jedynie trutniowato doić matkę Ojczyznę, nie posiadając innych sił sprawczych, zaś antenaci przy wszystkich swoich wadach, potrafili budować nietrywialne rzeczy i zwyciężać w waśniach z sąsiady, techniką zadziwiając okolicznych gapiów. Turek z Niemcem prać się przestał na moment, żeby móc popatrzeć na husarski walec lecący z Kahlenbergu. Czy Szojble przerwałby obrady Bundestagu, żeby popatrzeć jak Tusk ze Schetyną wygrywają dla Polski negocjacje gazowe z Gazpromem? Jeśli komu nie lezy ostatnie zdanie, może se w to miejsce wstawić dowolną paralelę, byle bohaterem był Tusk, Schetyna, Kopacz, Rysiek, Matousz, Gołowin itp. płaz.

  • edytowano July 2018
    randolph napisal(a):
    Apropopo upadku Najjaśniejszej, wszystkie Czcigodne Dyskutanty zdają się ignorowac zdobycz epoki czyli militaryzację sąsiadów, powołujących pode broń chłopstwo riazańskie, panońskie, tyrolskie, pruskie i każde inne. Nawet gdybyśmy ówcześnie zdrowi byli, nec Hercules ...
    Aby przetrwać, musiałaby Rzplita Ówczesna stać się bardziej zmilitaryzowana niźli trójka zbójów za ogrodzeniem. Na to nie było ani tradycji ustrojowych, ani pozwoleństwa. Zresztą czy można być bardziej zmilitaryzowanym od Moskwicina?
    To nie tak, nie tak Panie Kochanku!

    Ovaj, istotnie pewne tradycje ustrojowe Rzplitej, jako to brak stałej siły zbrojnej albo pozwalanie na to żeby Prusak nam wkraczał w nadgraniczne powiaty i porywał rekruta do pruskiej armii i różne takie - należało odrzucić.

    Tym niemniej złudzeniem aptecznym jest, że ażeby wygrać wojnę z Prusakiem, Ruchem i Ałstrjakiem (który zresztą zawsze, a już pospolicie po 1683 nas lubił) trzeba być w stal zakutym Litwinem. Otóż nie. Wystarczy być w miarę mocny i nie dać se pluć w kaszę. Tymczasem przez pół wieku XVII i cały wiek XVIII dawaliśmy se pluć w kaszę każdemu kto akurat przechodził.

    Do obrony wystarczy kilkakrotnie słabsza siła zbrojna niż do zaatakowania. Ale potrzebna jest siła duszka, amor patriae, panie tego. Byle ciernik ma dość amoris patriae, żeby mu sąsiedzi na grunt nie wchodzili. To prawidłowość wśród kręgowców - każdy ma swoje terytorium i znacznie łatwiej jest je obronić niż wypchnąć sąsiada z jego terytorium.

    Kedyś to Ardreya bodaj Extraneus polecał czy inny zacny b. kolega:
    https://bez-owijania.blogspot.com/2008/05/ardrey-w-piguce-za-to-z-komentarzami-i.html?m=0
    http://niepoprawni.pl/forum/viewtopic.php?t=373

