Trzy są władze duszy

Jak wiadomo, człowiek został stworzony "na obraz i podobieństwo Boże". To podobieństwo objawia się posiadaniem duszy rozumnej. Jako że jednak dusza ludzka została upodlona przez grzech, to ni w ząb Boga człowiek nie przypomina.

Trzy są władze duszy - rozum, pamięć i wola. Tak tedy trzeba, aby każda z nich została oczyszczona w celu się z Bogiem zjednoczenia. Rozum oczyszcza się przez wiarę, pamięć przez nadzieję, a wola przez miłość.

Wiara pozwala przyjąć to wszystko, co nas spotyka i na co nie mamy wpływu, i czego nie rozumiemy, jako dar Boży. Jeżeli Bóg jest dobry i wszechmogący, to niemożliwe jest, by to, czego doświadczamy, było złe. W tym sensie, że Bóg wszystkie wydarzenia obraca na naszą korzyść. Wiara prowadzi do dostrzegania Boga w nawet najbardziej prozaicznych życiowych sprawach. W konsekwencji zaś prowadzi do szukania nadziei w Bogu, nie w świecie materialnym.

Nadzieja jest lekarstwem na zgniliznę duszy. Ponieważ pamięć lubi przechowywać doznane cierpienia i rozczarowania, to rodzi cynizm, zwątpienie, gnuśność. Nadzieja natomiast nie pozwala zatrzymać się na tym, co było. Jest ona wytrwałym i pełnym napięcia oczekiwaniem na Boże zbawienie. Nadzieja spodziewa się dobra, dlatego pobudza do działania.

Miłość poszerza perspektywę, gdyż wola ludzka nie sięga zwykle dalej niż czubek własnego nosa. Egoizm jest naturalnym mechanizmem obronnym, który ma człowieka uchronić przed cierpieniem. Jeżeli jednak prawdą jest, że Bóg chciał człowieka "dla niego samego", to również człowiek dziedziczy to pragnienie, by "być dla". Mamy dwie drogi. Być darem i przyjąć dar z jednej strony. Z drugiej zaś uczynić innych "przedmiotem dla mnie". Wojtyła by powiedział, że wartość moralna czynu przechodzi na sprawcę, tzn. jesteś tym co czynisz. Jeśli Bóg jest Miłością, jeśli powołaniem człowieka jest zjednoczenie z Bogiem, to jedyną drogą dla człowieka jest droga miłości.

Tak więc trwają te trzy.
Otagowano:

Komentarz

  • Miłość - to najważniejsza rzecz na świecie!
  • Gdy staniemy przed Bogiem to wiara i nadzieja już nie będą potrzebne, zostanie tylko miłość.
  • Skoro już zeszło na mądrości duchowe, to i ja się podzielę swoją.

    A dlaczego tyle musimy cierpieć, jeśli nie dlatego, że brak nam miłości? Gdybyśmy mieli miłość i współczucie i troskę, nie pragnęlibyśmy oglądać przewinień bliźniego, jak powiedziano: Miłość zakrywa wiele grzechów; lub też: Miłość nie pamięta złego, wszystko znosi. My więc, jak powiedziałem, gdybyśmy mieli miłość, sama miłość pokryłaby każdą winę, jak to robią święci z grzechami ludzkimi, które widzą. Święci bowiem nie są ślepi, widzą oni grzechy. I któż bardziej nienawidzi grzechu niż święci? Ale oni nie odwracają się równocześnie od grzeszącego, oni go nie osądzają, nie unikają, lecz współczują mu, pouczają go, pocieszają, leczą go jak chory członek ciała i robią wszystko, aby go uratować. Jak rybacy, kiedy wrzucą haczyk do wody i ciągną wielką rybę, czują, jak ona się rzuca i walczy, i nie wyciągają jej siłą natychmiast, aby lina się nie urwała i ryba nie zginęła bezpowrotnie; lecz wypuszczają jej tyle liny, ile trzeba, i pozwalają jej płynąć, dokąd zechce, a kiedy zobaczą, że się już zmęczyła i siły ją opadają, wtedy zaczynają pomału ją wyciągać. Podobnie święci wielkodusznością i miłością pociągają, a nie odpychają brata, nie brzydzą się nim, lecz jak matka, która ma kalekie dziecko, nie czuje do niego wstrętu ani się od niego nie odwraca, ale chętnie je ozdabia i robi wszystko co może, żeby je upiększyć – podobnie i oni wciąż się starają, otaczają go troską, biorą go w opiekę, aby tego, który upadł, w stosownym czasie podnieść i nie dać mu zaszkodzić drugiemu, a także, żeby tym samym postąpić w miłości Chrystusa.

