Wieś i miasto

2»

Komentarz

  • neo - tradi?
  • A skoro się za każdym razem dostawałem, mogę stwierdzić, że nie był to tylko pierwszy etap.
    Jeśli wyszła mi sugestia, że kolega się nie dostawał, to pardon, nie taki był zamiar. Zdałem tylko relację ze swojego przypadku.
  • Aha, byłbym zapomniał.
    Na moje poprzednie stanowisko (z tym, że to była rekrutacja wewnętrzna) dostałem się BEZ interview.
    Co się nie zdarza - nie znam ani jednego przypadku u nas w firmie żeby się to odbyło w ten sposób.
    Słyszałem o rozmowach będących formalnością, ale o ich braku - nie.
    Nawet nie wiem jak moja szefowa (Szkotka, siedząca w Glasgow) to załatwiła od strony HR.
    Kiedy jej spytałem dlaczego - skoro nie byłem jedynym kandydatem. Odpowiedziała że mój profil bardzo jej odpowiadał, a co do reszty - spytała kogo trzeba.

    Jeszcze jedno -ja nie przeczę że się solidnie rekrutuje na zachodzie.
    I że u nas w pewnych firmach i branżach już niekoniecznie.

    Ja po prostu widzę co się dzieje w korpo (mojej, i nie tylko) gdzie jest jedna duża firma i teoretycznie jedna kultura korporacyjna, ale różne nacje. I nasi naprawdę dzielą włos na czworo, a zachodni podchodzą znacznie luźniej do tematu.

    Aha, i na wschodzie jest pod tym względem jeszcze gorzej niż u nas. Jak zobaczyłem jakie wymagania postawił mój były szef (Hindus) na moje poprzednie stanowisko, to zdębiałem.
    Kit, że sam bym się nie dostał ( a ocenę miałem u Hindusa bardzo dobrą - aż się zdziwiłem). Problem w tym że na tym stanowisku część wymaganych przez niego kompetencji po prostu nie ma szans się przydać.
    nawet.
    Efekt jest taki, że choć od stycznia było wiadomo że odchodzę, odszedłem w maju, jest wrzesień i nie ma nikogo. I nie zanosi się aby prędko się znalazł. Szkoda mi tylko mojego zespołu, który został bez szefa.
  • Kuba_ napisal(a):
    A skoro się za każdym razem dostawałem, mogę stwierdzić, że nie był to tylko pierwszy etap.
    Jeśli wyszła mi sugestia, że kolega się nie dostawał, to pardon, nie taki był zamiar. Zdałem tylko relację ze swojego przypadku.
    Nie no - spoko, nie pomyślałem tak. Tylko precyzuję, że to nie tak że miałem tylko jeden etap, bo za resztę mi podziękowali.
    Raz się nie dostałem, ale to było 11 lat temu, rekrutacja polska - ale nie mam do nich pretensji, bo jak dziś myślę, faktycznie się nie nadawałem. I sam proces uznaję za bardzo sensowny - ale jak na ironię to był wyjątek.

    Potem już było tak, że się dostawałem, ale proces był daleki od sensowności. Miałem wrażenie że HRy pracowały nad tym głównie żeby się wykazać, a nie nad tym żeby znaleźć właściwą osobę. A managerowie aby złapać na czymś, a nie poznać kompetencje czy zdolności.

    Kiedy porównuję z rozmowami z Holendrami, Amerykanami, Szwedami - to bardziej wygladało jak spotkanie przy kawie niż rekrutacja. Różnica porażająca.
  • Forma proszę pana to inna rozmowa. Zachodniacy są przyjaźni podczas interview, bo zawsze są przyjaźni. A zawsze są przyjaźni, bo to jest najtańsze świadczenie, nic nie kosztuje, więc i za darmo można rozdawać. A jak czasem się na tym zarobi, to czysty zysk bez kosztu.