    ...Dziś, po latach widzę, że trzeba Ardreya czytać przez szkiełko i oko Jordana Petersona. No ale to zawsze tak.
  • Coś się zepsiło w czasie potopu szfeckiego. Dany potop najpierw odbył się w Niemczech w ramach wojny 30-letniej. A zaraz potem u nas. I mam take niejasne wrażenie, że wnioski z wojny 30-letniej nie były u nas dobrze przerobione. Jan Sobieski walczył po stronie Szwedów p-ko Rzplitej. Jak to w ogóle możliwe? Co się stało z husarią? Chyba nie całkiem była w latach 50. przestarzała, skoro w latach 80. tenże Jan III łomotał nią Turaka aż szło pirze. To taka tajemnica dla mnie.
  • Dokładnie. Rozbiory było to zdarzenie dla Polski korzystne, gdyż przed rozbiorami to Moskwa i do pewnego stopnia Prusy sobie robiły z Rzplitą, co chcieli, a po rozbiorach a zwłaszcza po Kongresie Wiedeńskim jakieś tam prawa Polacy mieli.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Co się stało z husarią? Chyba nie całkiem była w latach 50. przestarzała, skoro w latach 80. tenże Jan III łomotał nią Turaka aż szło pirze. To taka tajemnica dla mnie.
    Nie wie kolega? Jagże to możliwe! Chętnie wytłumaczę. Otóż - husaria na owe czasy to był samolot F 22 połączony z atomowym okrętem podwodnym i działem laserowym. Takie cacka zazwyczaj bywają kosztowne a Janusz Mikke był ulubionym myślicielem naszych rodaków 300 lat temu, im też się marzyło zagłodzenie własnego państwa. W ramach oszczędności husarz dostawał coraz gorszy ekwipunek, wymyślono nawet wirtualnego husarza czyli chorągiew pancerną zadeklarowaną jako husaria. A prawdziwy husarz pojawiał się już tylko w ceremoniach pogrzebowych. Po prostu - upadek.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Coś się zepsiło w czasie potopu szfeckiego.
    Jużem tu kiedyś afiszował się z niepopularnym heretyckim poglądem, któren mię bardzo pasuje do układanki.
    Hrabia Walerian Krasiński w swojej trzytomowej historii reformacji pisze, że przyczyną upadku panów braci była popularność szkół jezuickich lansowanych przez zamorskiego jegomościa z kolumny na placu Zamkowym. Czytając opinie różnych autorów traktujących o tym okresie łatwo daje się odnaleźć informacje o upadku poziomu w/w szkolnictwa, tyle że jedni piszą o połowie XVII w. a inni o przełomie wieków za Snopka.
  • Faktem jest, że średniozamożny szlachcic z kserokopiarką systemu Gutenberga, powielający pod własnym dachem co ciekawsze z kupionych w Empiku książek albo rozpowszechniający w ten sposób traktaty swego autorstwa - to druga połowa XVI w. Resztki podobnej działalności spotkać można jeszcze za panowania Władysława IV, a później to już tylko cudzoziemskich ksiąg nie czytaj, czego nie wiesz - księdza pytaj.
  • No przykre tylko że cały ten hajs który przyoszczędzili na husarii poszedł do kufrów szfeckiego okupanta, tak?
  • To nie brak cnót sarmackich, upadek hussaryi czy mikkizm podatkowy spowodowały upadek I Rzeczypospolitej, ale brak rozwiniętej agentury wpływu i sprawnego kontrwywiadu.
    Polska nie prowadziła wojny w czasie tzw. pokoju, nie stosowała brudnych gier na cudzych dworach i była bezbronna wobec takich gier stosowanych wokół własnego ośrodka władzy. Brak przykładnego karania zdrajców na obcym jurgielcie był przyczyną upadku państwa - i niestety ta tradycja akurat przetrwała do dzisiaj.
  • To generalna zasada jest, że cudze państwo kosztuje więcej niż własne - żeby nie wiem jak pazerne i nieoszczędne. Zawsze i bez wyjątków
  • Właśnie potop szwedzki oprócz takich skutków jak strata 6 mln obywateli i katastrofa gospodarcza, z której Polska już się nie podniosła, ujawnił tego raka toczącego państwo: całkowitą bezkarność zdrady.
  • KAnia napisal(a):
    To nie brak cnót sarmackich, upadek hussaryi czy mikkizm podatkowy spowodowały upadek I Rzeczypospolitej, ale brak rozwiniętej agentury wpływu i sprawnego kontrwywiadu.
    Polska nie prowadziła wojny w czasie tzw. pokoju, nie stosowała brudnych gier na cudzych dworach i była bezbronna wobec takich gier stosowanych wokół własnego ośrodka władzy.
    Warning! Nie wolno czytać tych nieprawdziwych tekstów.