    Cóż uczynił święty Ammonas, kiedy to bracia przyszli wzburzeni i powiedzieli mu: „Chodź i zobacz, ojcze! W celi tego a tego brata jest kobieta!" – jak wielką okazał litość! Jaką miłość miała ta święta dusza! Zorientowawszy się, że ów brat ukrył tę kobietę w beczce, przyszedł i usiadł na tej beczce, i rozkazał braciom przeszukać całą celę. Skoro nikogo nie znaleźli, powiedział im: „Niech wam Bóg przebaczy!" Zawstydził ich, i nauczył na drugi raz nie podejrzewać tak łatwo bliźniego. Jego samego zaś nawrócił, nie tylko przez to, że go z pomocą Bożą ochronił, ale i przez to, że go pouczył, kiedy znalazł stosowną chwilę. Bo gdy tylko po odesłaniu wszystkich wziął go za rękę i powiedział: „Zatroszcz się o siebie, bracie"; natychmiast ów brat zawstydził się i skruszył, natychmiast podziałały na jego duszę dobroć i współczucie Starca.
  • >>Zorientowawszy się, że ów brat ukrył tę kobietę w beczce, przyszedł i usiadł na tej beczce,<<

    Chibasz zadusieł tamuj te babe albowię dalij nawruca i troska sie ino o jedne osobe a pszeca gżeszeli we dwujkie.
  • edytowano July 23
    Jakoś historya z Ammonasem nie bardzo do mnie przemawia Kolego. Z tym nie przeciwstawianiem się złu to mnie szatańskim defetyzmem jak siarką jedzie. Jeszcze raz zapytam prosto jak człek prosty: jak potępiać skutecznie grzech i mu się przeciwstawiać poddając się grzesznikowi, nie opierając się mu a nawet nie potępiając wprost i bezpośrednio jego grzechu? I drugie z nim związane to czy tak postępując aby zgorszenia nie siejemy. No bo co by było gdyby współbracia owego Ammonasa zorientowali się że ten kochanicę ich współbrata ukrywa jednocześnie ich potępiając za podejrzliwość? Czy nie byłoby to zgorszenie? Niechże Kolega swoja światłą myśl rozwinie i naprowadzi mnie na właściwe tory.
  • Rafał napisal(a):
    No bo co by było gdyby
    Pszeca to ino takasz powiestka zes amorałem. Takasz wiency bajka - iszby se mniło posucheć i zaposiadyweć suszne podbudowe duchowe. A Kulega zara filozywa.

  • Ja nie filozuję tylko mocno na gruncie stoję i pytam prosto. Historyjka ta jak z Amicisa - budująca bardzo ale anachroniczna i u współczesnej młodzieży jedynie uśmiech politowania może wywołać.