    Arogancja podczas interview to brak profesjonalizmu. I znowu wróciliśmy do tezy, że tego w Polsce brakuje najbardziej.
  • edytowano September 2019
    Wszystko zależy też od branży i od stanowiska. Nawet w IT jest różnie - jak firma w miarę renomowana i szuka gościa bez specjalnej wiedzy, po prostu sprawnego programistę - to interview będzie absurdalnie długie i trudne (Google, Fejsbuk itp).

    Jak tymi zmiennymi posterować - firma z nieco gorszą reputacją, albo wymagana bardziej specyficzna wiedza, to interview staje się bardziej ludzki. Ogólnie to popyt i podaż rządzą na Zachodzie takimi sprawami.

    Mi się zdarzyło pozytywnie przejść bardzo techniczną rekrutację w Londynie w około 5 godzin, przez Skajpa, z czego ok. 20% poszło na tłumaczenie, że naprawdę chcę zostać w Polsce i pracować zdalnie. Firma nie miała w zwyczaju zatrudniać remote workerów - ale wiedza była bardzo specyficzna (nawet jak na IT).
  • los napisal(a):
    Forma proszę pana to inna rozmowa. (...)Arogancja podczas interview to brak profesjonalizmu. I znowu wróciliśmy do tezy, że tego w Polsce brakuje najbardziej.
    Może się źle wyraziłem - nie o formę chodzi a o treść. O głupie, nie związane ze stanowiskiem pytania, obliczone na złapanie kogoś albo na wykazanie własnej zajebistości, nie mylić ze skuteczną rekrutacją.

    Co do braku profesjonalizmu - owszem, ale mam wrażenie że się to zmienia na plus. I nie tylko w IT, choć pewnie tu najbardziej to widać:
    polmisiek napisal(a):
    Firma nie miała w zwyczaju zatrudniać remote workerów - ale wiedza była bardzo specyficzna (nawet jak na IT).
    Wyrżnięcie elit, komunizm itp spowodowały olbrzymią wyrwę, ale ona się zapełnia - i to szybciej niż by się wydawało. Dziś każdy średnio kumaty młodzian rozumie że musi być profesjonalistą, i jeśli tylko nie jest zdemoralizowany albo zwyczajnie głupi - robi co może by zdobyć kwalifikacje i nawet nieźle mu to wychodzi (bo i możliwości dzisiaj duże).

    Mnie martwi demografia i demoralizacja w temacie religijnym, historycznym i seksualnym. To nas może zniszczyć, resztę ogarniemy.

  • Kuba_ napisal(a):
    Z mojego doświadczenia przy amerykańskiej rekrutacji (data) wynika, że to pierwszy etap (romeck: kużna rozmowa o wszystkim-i-niczym) - sprawdzenie czy kandydat naściemniał w CV, czy potrafi opowiedzieć o pracy i technologiach, czy nie jest świrem.
    Dopiero kolejne spotkanie to konkretna przepierka techniczna, z kodowaniem na wspólnym ekranie albo zadaniem domowym, ale np. do zrobienia w 4 godziny.
    A potem i tak obowiązkowe spotkanie w siedzibie i tu uwaga - oprócz kolejnych spraw technicznych, rozmów o stanowisku i zadaniach z menadżerem, także wspólny obiad przynajmniej z częścią zespołu. Przecież z tymi ludźmi będzie się żyło przez kilka dni w tygodniu.
    WOW!!!
    /czytaj 'łał' lub 'uau'/

  • edytowano September 2019
    christoph napisal(a):
    neo - tradi?
    raczej Polska* vs (Pierwszy) Świat

    *
    los napisal(a):
    Arogancja podczas interview to brak profesjonalizmu. I znowu wróciliśmy do tezy, że tego w Polsce brakuje najbardziej.
  • edytowano September 2019
    na boku:
    TecumSeh napisal(a):
    Mnie martwi demografia i demoralizacja w temacie religijnym, historycznym i seksualnym. To nas może zniszczyć, resztę ogarniemy.