    Jeden z moich kolegów zawodowo jako historyk zajmuje się tym tematem, nawet książkę zaczął pisać. Wywiad i kontrwywiad Rzplitej były znakomicie zorganizowane, skuteczne a w Europie miały opinie brudnych i nierycerskich.
  • edytowano July 2018
    No jako że wśród zdrajców znalazł się Jan Sobieski każe mi myśleć o sprawie z pewną ostrożnością.

    http://www.wilanow-palac.pl/jan_sobieski_w_sluzbie_szwedzkiej.html
  • loslos
    edytowano July 2018
    Ale nie można patrzeć ahistorycznie! Elekcja vivente rege nie była czymś nie do pomyślenia, tak na tron wstąpił Zygmunt August. Cóż takiego zrobiła szlachta pod Ujściem? Po prostu wybrali sobie kolejnego króla, sprawnego Karola Gustawa na miejsce nieudolnego Jana Kazimierza.
  • los napisal(a):
    Ale nie można patrzeć anachronicznie! Elekcja vivende rege nie była czymś nie do pomyślenia, tak na tron wstąpił Zygmunt August. Cóż takiego zrobiła szlachta pod Ujściem? Po prostu wybrali sobie kolejnego króla, sprawnego Karola Gustawa na miejsce nieudolnego Jana Kazimierza.
    tak myśleli, ale nie mieli racji jak się okazało.
    KAnia napisal(a):
    Właśnie potop szwedzki oprócz takich skutków jak strata 6 mln obywateli i katastrofa gospodarcza, z której Polska już się nie podniosła, ujawnił tego raka toczącego państwo: całkowitą bezkarność zdrady.
    mylisz się Kaniu, karano i to ostro. Statuty Litewskie polecam, jak znajdę czas to ci kawałki przepiszę.

    Najbardziej zaszokował mnie proces mieszczanina z Wilna, który musiał się tłumaczyć z tego, że przeżył. Wilno zostało wyrżnięte przez Rosjan w 90%, koleś zeznawał i powoływał świadków, że akurat w tym czasie przebywał Prusach.
  • historia rodu Radziwiłłów (i im podobnych)
  • Korwinizm w akcji. Skutki wiadome. Każden wuj na swój wzór!
  • nie wiem dlaczego pojęcie własności oderwało się od pojęcia państwa (państwo wprowadza prawo i na jego mocy jest gwarantem własności oderwanej od pojęcia "mam tyle ile jestem w stanie zagrabić i obronić"). Może ze względu na łagodną pod tym względem politykę państw zaborczych. Własność może być gwarantowana tylko przez państwo, inne państwo w zasadzie może własność rozdysponować wg własnego widzimisię. Każdy właściciel powinien być propaństwowy, jeśli nie jest, jest skończonym głupcem i powinien być własności pozbawiony zanim ją do reszty zmarnuje.


    Zrobiło się tak w świecie, że wielcy właściciele, których własność była rozproszona na wiele państw, postarali się, by państwa zostały w swej autonomii spętane organizacjami ponadpaństwowymi albo systemem umów i układów. Wtedy tacy świadomi właściciele stają się obywatelami takich ponadpaństwowych instytucji. Kodowcy mówią, że są obywatelami Unii Europejskiej a nie Polski na przykład.


    Żyjemy w ciekawych czasach zmagań państw i potężnych organizacji niepaństwowych (Unia, ONZ, korporacje). Tradycyjnie w takim sporze wygrywały państwa (smutny los Hanzy przypominam, albo uniwersalnej Europy ze średniowiecza), wygrywają, bo mają wojska. Ciekawe co się dalej będzie działo, na razie jesteśmy na pierwszej linii frontu.