    Tak przy okazji; język się zmienia i odbiór się zmienia. Moja młodsza córka orzekła że Sienkiewicz jest nudny i irytujący. Zaznaczam że jest oczytana i w przeciwieństwie do większości młodzieży czyta i nie byle co.
  • A wracając do meritum to oczywiście "z nich trzech miłość największa" i oraz bo "Bóg jest miłością" a wiara nas do niego prowadzi, a nadzieja do wytrwałości pobudza.
  • edytowano July 23
    Nu, z mojej praktyki jako znanego anachorety sketyjskiego wynika, że jedynie bombardowaniem miłością i cierpliwością można człowienia nawrócić. Inaczej piznie naszymi złotymi radami w cholerę i tyle go widzieli, i zostaje już liczyć tylko na nadzwyczajną interwencję Ducha Świętego. W przedszkolach Montessori złotą zasadą jest "Daj mi czas". Tym się człowień różni od aniołów, że żyje w tempusie. I kiedy ten tempus fugituje, człowień może reflektować i się nawracać. Podobno proces nawrócenia bardzo przyśpiesza w celi śmierci, ale o to coraz dziś trudniej.
  • kerygmat tylko przykładem i to nie ckliwem
    Ignatz na prezydenta!
  • Eaa tam. Koleżeństwo nie zauważa albo celowo unika odpowiedzi na moje proste pytania. Mnie się nie rozchodzi o nawrócenie grzesznika przy pomocy bombardowania miłością tylko o ochronę innych, zapewne też grzeszników, przed jego grzechem gdyby nie zamierzał się natentychmiast nawrócić tylko na przykład jednak ich nadal mordował tępym nożem boleśnie. No ja wiem że może się wtedy zdarzyć że tenże walnięty przeze mnie na przykład kijem w łeb zniechęci się do chrześcijan i nie nawróci, albo co gorsza walnięty siekierką skona i nie będzie już miał okazji do bycia bombardowanym miłością i się nie nawróci.
  • Rafał napisal(a):
    Mnie się nie rozchodzi o nawrócenie grzesznika przy pomocy bombardowania miłością tylko o ochronę innych, zapewne też grzeszników, przed jego grzechem gdyby nie zamierzał się natentychmiast nawrócić tylko na przykład jednak ich nadal mordował tępym nożem boleśnie.
    Otusz żeneralmą susznie Kulega zapytywa!

    Albowię jakosz tu czekeć asz nierykliwa bąba mniłości dupsnie wew zgorszyciela kiedysz on temczasę dalij se besczelno zgarsza.

    Nualesz tukej nik Kuledze nie odpe gdysz wewtem womtku szyskie radujo sie ino mniłościo.

  • E nie, takie grzechy to na milicję, co Kolega dupe zawraca.
  • edytowano July 24
    Milicja to unik jest. Obywatelskie zatrzymanie i spraw we własne ręce branie oraz społeczna odpowiedzialność są chrześcijańskie a nie pacyfizm i bierność oraz pobłażliwość. Kolegi dywagacje mocno mi katechezą nr 1 neonów pachną. Oni dramatycznie wołają; "Kogo wybierasz? Chrystusa czy Barabasza?" Fałszywa to alternatywa do mojego przykładu. Oczywiście że Chrystusa i się pytam czy Chrystus stał i stoi z boku jak mordują? Czego oczekuje od chrześcijanina jak mu bliźniego mordują, poniżają, wyzyskują? No czego? Czy rzeczywiście oczekuje stania z boku i przymilania się do krzywdziciela w nadziei że ten skruszy się i nawróci? Czy to aby nie poświęcanie nie siebie tylko ofiary na rzecz oprawcy? A czemuż to los i nawrócenie ofiary ważniejsze być mają niż ofiary?
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Skoro już zeszło na mądrości duchowe, to i ja się podzielę swoją.