    Witamy kolegę na forum ExCathedra!!!
    :)
    Przepisuję do wątku Leguramin!!!
  • los napisal(a):
    Forma proszę pana to inna rozmowa. Zachodniacy są przyjaźni podczas interview, bo zawsze są przyjaźni. A zawsze są przyjaźni, bo to jest najtańsze świadczenie, nic nie kosztuje, więc i za darmo można rozdawać. A jak czasem się na tym zarobi, to czysty zysk bez kosztu.

    Arogancja podczas interview to brak profesjonalizmu. I znowu wróciliśmy do tezy, że tego w Polsce brakuje najbardziej.
    ! wężykiem
  • Osobiście - jednak takie małe firemki są przydatne. Czemu? Duża firma nie specjalnie chce robić małych klientów - małe zlecenia. Np. może wymagać aby tylko inna firma mogła coś zlecić. Małe zlecenia są drogie - wysoka minimalka etc. Mała firemka pozwala szaremu zjadaczowi zamówić jakieś badziewie w ludzkiej cenie.
  • Dla konsumentów małe firmy mają bardzo wiele zalet. Różnica jest nie do opisania. Wielka by była szkoda, gdyby zostały wyeliminowane z rynku.
  • Oczywiście że małe firmy sa przydatne, ale w szczególnych branżach, nie we wszystkich. I oczywiście, ze bardzo często prowadzenie małej firmy to kopanie się z koniem i nadal to, co pisał 30 lat temu Kaczmarski:\
    "Stach uczciwie robi pieniądz, więc nerwicę ma i wrzody"

    Osobiście wolę mechanika 'pana Heńka w garażu" niż wypasiony serwis kasujący w cholerę, a wcale niekoniecznie robiący co należy - albo na zasadzie: kazali wymienić olej to wymienilismy, a że się leje płyn hamulcowy, to nie nasza sprawa'
    Osobiście wolę osiedlowego fryzjera niż salon kosmetyczny, albo osiedlowy warzywniak (acz mamy super jak nigdzie indziej i to raczej wyjątek) niż jakąś sieciówkę. Też remonty robił mi pan Kazek prowadzący działalnośc z kumplem, a nie firma od dezajnu i wykonastwa - i jestem zadowolony.

    No ale jak pisała Pani Łyżeczka w sąsiednim wątku, na niektórych działalnościach można się dorobić palpitacji serca. Albo zniszczyć zdrowie i przechlapać życie na robocie i guzik z tego mieć - bo się komuś zamarzyło być szefem sam dla siebie albo dorobić się fortuny, a rzeczywistość skrzeczy.

    Nas też na studiach jeden profesor namawiał na zakładanie działalności - to mu powiedziałem że póki mamy wręcz bandycki kapitalizm, a bandytyzm dotyczy także urzędów i sądów, to ja się w to bawić po prostu nie zamierzam.
  • TecumSeh napisal(a):
    ... mamy wręcz bandycki kapitalizm, a bandytyzm dotyczy także urzędów i sądów, ...
    to posiada swoją nazwę:
    mafia

  • TecumSeh napisal(a):
    Oczywiście że małe firmy sa przydatne, ale w szczególnych branżach, nie we wszystkich. I oczywiście, ze bardzo często prowadzenie małej firmy to kopanie się z koniem i nadal to, co pisał 30 lat temu Kaczmarski:\
    "Stach uczciwie robi pieniądz, więc nerwicę ma i wrzody"

    Osobiście wolę mechanika 'pana Heńka w garażu" niż wypasiony serwis kasujący w cholerę, a wcale niekoniecznie robiący co należy - albo na zasadzie: kazali wymienić olej to wymienilismy, a że się leje płyn hamulcowy, to nie nasza sprawa'
    Osobiście wolę osiedlowego fryzjera niż salon kosmetyczny, albo osiedlowy warzywniak (acz mamy super jak nigdzie indziej i to raczej wyjątek) niż jakąś sieciówkę. Też remonty robił mi pan Kazek prowadzący działalnośc z kumplem, a nie firma od dezajnu i wykonastwa - i jestem zadowolony.