  • los napisal(a):
    KAnia napisal(a):
    To nie brak cnót sarmackich, upadek hussaryi czy mikkizm podatkowy spowodowały upadek I Rzeczypospolitej, ale brak rozwiniętej agentury wpływu i sprawnego kontrwywiadu.
    Polska nie prowadziła wojny w czasie tzw. pokoju, nie stosowała brudnych gier na cudzych dworach i była bezbronna wobec takich gier stosowanych wokół własnego ośrodka władzy.
    Warning! Nie wolno czytać tych nieprawdziwych tekstów.

    Jeden z moich kolegów zawodowo jako historyk zajmuje się tym tematem, nawet książkę zaczął pisać. Wywiad i kontrwywiad Rzplitej były znakomicie zorganizowane, skuteczne a w Europie miały opinie brudnych i nierycerskich.
    Czyli że nie masz cwaniaka nad Polaka? To mi się podoba.
  • No cóż, co najmniej od czasów Verdun bycie na pierwszej linii frontu to słaba strategia.

    O ile pamiętam mapki płk. Kulińskiego, to obie strony planowały zmasowane uderzenie atomówkami w linię Wisły, co w zasadzie rozwiązałoby kwestię polską ostatecznie.
  • wszyscy istotni są na pierwszej linii, to tak jak z ładnymi dziewczynami, zawsze są obserwowane
  • agent napisal(a):
    los napisal(a):
    KAnia napisal(a):
    To nie brak cnót sarmackich, upadek hussaryi czy mikkizm podatkowy spowodowały upadek I Rzeczypospolitej, ale brak rozwiniętej agentury wpływu i sprawnego kontrwywiadu.
    Polska nie prowadziła wojny w czasie tzw. pokoju, nie stosowała brudnych gier na cudzych dworach i była bezbronna wobec takich gier stosowanych wokół własnego ośrodka władzy.
    Warning! Nie wolno czytać tych nieprawdziwych tekstów.

    Jeden z moich kolegów zawodowo jako historyk zajmuje się tym tematem, nawet książkę zaczął pisać. Wywiad i kontrwywiad Rzplitej były znakomicie zorganizowane, skuteczne a w Europie miały opinie brudnych i nierycerskich.
    Czyli że nie masz cwaniaka nad Polaka? To mi się podoba.
    A co ma lubić Agent?
  • los napisal(a):
    W ramach oszczędności husarz dostawał coraz gorszy ekwipunek, wymyślono nawet wirtualnego husarza czyli chorągiew pancerną zadeklarowaną jako husaria.
    Tak gwoli ścisłości to husarz z ekwipunku dostawał tylko kopie - resztę sam musiał sobie zafundować. A ponieważ - z powodów lapidarnie, a celnie przez kolegę wyłusczonych - coraz mniej było chętnych do uprawiania tego kostownego i czasochłonnego (trening) hobby na poważnie. Husaria "psiała"..

  • loslos
    edytowano July 2018
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    I tam jedną z osi spajających fabułę jest kwestia jakobicka, czyli poparcie prawowitego krura Anglii i Szkocji p-ko hanowerskim świniopasom-uzurpatorom.

    I teraz, jakoś mogę pojąć poczucie, emocję p-ko protestanckiemu nachodźcy, który rozwala starą dynastię i wprowadza nowe porządki. Jak najbardziej mogę poprzeć Bonnie Prince Karolka, który urządza w Szkocji powstanie i przegrywa z kretesem bitwę pod Culloden w 1746.

    Miał wtedy dany Karolek lat 26. Gdyby więc okazało się, że jest twardym i zdolnym zawodnikiem i uśmiechnął się doń los, może by i pogonił hanowerskich świniopasów i zrobił na wyspie porządek. Ale nie zrobił. Łajka szczeka na niego, że był kiepawym dowódcą, za dużo chlał i nie potrafił zgrać swoich popleczników z Irlandii i Szkocji p-ko Anglikom. Na starość dostał od papieża pałac w Rzymie i se tam mieszkał, marząc o koronie. Raz nawet pojechał cichcem do Lądka Zdroju, gdzie przechrzcił się na protestantyzm, dzięki czemu cnotę stracił a rubelka nie zarobił.