    A dlaczego tyle musimy cierpieć, jeśli nie dlatego, że brak nam miłości? Gdybyśmy mieli miłość i współczucie i troskę, nie pragnęlibyśmy oglądać przewinień bliźniego.
    Poza tym, że obie me ręce podpisują się pod całym tekstem, to jeszcze taki dodatek z życia na potwierdzenie:

    Za młodu bawiąc we wiosce u dziadków nie raz nie dwa dziwowałem się albo i oburzałem słuchając bieżących opowieści z całej okolicy. Oburzenie było wtedy, gdy mówiąc o czyichś przewinach, grzechach, upadkach bezwiednie ściszano głos, a relacja stawała się coraz bardziej zdawkowa.
    Jakże to tak, robić ze zła tabu, nie oburzać się, nie czuć żądzy rewanżu, jakiegoś potępienia upadniętego bohatera opowieści? Wyglądało to pozornie na odwracanie głowy od luckich problemów.
    Obecnie, im bardziej patrzę na perwersyjne nurzanie się ludożerki w oglądaniu i osądzaniu niegodziwości i upadków, tym leppiej widzę jak głupie było to niegdysiejsze oburzenie, a jaka mądrość w tym dawnym podejściu do trudnychspraw.
    Ważnym elementem było chyba to, że czas płynął inaczej, było miejsce na cierpliwość, niezbędną do wstawania z upadku.

  • edytowano July 24
    natenczas napisal(a):
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Skoro już zeszło na mądrości duchowe, to i ja się podzielę swoją.

    A dlaczego tyle musimy cierpieć, jeśli nie dlatego, że brak nam miłości? Gdybyśmy mieli miłość i współczucie i troskę, nie pragnęlibyśmy oglądać przewinień bliźniego.
    Poza tym, że obie me ręce podpisują się pod całym tekstem, to jeszcze taki dodatek z życia na potwierdzenie:

    Za młodu bawiąc we wiosce u dziadków nie raz nie dwa dziwowałem się albo i oburzałem słuchając bieżących opowieści z całej okolicy. Oburzenie było wtedy, gdy mówiąc o czyichś przewinach, grzechach, upadkach bezwiednie ściszano głos, a relacja stawała się coraz bardziej zdawkowa.
    Jakże to tak, robić ze zła tabu, nie oburzać się, nie czuć żądzy rewanżu, jakiegoś potępienia upadniętego bohatera opowieści? Wyglądało to pozornie na odwracanie głowy od luckich problemów.
    Obecnie, im bardziej patrzę na perwersyjne nurzanie się ludożerki w oglądaniu i osądzaniu niegodziwości i upadków, tym leppiej widzę jak głupie było to niegdysiejsze oburzenie, a jaka mądrość w tym dawnym podejściu do trudnychspraw.
    Ważnym elementem było chyba to, że czas płynął inaczej, było miejsce na cierpliwość, niezbędną do wstawania z upadku.

    Mnie się zdaje że Kolega myli porządki i zjawiska. Owo ściszanie głosu i oględność w publicznym roztrząsaniu grzechów to zwykła dyskrecja i praktyczne podejście. Jak za głośno to trudno potem zapomnieć i niepotrzebnie zły rozgłos się nadaje co nieżyczliwi i obcy mogą wykorzystać. To nie ma nic wspólnego z pobłażliwością i niewiele z cierpliwością. Toż właśnie małe społeczności najlepiej praktycznie stosują zalecenia Świętego Pawła jak postępować z grzesznikami. Że dyskretnie napomnieć, że potem we dwóch pójść a dopiero na koniec jak zatwardziały wykluczyć ze społeczności. Tak właśnie - wykluczyć!
  • Gnębą napisal(a):
    Pszeca to ino takasz powiestka zes amorałem. Takasz wiency bajka - iszby se mniło posucheć i zaposiadyweć suszne podbudowe duchowe. A Kulega zara filozywa.

    A Kolega zaraz się czepia:
    Gnębą napisal(a):
    >>Zorientowawszy się, że ów brat ukrył tę kobietę w beczce, przyszedł i usiadł na tej beczce,<<

    Chibasz zadusieł tamuj te babe
    Otóż niekoniecznie zadusił - bo jeżeli np była to beczka po piwie (co w klasztorze niczym dziwnym przecież), to mogła np oddychać przez dziurę na pipę.
  • Nie wypada wyrażać wesołość w tem wątku. Jednak końcowe zdanie - przednie!
  • TecumSeh napisal(a):
    Otóż niekoniecznie zadusił
    Wnioskam isz zadusieł zes tegusz isz potym nikt o te babe sie nie troska, ino o brata co zes to babo gżeszeł. A czemusz babów nie nawraceć? Seksis?