    No ale jak pisała Pani Łyżeczka w sąsiednim wątku, na niektórych działalnościach można się dorobić palpitacji serca. Albo zniszczyć zdrowie i przechlapać życie na robocie i guzik z tego mieć - bo się komuś zamarzyło być szefem sam dla siebie albo dorobić się fortuny, a rzeczywistość skrzeczy.

    Nas też na studiach jeden profesor namawiał na zakładanie działalności - to mu powiedziałem że póki mamy wręcz bandycki kapitalizm, a bandytyzm dotyczy także urzędów i sądów, to ja się w to bawić po prostu nie zamierzam.
    +1
  • Co do rekrutacji to może moje doświadczenia są nietypowe. Prawdę mówiąc, poza wczesnym okresem kariery, w zamierzchłych czasach, startowałem na stanowiska zarządcze a nie specjalistyczne. W przypadku specjalistycznych zgoda - są obiektywne kryteria i metody sprawdzania przydatności. Oczywiście nie chodzi wyłącznie o umiejętności warsztatowe i wiedzę ale też cechy osobowości szczególnie te istotne dla współpracy w zespole.

    Co do zarządzania to są tacy którzy uważają je po trosze za sztukę nie poddająca się mierzalnej analizie. Są też tacy którzy przeczą istnieniu umiejętności i profesji zarządcy. Dlatego wybór na stanowiska kierownicze jest trudny i obarczony większym ryzykiem błędu niż specjalisty. A również dlatego że, jak mówi mi moje doświadczenie, nie istnieją jedynie słuszne techniki zarządzania w danej typowej sytuacji. Takie same efekty można osiągnąć stosując diametralnie różne. Wiem, widziałem i bylem zarządzany przez dwóch dobrych szefów w tej samej firmie po kolei. Zupełnie odmienne osobowości, temperament, typ kwalifikacji, sposób bycia i techniki pracy oraz nawet w sporej części kwalifikacje merytoryczne. To i inne doświadczenia nauczyły mnie pokory w tym zakresie. Nauczyły mnie też że nie należy walczyć ze sobą tylko działać świadomie ale zgodnie ze swoją naturą i predyspozycjami nie stosując zbyt sumiennie sprawdzonych sztanc.
  • A w szkole mojego synalka właśnie wdrażają nauczanie przez pracę projektową. Dzieciątka mają tworzyć interdyscyplinarne projekty na zadany z grubsza temat. I, dla naprzykładu, w grupie pięcioosobowej sknocić jakieś dziełko nt. bakterii i wisusów na przestrzeni wieków.

    Jakby, niezmiernie się raduję, że ktoś zaczyna próbować robić szkołę taką jak współczesny świat, a nie fabrykę robotników wielkoprzemysłowych.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    A w szkole mojego synalka właśnie wdrażają nauczanie przez pracę projektową. Dzieciątka mają tworzyć interdyscyplinarne projekty na zadany z grubsza temat. I, dla naprzykładu, w grupie pięcioosobowej sknocić jakieś dziełko nt. bakterii i wisusów na przestrzeni wieków.

    Jakby, niezmiernie się raduję, że ktoś zaczyna próbować robić szkołę taką jak współczesny świat, a nie fabrykę robotników wielkoprzemysłowych.
    rodzice się angażują?
  • U mnie w podstawówce już w latach 70. były prace projektowe, może nie aż tak interdyscyplinarne. To się nazywało "szkoła eksperymentalna".
  • KazioToJa napisal(a):
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    A w szkole mojego synalka właśnie wdrażają nauczanie przez pracę projektową. Dzieciątka mają tworzyć interdyscyplinarne projekty na zadany z grubsza temat. I, dla naprzykładu, w grupie pięcioosobowej sknocić jakieś dziełko nt. bakterii i wisusów na przestrzeni wieków.