    Podczas wojny 7-letniej, w 1759, posłał po niego Choiseul, bo miał plan pełnowymiarowej inwazji Anglii i taki sojusznik by się przydał. Z bliska okazało się jednak, że kolo jest kłótliwy, w oczekiwaniach swych idealistyczny i nie robi dobrego wrażenia. Choiseul od razu zamknął temat..
    Łykając angolską propagandę proszę pamiętać, że bracia Moskale i Prusacy byli w niej równie dobrzy, choć obsmarowywali nie Irlandczyków i Szkotów a kogo innego. Ten wiersz też jest o Irlandczykach

    Żaden król polski nie stał na szafocie,
    A więc nam Francuz powie: buntowniki.

    Żaden mnich polski nie bluźnił wszech-cnocie,
    Więc nam heretyk powie: heretyki.

    Żaden pług polski cudzej nie pruł ziemi,
    Więc poczytani będziem jak złodzieje.

    Żaden duch polski nie zerwał z swojemi,
    A więc nas uczyć będą - czym są dzieje?

    Ale czas idzie - Szlachty-Chrystusowej,
    Sumienia-głosu i wiedzy-bezmownej;

    Ale czas idzie i prości się droga...
    Strach tym - co dzisiaj bać się uczą Boga.
  • los napisal(a):
    Łykając angolską propagandę proszę pamiętać, że bracia Moskale i Prusacy byli w niej równie dobrzy, choć obsmarowywali nie Irlandczyków i Szkotów a kogo innego. Ten wiersz też jest o Irlandczykach
    No piękny wiersz, oczywiście, ale wpis nie był o Irlandczykach, a o tym że śliczny księciunio Karolek przeputał swoją szansę.
  • Tak jak prawie wszystkie polskie powstania, z których powstanie jakobickie należy uznać za pierwsze, w końcu Bonnie Prince Charlie był Polakiem, czego dowodzi jego upodobanie do krupniku, przez Szkotów nieco popsutego. Po prostu pamiętajmy, że do Szkotów i Irlandczyków Angole strzelali nie tylko ołowiem ale i kłamstwem.

    Uwielbienie skuteczności może być dobre dla Ziemniaka i Prusaków ale, że my się tak zniżamy?

    A Prus nie ma, nie ma, i nigdy nie będzie, jaja jak berety nurmalnie!
  • Nie ma, gdyż zostały skutecznie rozwiązane przez zarząd powierniczy generałów Eisenhowera i Żukowa.
  • A tu pieśń o Bonnie Prince Charlie, tym razem nie szkocka a irlandzka. Czy który Hanowerczyk się czegoś takiego dorobił?

  • Skoro tak Kolega po parmenidejsku sobie poczyna, to i ja wkleję słodki kawałek z bodhranem!

  • /mniód na uszy
    czytając powyższe posty
    w upalny tropikalno-afrykański wieczór!
    //

    Dziwny tej Kraj, Polska (z powyższych).
    Ciekawe, czy insze Szkoty, France lub Greki wogóle tak (prze)myśliwają jak tukej na forum.
    ?
  • edytowano July 2018
    Ciekawy wątek... I teraz tak, dyskusja parmenidejsko-heraklitańska owszem ciekawa, ale cóż, obu nieprzypadkowo wieszcz społeczeństwa otwartego uważa za filozofów zamkniętospołecznych. Bo cóż, o ile absolutnie nie twierdzę, by postawy myślenia Parmenidesa i Heraklita (na ile zostały przekazane, źródłowych tekstów raczej nie, chyba jeden Heraklita, więc faktycznie mogli myśleć coś innego) były tożsame. Dyskusje na nich oparte mogą być ciekawe w kontekście w zasadzie wszystkiego, nawet fizyki, prawa, muzyki, czegokolwiek, nie tylko polityki i filozofii.
    Natomiast zarówno postawa parmenidejska, jak i heraklitańska mają co najmniej jedno wspólne. Centralnym zagadnieniem filozofii czynią "jak jest" (co jest, co się dzieje itd.). Punktem odniesienia jest świat, byt itd.