  • christoph napisal(a):
    Nie wypada wyrażać wesołość w tem wątku. Jednak końcowe zdanie - przednie!
    skojarzenia to przekleństwo
    więc możemy dziś dać głowę
    jakiekolwiek podobieństwo
    było czysto przypadkowe


    Imho nie wiem skąd Kolega
    Gnębą napisal(a):
    Wnioskam isz zadusieł zes tegusz isz potym nikt o te babe sie nie troska, ino o brata co zes to babo gżeszeł. A czemusz babów nie nawraceć? Seksis?
    Myślę że historia była o miłosierdziu wobec winowajcy który uniknął publicznego potępienia dzięki wstawiennictwu brata. Zatem wątki poboczne były tu nieistotne - a jeśli to przypowieść na faktach nieautentycznych, to owa niewiasta była tylko po to żeby podkreślić że grzech nie był lekki - czyli np ów brat grzesznik nie wypił za dużo piwa na przykład.
    Kiedyś ludzie nie mieli pierdolca na punkcie poprawności politycznej i nikt nie doszukiwał się seksizmu w takiej historyjce.

  • Rafał napisal(a):
    Się pytam czy Chrystus stał i stoi z boku jak mordują? Czego oczekuje od chrześcijanina jak mu bliźniego mordują, poniżają, wyzyskują? No czego? Czy rzeczywiście oczekuje stania z boku i przymilania się do krzywdziciela w nadziei że ten skruszy się i nawróci? Czy to aby nie poświęcanie nie siebie tylko ofiary na rzecz oprawcy? A czemuż to los i nawrócenie ofiary ważniejsze być mają niż ofiary?
    Imho nic z tych rzeczy - z Ewangelii wynika coś przeciwnego.
    Skąd w ogóle wniosek że miałoby być tak jak pisze Kolega?
  • No z tego górnolotnego nawoływania do bombardowania miłością grzesznika. Z tego skupienia się na nim i jego zbawieniu z zupełnym pominięciem jego ofiar. Z tego wyniosłego przekonania o skuteczności tej metody wobec grzesznika. Z tego milczenia na temat reakcji na grzech własnie popełniany a innej niż miłosne spojrzenie na grzesznika i cierpliwość. Toż to jakieś nieporozumienie systematyczne jest. Czy mamy cierpliwie prosić i pouczać grzesznika który w międzyczasie na naszych oczach kopie leżącego, napastuje niewiastę, zdejmuje pierścionki i opróżnia portmonetkę staruszce, oczernia przy nas kolegę wobec szefa i przywłaszcza sobie jego osiągnięcia?
  • Nawet najbardziej literalna interpretacja Kazania na Górze mówi o nadstawianiu własnego policzka a nie policzka bliźniego swego.
  • Brzost napisal(a):
    Nawet najbardziej literalna interpretacja Kazania na Górze mówi o nadstawianiu własnego policzka a nie policzka bliźniego swego.
    No własnie. Święta prawda.
  • Rafał napisal(a):
    Milicja to unik jest. Obywatelskie zatrzymanie i spraw we własne ręce branie oraz społeczna odpowiedzialność są chrześcijańskie a nie pacyfizm i bierność oraz pobłażliwość. Kolegi dywagacje mocno mi katechezą nr 1 neonów pachną. Oni dramatycznie wołają; "Kogo wybierasz? Chrystusa czy Barabasza?" Fałszywa to alternatywa do mojego przykładu.
    Łuch, alez mie Kolega Neowarsem przysrał. Dawno już nie było Neowarsów, aż się młodszy poczułem.