    Jakby, niezmiernie się raduję, że ktoś zaczyna próbować robić szkołę taką jak współczesny świat, a nie fabrykę robotników wielkoprzemysłowych.
    rodzice się angażują?
    Uchowaj Boże!
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    KazioToJa napisal(a):
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    A w szkole mojego synalka właśnie wdrażają nauczanie przez pracę projektową. Dzieciątka mają tworzyć interdyscyplinarne projekty na zadany z grubsza temat. I, dla naprzykładu, w grupie pięcioosobowej sknocić jakieś dziełko nt. bakterii i wisusów na przestrzeni wieków.

    Jakby, niezmiernie się raduję, że ktoś zaczyna próbować robić szkołę taką jak współczesny świat, a nie fabrykę robotników wielkoprzemysłowych.
    rodzice się angażują?
    Uchowaj Boże!
    szczęściarze
  • KazioToJa napisal(a):
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    KazioToJa napisal(a):
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    A w szkole mojego synalka właśnie wdrażają nauczanie przez pracę projektową. Dzieciątka mają tworzyć interdyscyplinarne projekty na zadany z grubsza temat. I, dla naprzykładu, w grupie pięcioosobowej sknocić jakieś dziełko nt. bakterii i wisusów na przestrzeni wieków.

    Jakby, niezmiernie się raduję, że ktoś zaczyna próbować robić szkołę taką jak współczesny świat, a nie fabrykę robotników wielkoprzemysłowych.
    rodzice się angażują?
    Uchowaj Boże!
    szczęściarze
    Lenią się, normalka. A dzieciny, niebożęta wymyślają cuda-niewidy. Zamiast pograć w piłkę ;)
  • Maria napisal(a):
    KazioToJa napisal(a):
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    KazioToJa napisal(a):
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    A w szkole mojego synalka właśnie wdrażają nauczanie przez pracę projektową. Dzieciątka mają tworzyć interdyscyplinarne projekty na zadany z grubsza temat. I, dla naprzykładu, w grupie pięcioosobowej sknocić jakieś dziełko nt. bakterii i wisusów na przestrzeni wieków.

    Jakby, niezmiernie się raduję, że ktoś zaczyna próbować robić szkołę taką jak współczesny świat, a nie fabrykę robotników wielkoprzemysłowych.
    rodzice się angażują?
    Uchowaj Boże!
    szczęściarze
    Lenią się, normalka. A dzieciny, niebożęta wymyślają cuda-niewidy. Zamiast pograć w piłkę ;)
    widok nie do odzobaczenia - dzieci bawiące się w kątku i rodziców przygotowujących prezentację silących się na pisanie dziecięcym pismem i robienie dziecięcych rysunków, ale koniecznie takich w manierze disnejowskiej. I potem dzieci wkuwających na pamięć to co tatusiowie i mamusie stworzyli. I nauczycielkę premiującą tę potiomkinowską wioskę, bo też woli rysunki disnejowskie i bezbłędne i równe literki udające dziecięce pismo.
  • Brzost napisal(a):
    U mnie w podstawówce już w latach 70. były prace projektowe, może nie aż tak interdyscyplinarne. To się nazywało "szkoła eksperymentalna".
    U nasz, jak Gnój szedł do pierwszej klasy szkoły podstawowej, pani dyrektor szkoły nr 1 zrobiła taką klasę z przyjęciem podania, nie rejonu. Nie, żeby strasznie experymentalną. Ale nie siedzieli osobno, pracowali w grupach, nie zwracali uwagi na dzwonki - każdy mógł wychodzić z klasy, kiedy chciał. To wszystko tylko w nałczaniu początkowym, w klasach 1-3. Klasa liczyła 20 coś osób. Po dwunastu latach chyba z ośmioro lub dziewięcioro odbierało index od rektora.

    I pytanie: na wiele to zależało od tych podań a na wiele od tej klasy?
  • KazioToJa napisal(a):
    Maria napisal(a):
    KazioToJa napisal(a):
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    KazioToJa napisal(a):
    Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    A w szkole mojego synalka właśnie wdrażają nauczanie przez pracę projektową. Dzieciątka mają tworzyć interdyscyplinarne projekty na zadany z grubsza temat. I, dla naprzykładu, w grupie pięcioosobowej sknocić jakieś dziełko nt. bakterii i wisusów na przestrzeni wieków.