    A nie wszyscy tak myśleli. Protagoras i pokrewni mu sofiści mówili, że to człowiek jest miarą wszechrzeczy, a nie
    elementem obiektywnej rzeczywistości. I że wszystko, jak się zapłaci, można udowodnić. Dla wieszcza społeczeństwa otwartego to Protagoras jest bohaterem, a nie Heraklit. Dyskusje heraklitańsko-parmenidejską możemy prowadzić we własnym gronie zainteresowanych prawdą, ale wiedzmy, że faktyczny spór obecnie idzie na linii realizm vs. sofizm.
  • edytowano July 2018
    W ogóle tak, niedawno zwiedzając kraj Bonnie Prince Charlesa, nie ten urodzenia, ale ten, gdzie jest znany ;) daje się zauważyć ciekawą rzecz. Bohaterem jakobitów jest np. Flora MacDonald, pani znana z tego, że Bonniego przebrała za służącą, dzięki temu ten mógł spieprzyć z Inverness. W tymże Inverness ma wielki pomnik pod wielkim zamkiem. Innym bohaterem jest Roderick MacKenzie, który po ustrzeleniu, a przed śmiercią zdążył powiedzieć do ścigających go stronników hanowerczyka "ustrzeliliście księcia", co zakończyło pościg. Facet ma grób i pomnik do tej pory, w bardzo dobrym stanie.

    Czy u nas by przeszło chwalenie się tym, że książę skutecznie zwiał przed wrogiem? U nas raczej Śmigły-Rydz jak jest za coś poważany, to nie za Zaleszczyki. Dziwna ta monarchiczna przypadłość, niezrozumiała dla nas wychowanych w republikańskiej tradycji, gdzie dobrem nie jest osoba władcy, ale kraju czy narodu.
  • Tradycja spieprzania przed Anglikami jest znana także po drugiej stronie Morza Irlandzkiego:

    https://en.wikipedia.org/wiki/Flight_of_the_Earls

    Ło, i też pomnik wystawili w danej sprawie:

    image
  • Ciekawe, czy insze Szkoty, France lub Greki wogóle tak (prze)myśliwają jak tukej na forum.
    ?
    ____________

    Tak, ale nie w ogólnodostępnych mediach. No my też nie :)
  • loslos
    edytowano November 22
    Polska przeludniona

    W latach 1889-1939 zamieszkiwało tereny polskie od 20 mln do 35 mln ludzi (pod koniec). Z czego PIĘĆ MILIONÓW wyemigrowało. Tak, co piąty Polak wyrzekł się Polski, zwykle bardzo do tego przez nią zachęcany. W większości nie była to emigracja polityczna tylko zwykła emigracja zarobkowa, za chlebem. Dlaczego? Bo Polska była przeludniona, Polska przeludniona, Polska przeludniona... Ile razy to słyszeliście?

    Dziś na terenie mniejszym od IIRP żyje 38 mln ludzi w tym ponad dwa miliony imigrantów. Polska ma nieograniczony potencjał przyjęcia imigracji, polska emigracja została zahamowana, emigranci zaczynają nieśmiało wracać.

    Dlaczego dziś nie mówimy, że Polska jest przeludniona? Bo Polacy stali się tak ofukiwanym przez kąsumęta mieszczaństwem. Na wsi ludzie żyją z ziemi a ta ma ograniczoną zdolność ich wyżywienia. W mieście żyje się z pracy a tu sky is the limit, można zgromadzić miliony ludzi na skrawku lądu i będą oni wszyscy zamożni i szczęśliwi. I wcale nie muszą być Chińczykami. Wieśniak jest anachronizmem, choć oczywiście trochę wsi pozostać musi. Zamieszkałej oczywiście przez mieszczan, jakżeby inaczej?
  • Do Rebe cytatów


    Talenta się rozkładają zgodnie z krzywą pana Gaussa. Natomiast osiągnięcia na ich podstawie tworzone, zgodnie z rozkładem pana Parety. Społeczęstwo musi brać pod uwagę te zależności. Także tę, że rodzice kochają swoje dzieci, czasem zbyt bardzo.