    No ale cóż rzec mogie, art. 243 kpk oczywiście obowiązuje, wszelako przypominam, że zgodnie z § 2 powołanego przepisu, zbrodzienia trzeba natentychmiast przekazać Milicji Obywatelskiej.
  • Św. Jan (1 J 5,16-17) odradza nawet zbytnie szafowanie modlitwą: "Jeśli ktoś spostrzeże, że brat popełnia grzech, który nie sprowadza śmierci, niech się modli, a przywróci mu życie; mam na myśli tych, których grzech nie sprowadza śmierci. Istnieje taki grzech, który sprowadza śmierć. W takim wypadku nie polecam, aby się modlono. Każde bezprawie jest grzechem, są jednak grzechy, które nie sprowadzają śmierci".
  • Moim zdaniem nudne jest to wtrynianie się z przykładami granicznymi za każdym razem, gdy mowa jest o miłosierdziu. Doprawdy, nie wiem w jakim celu. Nawet się nie chce już z tym dyskutować.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Rafał napisal(a):
    Milicja to unik jest. Obywatelskie zatrzymanie i spraw we własne ręce branie oraz społeczna odpowiedzialność są chrześcijańskie a nie pacyfizm i bierność oraz pobłażliwość. Kolegi dywagacje mocno mi katechezą nr 1 neonów pachną. Oni dramatycznie wołają; "Kogo wybierasz? Chrystusa czy Barabasza?" Fałszywa to alternatywa do mojego przykładu.
    Łuch, alez mie Kolega Neowarsem przysrał. Dawno już nie było Neowarsów, aż się młodszy poczułem.

    No ale cóż rzec mogie, art. 243 kpk oczywiście obowiązuje, wszelako przypominam, że zgodnie z § 2 powołanego przepisu, zbrodzienia trzeba natentychmiast przekazać Milicji Obywatelskiej.
    Ja rozumiem. Czy ten artykuł, albo inny, mówi w jakim stanie go przekazać i jak też można zatrzymać? Ja wiem ze to nie te czasy i miejsce, ale w dawniejszych na Dzikim Zachodzie to było "żywy albo martwy".
  • celnik.mateusz napisal(a):
    Moim zdaniem nudne jest to wtrynianie się z przykładami granicznymi za każdym razem, gdy mowa jest o miłosierdziu. Doprawdy, nie wiem w jakim celu. Nawet się nie chce już z tym dyskutować.
    A nie wystarczyło od takiego komentarza, znaczy o miłosierdziu, zacząć? Nie ma co się wnerwiać. Niech Kolega pamięta że nie siedem ale siedemdziesiąt siedem razy itd.
  • Rafał napisal(a):
    No z tego górnolotnego nawoływania do bombardowania miłością grzesznika. Z tego skupienia się na nim i jego zbawieniu z zupełnym pominięciem jego ofiar. Z tego wyniosłego przekonania o skuteczności tej metody wobec grzesznika. Z tego milczenia na temat reakcji na grzech własnie popełniany a innej niż miłosne spojrzenie na grzesznika i cierpliwość. Toż to jakieś nieporozumienie systematyczne jest. Czy mamy cierpliwie prosić i pouczać grzesznika który w międzyczasie na naszych oczach kopie leżącego, napastuje niewiastę, zdejmuje pierścionki i opróżnia portmonetkę staruszce, oczernia przy nas kolegę wobec szefa i przywłaszcza sobie jego osiągnięcia?
    No ale gdzie to wszystko w Ewangelii?
    Serio pytam. Przykłady poproszę. Bo chyba inną czytałem.
  • Ja przecież nie do Ewangelii tylko do Koleżeństwa moralizatorów i interpretacji tutaj umieszczanych.
  • Powiem wam jeszcze jeden przykład, wzięty od Ojców, abyście zrozumieli cały sens tej nauki. Wyobraźcie sobie na ziemi koło, cyrklem zatoczone i mające środek. Środkiem jest miejsce leżące dokładnie pośrodku okręgu. Uważajcie na te słowa. Załóżmy, że kołem tym jest świat, a środkiem jego jest Bóg: promienie zaś idące od okręgu do środka, to drogi życia ludzkiego. Im bardziej więc posuwają się święci do środka, pragnąc się zbliżyć do Boga, według tego porównania – tym bliżej są i Boga, i bliźniego. Na ile bowiem zbliżają się do Boga, na tyle również i do bliźniego; a na ile do bliźniego, na tyle i do Boga. Podobnie i gdy ruch jest odwrotny. Bo gdy odsuwają się od Boga i dążą na zewnątrz, wówczas jest jasne, że na ile odchodzą i oddalają się od Boga, na tyle i od siebie wzajemnie; a na ile od siebie, na tyle i od Boga.