    Jakby, niezmiernie się raduję, że ktoś zaczyna próbować robić szkołę taką jak współczesny świat, a nie fabrykę robotników wielkoprzemysłowych.
    rodzice się angażują?
    Uchowaj Boże!
    szczęściarze
    Lenią się, normalka. A dzieciny, niebożęta wymyślają cuda-niewidy. Zamiast pograć w piłkę ;)
    widok nie do odzobaczenia - dzieci bawiące się w kątku i rodziców przygotowujących prezentację silących się na pisanie dziecięcym pismem i robienie dziecięcych rysunków, ale koniecznie takich w manierze disnejowskiej. I potem dzieci wkuwających na pamięć to co tatusiowie i mamusie stworzyli. I nauczycielkę premiującą tę potiomkinowską wioskę, bo też woli rysunki disnejowskie i bezbłędne i równe literki udające dziecięce pismo.
    My, czyli rodzice experymentalni, tymy ręcamy wymalowaliśmy cało klase i szyskie szafki. A potem szkoła zapisała się do jakiegoś partnerstwa z innymi szkołami z Czech innych krajów. Był program, żeby w klasie zrobić las. Sami z koleżanką Małżonką udaliśmy się w knieje ze szpadlem i ukopalimy parę dżew charakterystycznych dla naszego klimatu, które były potem "zasadzone" w klasie w oczekiwaniu na wizyty partnerskie. Ech...
  • Cóż, ponieważ klasyczną "rozmowę o pracę" przechodziłem raz, to będzie na zasadzie "nie znam się to się wypowiem".
    Nie wiem nawet już teraz co to było, indywidualna działalność czy sp. cywilna, jawna, w każdym razie "firma" mieściła się w wynajętym mieszkaniu, co dobrze obrazuje, jaki to był mikropodmiot. Rozmowa była na temat i to nawet bardzo, plus zadanie domowe. Żadne pitu pitu "jaka jest pana motywacja" i "jakie są pana słabe strony". Ponieważ to był czas, że takich jak ja było mnóstwo, takich jak oni jeszcze nie tak wielu, to łatwo dostać się nie był, a jak już się dostało, to wcale nie było łatwo tam dobrze zarobić. I chyba o to poszło, ja chciałem więcej niż oni chcieli dać. Czyli, teoretycznie, pełna profeska, tak? ;)

    Natomiast podsumowując rozmowę, już z samych Waszych wpisów widać, że bywa od Sasa do lasa. Tam i u nas. Żeby coś sensownego powiedzieć, to by trzeba jakichś szerszych badań, których nikt oczywiście nie robił. A takimi "własnymi historiami" można udowodnić wszystko.

    A co do tytułowego wpisu, to cóż, ani nie jest tak, że w mieście liczą się tylko kompetencje, a majątek już nie, ani że "chłopu samo rośnie". Takie rzeczy może opowiadać jedynie ktoś kto nigdy nie był na wsi, albo nigdy nie był w mieście. Chyba że "miasto" przestaje być realnym miastem, a staje się wspólnotą ludzi, u których liczą się umiejętności, a wieś przestaje być realną wsią, a staje się wspólnotą ludzi, u których liczy się majątek. A wtedy wpis staje się klasyczną tautologią.
  • trep napisal(a):
    Brzost napisal(a):
    U mnie w podstawówce już w latach 70. były prace projektowe, może nie aż tak interdyscyplinarne. To się nazywało "szkoła eksperymentalna".
    U nasz, jak Gnój szedł do pierwszej klasy szkoły podstawowej, pani dyrektor szkoły nr 1 zrobiła taką klasę z przyjęciem podania, nie rejonu. Nie, żeby strasznie experymentalną. Ale nie siedzieli osobno, pracowali w grupach, nie zwracali uwagi na dzwonki - każdy mógł wychodzić z klasy, kiedy chciał. To wszystko tylko w nałczaniu początkowym, w klasach 1-3. Klasa liczyła 20 coś osób. Po dwunastu latach chyba z ośmioro lub dziewięcioro odbierało index od rektora.