    Dzięki @Szturmowiec.Rzplitej
  • Z przeludnieniem i mieszczaństwem opinia losa jak najbardziej słuszna. Dwie istotne uwagi oboczne:
    - Mieszczaństwo też musi jeść. Wirtualem, sztuczną inteligencją, kulturą wysoką i niską się nie naje.Dostępność żywności pozostaje warunkiem koniecznym rozwoju, a nawet trwania społeczeństwa i gospodarki. Tak więc wieś jako producent żywności nie traci na znaczeniu. Ba, w miarę wzrostu populacji zyskuje. To staje się stopniowo ważnym, moim zdaniem głównym, problemem i barierą, a nie jakieś pierdy informatyczno - genetyczne. Jednak materia.
    - Miasto, jako sposób życia i organizacji społecznej, zamiast wsi to jest poważny problem. Czy to aby nie z tego biorą się kłopoty, których początku los upatruje w 1517? Człek oderwany od ziemi i przyziemnych uzależnień i ograniczeń, nawet w niewielkim stopniu, w straszną pychę popada i zaczyna eksperymentować jako pan stworzenia. A współczesne miasto, szczególnie to "inteligentne" jeszcze bardziej odbiera rozum i trzeźwą ocenę rzeczywistości.
  • edytowano November 22
    Co do wiodącej roli rolnictwa dla wyżywienia luckości, polecam Kolegów uwadze zagadnienie rolnictwa pionowego, jak również satelitarno-dronowego.

    Żenralmą, z hektara można wykręcić znacznie więcej kwintali, jeśli się zrobi piętrowe uprawy.

    Jak również można na ten hektar wlać mniej różnych tam glifosfatów i innych monsantów, jeśli roboter dystrybuuje dane smakołyki precyzyjnie.

    Sztuczna ętligęsja zezwala też roboterowi trudnić się pieleniem grządek - to z kolei powoduje ograniczenie stosowania monsantów etc.

    Mojem osobistem konikiem garbuskiem są podwodne drony, które będą pływać w promieniu iluś tam mil morskich od statków-przetwórni i niechybnie będą jeich kerować w kerunku najsmaczniejszych ławic. Co zmniejszy ślad węglowy, jak również dolarowy, tych statków.

    Rolnictwo! Nie masz, nie masz postępu od 1960.
  • Wystarczy. A nawet jeśliby nie było postępu od AD 1950, to i tak wieś przestaje być miejscem dla wieśniaków, wszystkim lepiej zajmą się miastowi. Zresztą - nigdzie już nie ma miejsca dla wieśniaków zarówno z klas podlejszych jak dla szlachty, kąsumętowa głowa się ostała jako ostatnie asylum.