    Oto taka jest natura miłości. W jakim więc stopniu jesteśmy na zewnątrz i nie kochamy Boga, w takim też trzymamy się z daleka od bliźnich. Jeśli zaczniemy kochać Boga, i na ile się do Niego zbliżymy przez tę miłość, na tyle zjednoczymy się w miłości z bliźnimi. Na ile zjednoczymy się z bliźnimi, na tyle i z Bogiem.
  • @Ignac - kłaniam się. Nisko,
    Przykład kupiwszy. Będę przekazywać dalej.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    W jakim więc stopniu jesteśmy na zewnątrz i nie kochamy Boga, w takim też trzymamy się z daleka od bliźnich. Jeśli zaczniemy kochać Boga, i na ile się do Niego zbliżymy przez tę miłość, na tyle zjednoczymy się w miłości z bliźnimi.
    Nualesz ino zes temy bliźniemy sie zjednoczemy kturesz tysz domżo do śrotka.

    A kiedysz takisz dany Owsik zapierdziela na zewnenczno orbite to sie pszeca zez niem rozmine i potym bede coraz wiency zez niem odjednoczonem.

    Chiba isz szyskie ludzie, kco czy nie kco, leco na morde do śrotka i zes Owsikiem tysz musze sie zjednoczeć.

    Zażondywem opświecenia!

  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Powiem wam jeszcze jeden przykład, wzięty od Ojców, abyście zrozumieli cały sens tej nauki. Wyobraźcie sobie na ziemi koło, cyrklem zatoczone i mające środek. Środkiem jest miejsce leżące dokładnie pośrodku okręgu. Uważajcie na te słowa. Załóżmy, że kołem tym jest świat, a środkiem jego jest Bóg: promienie zaś idące od okręgu do środka, to drogi życia ludzkiego. Im bardziej więc posuwają się święci do środka, pragnąc się zbliżyć do Boga, według tego porównania – tym bliżej są i Boga, i bliźniego. Na ile bowiem zbliżają się do Boga, na tyle również i do bliźniego; a na ile do bliźniego, na tyle i do Boga. Podobnie i gdy ruch jest odwrotny. Bo gdy odsuwają się od Boga i dążą na zewnątrz, wówczas jest jasne, że na ile odchodzą i oddalają się od Boga, na tyle i od siebie wzajemnie; a na ile od siebie, na tyle i od Boga.

    Oto taka jest natura miłości. W jakim więc stopniu jesteśmy na zewnątrz i nie kochamy Boga, w takim też trzymamy się z daleka od bliźnich. Jeśli zaczniemy kochać Boga, i na ile się do Niego zbliżymy przez tę miłość, na tyle zjednoczymy się w miłości z bliźnimi. Na ile zjednoczymy się z bliźnimi, na tyle i z Bogiem.
    a jak tam ze świętymi pustelnikami, którzy to dali początek zakonom? Monte Cassino nie po to był ona górze, by je trudno było zdobyć, ale by lud nie zakłócał.
  • KazioToJa napisal(a):

    a jak tam ze świętymi pustelnikami, którzy to dali początek zakonom? Monte Cassino nie po to był ona górze, by je trudno było zdobyć, ale by lud nie zakłócał.
    A analogiami, porównaniami bywa tak, że nie do wszystkiego pasują, a dopasowuje się je do sytuacji/ potrzeby słuchacza (celu do osiągnięcia przez opowiadacza)
    czyli pod ręką warto mieć kilka różnych (bardzo), by wziąć tę opowiastkę, która akurat pasuje. :)