    I pytanie: na wiele to zależało od tych podań a na wiele od tej klasy?
    ja to już mam przemyślane, prawie wszyscy z mojej podstawówki studiowali, z podstawówki najstarszej córki podobnie - ja chodziłam do muzycznej, córka do katolickiej. Do tych szkół wysyłane są dzieci, których rodzice szukają dla dzieci lepszych szkół i są gotowi poświęcić dzieciom więcej czasu - dowożą je na przykład. Nie ma tam dzieci z jawnej patologii, chodzą do takich szczególnych szkół dzieci, które i tak by studiowały.

    Lubię, kiedy dzieciaki robią coś samemu, lubię, gdy współpracują, wiem, że to daje dobre efekty w żywej wiedzy, tej niekoniecznie potrzebnej do egzaminów tylko kształtującej człowieka. Niestety widziałam też jak w chory sposób ambitni ludzie całkowicie zniszczyli efekt wychowawczy.
  • KazioToJa napisal(a):
    widok nie do odzobaczenia - dzieci bawiące się w kątku i rodziców przygotowujących prezentację silących się na pisanie dziecięcym pismem i robienie dziecięcych rysunków, ale koniecznie takich w manierze disnejowskiej. I potem dzieci wkuwających na pamięć to co tatusiowie i mamusie stworzyli. I nauczycielkę premiującą tę potiomkinowską wioskę, bo też woli rysunki disnejowskie i bezbłędne i równe literki udające dziecięce pismo.
    Lamie to jakieś nieporozumienie. Chociaż mam znajomą, która była dumna z piąteczki otrzymanej za jakieś tam bombki dla córeczki.

    Wszelako, jakże mam odmówić, kiedy mnie pyta progeniturka: "Tatulku, jaka była przyczyna wybuchu I wojny światowej?" No przecie nie powiem jej jak jaki Szwejk: "Zabili Ferdynanda!"
  • Złożone przyczyny ekonomiczne?
  • Obstawiłem zjednoczenie Niemiec i walkę radziecko-austriacką o Bałkan.
  • Zresztą, czyż nie jest czystą przyjemnością okazać dziecięciu mapę Rajchu z XVIII w.?

    image
  • Ja się czasem zastanawiam, jak oni wychodzili do sklepu po mleko bez układu Schengen.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Obstawiłem zjednoczenie Niemiec i walkę radziecko-austriacką o Bałkan.
    I jakie ocene zes wpisanię do akt Kulega zaposiat za te wspaniałe hipnoteze?

  • Ja zaś z własnej edukacji z rozrzewnieniem wspominam nauczyciela geografii (SP - 5 kl?), który znęcał się nad nami, wydajając koszmarne polecenia zaczynające się od "w dowolnym materiale ...".
    Na ten przykład zapamiętałam swoje szlochy, gdy miałam w dowolnym materiale pokazać życie Eskimosa.
    Ja wyłam w swoim pokoju na piętrze, ukochana Mamusia spokojnie zajmowała się swoimi sprawami (moje lekcje w najmniejszym stopniu nie zahaczały o ten obszar) na dole. W końcu spłodziłam jakoweś arcydzieło na tekturce od pudełka po butach z użyciem waty, kleju, papieru i jużsamaniewiem czego jeszcze.
    Tiaa...
    I nie myślcie sobie - geografię kochałam, umiałam, nad mapami mogę do dzisiaj ślęczeć godzinami. Upiorny pan Ptak wcale mnie nie zniechęcił. Pomimo na dodatek ciskania w nas kredą. Cudny był z niego oryginał.
    Tagwięc prace projektowe to bynajmniej nie nowoczesny wynalazek, prosz Ignaca, oj nie :D
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Obstawiłem zjednoczenie Niemiec i walkę radziecko-austriacką o Bałkan.
    +1

    Zwłaszcza zjednoczenie Niemiec, co oznaczało zmianę układu sił w Europie. Ludzie bardzo źle znoszą zmianę układu sił.