    Nawet dzisiejszy polski wieśniak może nieprzyjemnie zaskoczyć miłośnika sielskich klimatów, kiedy zacznie nawijać o podatkach, dotacjach i rentownościach. I zacznie się zastanawiać nad kupnem vs wylizingowaniem traktora i czy lepiej z Holandii czy z Białorusi (tak, robią tam niezłe traktory) podając przy tym setki parametrów, których profesorska głowa niestety nie zapamięta.
  • Polska przeludniona
    Kolega mowi von Misesem, który pisał o Anglii z czasów rewolucji przemysłowej i stanu sprzed. To jeden z wykładów z książki "Ekonomia i polityka".
  • edytowano November 22
    Akurat na rolnictwie pionowem się znam bo w nim robię, znaczy w jego zaopatrzeniu w różnych odsłonach już ponad 20 lat. No i robię to jako miastowy miastowymi metodami chociaż zakłady są fizycznie na wsi. To jest nadal rolnictwo i wieś. Oczywiście są jakieś pomysły i pierwsze doświadczenia w tak zwanym "urban planting" czy uprawy aeroponiczne jako kolejny pomysł po hydroponicznych. Wszystko to prawda jest. A jakem był w Izraelu to potwierdziłem sobie, znaną mi od dawna z literatury i spotkań branżowych, wiedzę o owym punktowym zadawaniu substancji odżywczych, w szczególności wody, bezpośrednio do roślin. Tam na Pustyni Judzkiej obok spalonych skał i piachu są całe kwartały plantacji - a to daktyli, a to bananów, a to warzyw i innej pożywnej roślinności. Oczywiście że da się. To jest jednak technologia, a idea i biologia ta sama - to jest rolnictwo. Czy ci którzy je uprawiają są miastowi? No nie wiem, nie jestem pewien. Mentalność rolników pionowych jest raczej stara jak rolnictwo. To jest mentalność chłopa narzekacza, który zawsze twierdzi że jest doprowadzany do ruiny, zawsze żąda wsparcia i dotacji, zawsze jest nieufny, zawsze faworyzuje swojaka i bez litości zdziera z obcego. To dotyczy ostatniego ogniwa - producenta i żywiciela. I tak chyba pozostanie bo "pańskie oko konia tuczy" i w takiej działalności trzeba być zaangażowanym na okrągło i bezpośrednio nawet gdy jest wsparcie nowoczesnej techniki i technologii w tym informatycznej i automatyki oraz robotyki. Tak ze nie jestem pewien czy to miasto wkracza na wieś czy wieś do miasta w sensie mentalnym.
    Co do robotyzacji i automatyzacji to jeszcze długo nie. Jeszcze długo nie zastąpi człowieka. Może zastąpić go w pewnych czynnościach, ale stworzy zapotrzebowanie na inne czynności. Na razie jest wiele takich, w których automat i sterowania owszem działają ale dużo gorzej niż człowiek. Nie ma tej jakości automat, a procesy są zbyt złożone i niestandardowe aby dało się łatwo zastąpić ułomne decyzje człeka inteligentnym programem..Oczywiście i w tym jest jakiś postęp.
    No i na koniec - do produkcji żywności - tej roślinnej która jest podstawą każdej potrzebna jest woda, jakieś stałe podłoże, znienawidzony CO2, tlen, azot i światło - energia. No i jeszcze trochę komponentów mineralnych. Na dłuższą metę to wszystko sprowadza się do taniej energii, a nie informatyki, genetyki czy robotów.

    PS: No własnie; czy problemem jest drobnomieszczaństwo czy raczej zwieśniaczenie miasta? Zwieśniaczenie rozumiane jak wyżej w swojej brzydkiej postaci. Do wymienianych wyżej charakterystyk należy dodać specyficzną wspólnotowość. Wspólnotowość wieśniacza jest bardzo lokalna i klanowo - rodowa. Tożsamość wieśniaka jest wąska - on jest tutejszy. To jest jego najbliższe otoczenie - okolica, grono rodziny z przyległościami oraz lokalne grupy - zasadniczo ludzie znani osobiście i powiązani z nim bezpośrednio więzami krwi, interesami lub przynajmniej długim wspólnym życiem w tymże otoczeniu. Wszystko co poza jest wrogie, obce - jest źródłem zagrożenia i obszarem łowieckim zarazem. W tej mentalności nie ma miejsca na naród, kościół rozumiany szerzej niż parafia i własne w niej układy, altruizm i uczucia wyższe. W tym kierunku zmierza obecne miasto i to jest kierunek regresu Zachodu. To jest mentalność większości społeczeństw nieefektywnych i nie mogących, z powodu tej mentalności głownie, wybić na wolność i dobrobyt. Takie są, jak się zdaje, społeczeństwa islamskiej i bardzo wiele trzecioświatowych.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.