  • edytowano August 6
    romeck napisal(a):
    KazioToJa napisal(a):

    a jak tam ze świętymi pustelnikami, którzy to dali początek zakonom? Monte Cassino nie po to był ona górze, by je trudno było zdobyć, ale by lud nie zakłócał.
    A analogiami, porównaniami bywa tak, że nie do wszystkiego pasują, a dopasowuje się je do sytuacji/ potrzeby słuchacza (celu do osiągnięcia przez opowiadacza)
    czyli pod ręką warto mieć kilka różnych (bardzo), by wziąć tę opowiastkę, która akurat pasuje. :)

    Niektóre zagadki ludzkiej duszy dają się wyjaśnić tylko za pomocą barokowych paradoksów:

    "Bliscy i oddaleni"

    Bo widzisz tu są tacy którzy się kochają
    i muszą się spotkać aby się ominąć
    bliscy i oddaleni jakby stali w lustrze
    piszą do siebie listy gorące i zimne
    rozchodzą się jak w śmiechu porzucone kwiaty
    by nie wiedzieć do końca czemu tak się stało

    są inni co się nawet po ciemku odnajdą
    lecz przejdą obok siebie bo nie śmią się spotkać
    tak czyści i spokojni jakby śnieg się zaczął
    byliby doskonali lecz wad im zabrakło

    bliscy boją się być blisko żeby nie być dalej
    niektórzy umierają-to znaczy już wiedzą
    miłości się nie szuka jest albo jej nie ma
    nikt z nas nie jest samotny tylko przez przypadek
    są i tacy co się na zawsze kochają
    i dopiero dlatego nie mogą być razem
    jak bażanty co nigdy nie chodzą parami

    można nawet zabłądzić lecz po drugiej stronie
    nasze drogi pocięte schodzą się z powrotem.

    ks. Jan Twardowski

  • Maria napisal(a):
    @Ignac - kłaniam się. Nisko,
    Przykład kupiwszy. Będę przekazywać dalej.
    Eh eh, nie mnie się Koleżanka kłania, ale św. Doroteuszowi z Gazy! :-D
  • Albo z Ligniny.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Maria napisal(a):
    @Ignac - kłaniam się. Nisko,
    Przykład kupiwszy. Będę przekazywać dalej.
    Eh eh, nie mnie się Koleżanka kłania, ale św. Doroteuszowi z Gazy!
    A to uważasz, że bez Ciebie bym na tego św. trafiła? Dobrze wiem, dlaczego i komu się kłaniam.

  • :D
    Dobrze nam tu być.
  • Rozrysowany na części pierwsze okrąg Doroteusza ze strefy gazy znany jest jako jedyny dozwolny trójkącik małżeński
    image
  • Mieliśmy to na kazaniu podczas mszy kiedy braliśmy z Żoną ślub.
    Potem się goście śmiali, że nas sam ksiądz do trójkąta namawia:)
  • ale, ale... wg Prawa
    mąż i żona (po sakramentalnym ślubowaniu) są JEDNYM CIAŁEM! więc jaki/skąd trójkąt???
    :)
  • Ale, ale seks uprawia jedno ciało?
    To by był samogwałt...
    ;) :\"> :P :)
  • Cusz. Szysko po staremusz.

    Zaczeni od duszy, a kączy sie fifakiem.
  • Gnębą napisal(a):
    Cusz. Szysko po staremusz.
    Zaczeni od duszy, a kączy sie fifakiem.
    ponieważ nuestety:
    celnik.mateusz napisał w poście otwierającym:
    Jako że jednak dusza ludzka została upodlona przez grzech, to ni w ząb Boga człowiek nie przypomina.
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.