    Uwaga! Odrodzenie Polski też jest zmianą układu sił.
  • Szturmowiec.Rzplitej napisal(a):
    Ja się czasem zastanawiam, jak oni wychodzili do sklepu po mleko bez układu Schengen.
    Kontrola graniczna to stosunkowo świeży wynalazek.
  • Chyba, że chodziło o granicę miasta.
  • Tak odrodzenie Polski jest zmianą układu sił nie tylko w Europie. Poważną zmianą powodującą poważne reakcje w tym przeciwdziałania. To chyba temat na odrębny wątek jak poważna może być ta zmiana i jakie reakcje oraz kolejne zmiany pociągnie za sobą.
    Z pewnością to zmiana kończąca mocarstwowość Rosji w Europie, przynajmniej mocarstwowość w dawnym stylu. Nawet, a może szczególnie z wasalną Białorusią i częściowo Ukrainą, nie daje Rosji korzyści gospodarczych i geostrategicznych a nakłada na nią ogromne koszty. Wybór pomiędzy Zachodem a Chinami w roli dużego bufora staje się dla Rosji koniecznością, warunkiem przetrwania w całości, a on wymaga zmiany ekipy na Kremlu. To może potrwać 2-3 dekady.
    To zmiana, w połączeniu ze schyłkiem mocarstwa rosyjskiego, wymuszająca zmianę strategii Niemiec. Sojusz z Rosją nawet przy poparciu Francji staje się ryzykowny i bezproduktywny. Paradoksalnie ale Niemcy przy mądrej polityce mogą na wzroście roli Polski najwięcej skorzystać, oczywiście poza krajami Międzymorza. Wciąż gospodarczo ważą więcej niż Międzymorze, a ludnościowo dwie trzecie nawet z Ukrainą. To jednak jest możliwe tylko w układzie atlantyckim pod wodzą USA i tylko w zamian za poważne transfery i wyrównanie poziomów życia.
    To zmiana otwierająca, po raz pierwszy w historii tak realnie, drogę do politycznego i gospodarczego oraz militarnego Międzymorza.
    To ciągle niepewne i niejasne ale już się rysuje. Nadal można to schrzanić. Nadal mogą się zdarzyć rzeczy nieprzewidziane na przykład w USA. Nadal korporacje globalne i lobby żydowskie mogą skierować bieg spraw na inne tory.
  • los napisal(a):
    Niczego żadne AI nie zeżera. Dlaczego? Kuba wyjaśnił.

    Mam nawet wizualizację

    image
    Obrazek został zmniejszony aby pasował do strony. Kliknij aby powiększyć.


    When you’re fundraising, it’s AI. When you’re hiring, it’s ML. When you’re implementing, it’s logistic regression.
    Okazało się, że jest fest śmieszniej, Mechaniczny Turek wiecznie żywy - https://technologia.dziennik.pl/aktualnosci/artykuly/7755686,sztuczna-inteligencja-oszustwo-falszywe-firmy-klienci-ai-si.html

    Artykuł nie jest o algorytmach i Big Data, które działają lepiej niż człowiek tam gdzie powinny - w wyspecjalizowanych, szybkich automatyzacjach. No ale do tego nie trzeba inteligencji.
  • tutaj wrzucę, choć wątek wcale nie humorystyczny (post otwierający)

    1/2
    image

    2/2
    image
  • Moja Siostra mieszka na wsi od 10 lat, więc staż jak i wszystkie inne symptomy wskazują że zalicza się do starych.
  • edytowano March 15
    i szukając miejsce na wstawienie powyższyvh skanów znalzłem posty te, koniecznie do przypomnienia sobie po skanie:

    od christopha
    https://www.excathedra.pl/index.php?p=/discussion/comment/369036/#Comment_369036
    i dwadzieścia kolejnych postów aż do moich perliczek... :)
  • Podwójnie wykorzenieni: ledwo-co-miastowi przeprowadzają się na wieś
Aby napisać komentarz, musisz się zalogować lub zarejestrować.